Każdy może wejść do Wisły

Adam Torchała, Bankier.pl
opublikowano: 20-01-2019, 22:00

Equity crowdfunding, na który zdecydował się klub, staje się popularny, choć wiąże się ze specyficznym ryzykiem

Zostań 12 zawodnikiem Wisła Kraków SA — legendy polskiej piłki nożnej, klubu z ponad 100-letnią tradycją! Już wkrótce emisja — czytamy na twitterowym profilu BeesFund, czyli platformy, która umożliwia spółkom zbiórkę pieniędzy poprzez „szybką” emisję akcji przeznaczoną dla Kowalskich. Informacja o zbiórce na Wisłę potwierdził zaangażowany w ratowanie Wisły Jarosław Królewski, jest ona już też dostępna na stronie platformy, ale na razie brakuje szczegółów. Z powodu określonych ograniczeń prawnych tego typu oferty są jednak zazwyczaj bardzo podobne. Podobne są również rodzaje ryzyka, te same są znaki zapytania.

Stadion Miejski w Krakowie, na którym mecze rozgrywa Wisła Kraków, ma
32,8 tys. miejsc. Taka frekwencja w ofercie akcji zapewniłaby jej sukces.
Polscy inwestorzy nie garną się jednak do walorów klubów piłkarskich.
Zobacz więcej

ZAPEŁNIĆ TRYBUNY:

Stadion Miejski w Krakowie, na którym mecze rozgrywa Wisła Kraków, ma 32,8 tys. miejsc. Taka frekwencja w ofercie akcji zapewniłaby jej sukces. Polscy inwestorzy nie garną się jednak do walorów klubów piłkarskich. Fot. Jakub Porzycki

Czym więc jest equity crowdfunding, na który zdecydowała się Wisła? Pomysł jest prosty: skojarzyć spółkę potrzebującą dofinansowania z inwestorem, który gotów jest owo finansowanie zapewnić. Warto dodać, że celuje się w inwestorów indywidualnych, do których kierowana jest oferta zakupu akcji nowej emisji publicznej. Inwestor dostaje akcje spółki, a więc staje się jej współwłaścicielem, spółka zaś gotówkę. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak jak giełda i tzw. IPO, czyli oferta akcji przed wprowadzeniem spółki na rynek. Są jednak pewne istotne różnice pomiędzy equity crowdfundingiem a giełdą.

Bez notowań

Po pierwsze, akcje spółki nie są nigdzie notowane, istnieje więc spore ryzyko, że trudno będzie je sprzedać. Brak notowań oznacza także brak bieżącej wyceny. W praktyce decydując się na zakup akcji w equity crowdfundingu później zostajemy z papierem, który de facto nie bardzo wiemy, ile jest wart. Spółka nie musi także publikować raportów bieżących z informacjami poufnymi, co jeszcze bardziej utrudnia typowo inwestycyjne patrzenie na projekt.

To jednak teoretycznie wcale nie musi przeszkadzać Wiśle. Umówmy się: kupowanie akcji Wisły z myślą o zarobku jest raczej podejściem dość karkołomnym. Tym oferta krakowian będzie różniła się od dotychczasowych ofert na BeesFundzie. Do tej pory była to bowiem platforma dla spółek przede wszystkim na wczesnym etapie rozwoju, które może i miały już swoje problemy, miały jednak również nadzieję na zawojowanie rynku w przyszłości. Liczył się pomysł i odpowiednie „sprzedanie” go inwestorowi. Tymczasem o problemach Wisły wie każdy, gra wyraźnie idzie o ratowanie klubu, a nie szukanie kapitału na dalszy rozwój. Dodatkowo historia pokazuje, że na futbolu zarabia niewielu, szczególnie w Polsce. Kluby piłkarskie słyną raczej z zadłużenia, a nie rentowności.

Hiszpański przykład

Wisła ma jednak jeden poważny atut — rzeszę oddanych fanów. O ile mało znane spółki idące w equity crowdfunding muszą gimnastykować się z przyciągnięciem uwagi, o tyle Wisła dodatkowej reklamy nie potrzebuje. Biorący udział w zbiórce mogą zostać przyciągnięci nie tyle kwestiami inwestorskimi, co po prostu perspektywą ratowania klubu i zostania jego akcjonariuszem — niezależnie od warunków i ekonomicznej opłacalności całego projektu. Ofertę Wisły trzeba więc mierzyć zupełnie inną miarą, niż dotychczasowe zbiórki na platformach pokroju BeesFunda. Dodatkowo sama oferta Wisły może być impulsem do rozwoju rodzimego equity crowdfundingu. Takiego rozgłosu tej formie finansowania nie mógł bowiem zapewnić żaden z dotychczasowych projektów.

O potencjale oferty Wisły świadczy choćby historie z Hiszpanii, gdzie w podobny sposób ratowały się Real Oviedo, Recreativo Huelva i Eibar. W tym sezonie zaś na podobny krok zdecydował znajdujący się na krawędzi bankructwa Real Murcia. Zebrano około 1 mln EUR, które wprawdzie stanowią kroplę w morzu około 50 mln EUR, ale jednak rozbudziły nadzieje na lepsze jutro. Dodatkowo akcje w emisji nabyło 437 Polaków, którzy wyłożyli łącznie 6,7 tys. EUR. Skoro znaleźli się nasi rodacy, którzy swoimi pieniędzmi wsparli klub z Hiszpanii, to czemu mają się nie znaleźć osoby chcące wesprzeć Wisłę, która jeszcze niedawno, w pierwszej dekadzie XX wieku, była jedyną liczącą się na europejskiej mapie piłkarskiej polską drużyną i zapewniła wielu kibicom piękne wspomnienia?

Wisła zgarnie milion?

Na ile pieniędzy może liczyć Wisła? Szczegóły oferty nie są jeszcze znane, znane są jednak ograniczenia prawne. 1 mln EUR w przypadku Realu Murcia nie był przypadkowy, tyle bowiem wynosi górny limit, który zazwyczaj towarzyszy equity crowdfundingowi. Wynika to z przepisów, które pozwalają przeprowadzać oferty emisji akcji do 1 mln EUR bez konieczności publikowania memorandum informacyjnego, czy prospektu informacyjnego. Nie trzeba więc nawet starać się o zgodę Komisji Nadzoru Finansowego.

Oczywiście emisja może być większa, wówczas jednak trzeba spełnić więcej wymogów formalnych. To właśnie szybkość przeprowadzania oferty i niewielka liczba formalności jest głównym atutem equity crowdfundingu. Od kwoty 1 mln EUR — o ile taki będzie cel — należy odjąć koszty oferty. Te czasem, mimo niewielkich formalności, potrafią być naprawdę wysokie. Wystarczy przypomnieć choćby ofertę Etno Cafe, które w ramach ostatniego equity crowdfundingu zebrało 1,16 mln zł przy koszcie 380 tys. zł. To oczywiście przykład skrajny, przypomina jednak jak istotna może być w equity crowdfundingu kwestia kosztów.

Konsumpcja, a nie inwestycja

Niewielkie wymogi informacyjne niosą za sobą kolejne konsekwencje. Przede wszystkim sporą asymetrię informacji. Osoby decydujące się na kupno akcji w ramach equity crowdfundingu tak naprawdę bardzo niewiele wiedzą o spółce i jej sytuacji finansowej. Kupują raczej nadzieję, pomysł i pewną wizję przyszłości, dlatego też wiele spółek gra na emocjach, oferuje bonusy, a także przyciąga wizją bycia współwłaścicielem browaru, czy kafejki. Choć projekty te mogą w przyszłości przynieść zarobek, właśnie z powodu tej ogromnej asymetrii informacji oraz wspominanych wcześniej problemów z płynnością, do equity crowdfundingu należy podchodzić raczej jako do konsumpcji, niż do inwestycji. Nie jesteśmy bowiem w stanie określić szans na uzyskanie jakiejkolwiek pozytywnej stopy zwrotu, kupujemy jednak świadomość bycia współwłaścicielem projektu, który nam się podoba. Warto o tym pamiętać przeglądając tego typu projekty.

Podobnie należy podchodzić do oferty Wisły. Należy kompletnie wyłączyć myślenie typu: „kupuję akcje, może coś kiedykolwiek będę z nich miał”. Może tak, może nie, w inwestowaniu warto mieć jednak dobrze opracowany najgorszy scenariusz, a w tym z tytułu posiadania akcji nie dostaniesz prawdopodobnie nic. Szczególnie, że Wisła to nie jest perspektywiczny start- -up, a zadłużony kolos walczący o przeżycie. Jeżeli przeżyje, będzie zaś zwiększał wydatki, a nie wypłacał dywidendy. Warto więc na ofertę Wisły patrzeć przez pryzmat konsumpcji.

Słaba reprezenacja

Wisła nie jest jedynym klubem, którego akcje można bez problemu nabyć. Dwa górnośląskie kluby — GKS Katowice oraz Ruch Chorzów — notowane są od kilku lat na rynku NewConnect. Ich akcje nie cieszą się jednak popularnością wśród inwestorów. Od momentu debiutu w 2008 r. Niebiescy stracili 90 proc. swojej wartości, GKS zaś od 2011 ponad 86 proc. Nic jednak dziwnego, oba kluby notują przede wszystkim straty, mają ujemne kapitały własne (zobowiązania przewyższają sumę aktywów) i utrzymują się ponad powierzchnią tylko dzięki hojności miast, w których grają.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała, Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu