KNF zaprasza fintechy do piaskownicy

Eugeniusz Twaróg
06-09-2018, 22:00

Nadzorca zapowiada, że jeszcze w tym miesiącu opublikuje zasady naboru do sandboksu, który ma ruszyć już w listopadzie.

Fintech jest słowem odmienianym przez wszystkie przypadki, tymczasem liczba takich przedsięwzięć w Polsce jest stosunkowo skromna. Autorzy raportu Fintech 2018 identyfikują 170 innowacyjnych projektów finansowych. Projektów, nie firm, gdyż na liście są przedsięwzięcia realizowane przez banki, między bankami, jak PSP, czy przy współpracy z KIR.

DOBRY KIERUNEK:
Zobacz więcej

DOBRY KIERUNEK:

Uczestnicy debaty są zgodni, że kierunek zmian regulacyjnych jest dobry, ale trzeba przyspieszyć tempo. Fot. Marek Wiśniewski

Wbrew ekscytacji, jaka towarzyszy finansowym firmom nowej fali, nie są to biznesy specjalnie dochodowe.

— Dwa dominujące rodzaje fintechów na polskim rynku to, poza bankami, firmy pożyczkowe i specjalizujące się w płatnościach, w tym kantory. Wyniki finansowe obydwu frakcji za 2017 r. są słabe. Kilka milionów zysku to nie jest biznes — mówi Ewa Wernerowicz, prezes Vivus Finance, uczestniczkapanelu „Polski Fintech 2018. Stan gry”.

Niskie marże

Firmy pożyczkowe zarobiły na czysto 160 mln zł przy przychodach 3,5 mld zł. Ewa Wernernerowicz zwraca uwagę, jak niskomarżowy jest to biznes. Jak wyjaśnia, jeszcze nikt nie potrafi pożyczać on- -line tak, żeby to się opłacało. Pożyczkodawcy działają poprzez pośredników, co mocno wpływa na koszty. Do tego dochodzą koszty ryzyka i kapitału. Firmy pożyczkowe same pożyczają na rynku pieniądze na 10-15 proc. Kokosów nie zbijają też fintechy działające na rynku płatności, choć zyski są tu wyższe niż w branży pożyczkowej. Zysk netto wyniósł w 2017 r. 230 mln zł przy przychodach 1,6 mld zł. Trzeba dodać, że dane nie obejmują wyników PayU, największego operatora płatności na rynku. Jeśli chodzi o kantory to, jak stwierdza Ewa Wernerowicz, „wydaje się, że nie wypracowały jeszcze zyskownego modelu biznesowego”.

Fintechowa podstawówka

Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego, nie lubi określenia fintech — woli mówić o nowych podmiotach na rynku finansowym. Zaznacza, że „wykreowanie nowego przedsięwzięcia jest proste, wejście na rynek też, natomiast wykreowanie skali jest trudne, a utrzymanie jej to maestria”.

— Jeśli chodzi o nowe podmioty, to jesteśmy na początku drogi, w szkole podstawowej. Potrzebne jest wsparcie — mówi szef ING BSK.

Jego zdaniem, każdy bank jest „mniej więcej” przygotowany do współpracy z fintechami.

— Mówię mniej więcej, gdyż banki mają problem z wykorzystaniem niektórych rozwiązań fintechowych, bo po pierwsze same podlegają transformacji cyfrowej i regulacyjnej, a po drugie, działają w innym świecie — w mniejszym stopniu wykorzystują schematy open source i open banking ze względu na ograniczenia regulacyjne — mówi Brunon Bartkiewicz.

Składa ważną deklarację: Niech polskie fintechy nie liczą na współpracę z bankiem, tylko dlatego że są polskie.

— Klawiaturę digitalną zrobiła dla nas firma z Izraela, bo nikt inny tego nie potrafił. System opóźnionej płatności wprowadzamy we współpracy z fintechem z Czech. Bramkę do tego rozwiązania wzięliśmy z firmy krakowskiej. Dla nas ważny jest klient, którego mamy obowiązek obsłużyć, nieważne skąd pochodzi technologia — mówi Brunon Bartkiewicz

Arbitraż regulacyjny

Piotr Brewiński z FinTech Poland w kontekście regulacji zwraca uwagę na dumping regulacyjny, polegający na swoistej konkurencji między krajami w zakresie obniżania progu wejścia na rynek dla fintechów, byle tylko przyciągnąć je do siebie. Dobrym przykładem jest Litwa, która raptem pół roku temu zainteresowała się kwestią regulacji rynku fintechowego, a w tym czasie wydała już ponad 40 licencji na prowadzenie działalności przez innowacyjne firmy. Polski nadzór, który w styczniu powołał biuro konsultacyjne dla fintechów, w pół roku ledwie zdążył spotkać się z 60 firmami.

— Mamy poczucie, że ruszyliśmy i zmierzamy w dobrym kierunku, ale są jurysdykcje, które pędzą, biorąc na siebie dużo większe ryzyko, poluzowując regulacje — mówi Piotr Brewiński.

Artur Granicki, dyrektor departamentu innowacji finansowych w KNF, zwraca uwagę na rozmiary rynków, na których zjawisko arbitrażu regulacyjnego występuje. Są to zazwyczaj niewielkie kraje i nadzory, które wpuszczając fintechy wychodzą z założenia, że i tak będą one prowadziły działalność za granicą.

— Mając 40 mln konsumentów, patrzymy na wydawanie licencji inaczej niż kraj, który ma 400 tys. mieszkańców. Musimy znaleźć złoty środek między bezpieczeństwem a innowacyjnością. Jeszcze w tym miesiącu ogłosimy zasady działania piaskownicy regulacyjnej — chciałbym, żeby w listopadzie była w pełni funkcjonalna — mówi Artur Granicki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / KNF zaprasza fintechy do piaskownicy