Komentarz Jacka Zalewskiego: Medialne miedziaki

Jacek Zalewski
23-05-2008, 10:31

Jeśli mowa jest srebrem, a milczenie złotem, to co można przypisać miedzi? Mnie czerwonawy metal od środy kojarzy się z tzw. oszczędnym gospodarowaniem wiedzą. Oto premier Donald Tusk, odnosząc się do swojej wyprawy do Ameryki Łacińskiej, mgliście zapowiedział zawiązanie miedziowego trójporozumienia Polski z Chile i Peru oraz przygotowanie dla KGHM politycznego pola do inwestycji w Peru. Wyobrażam sobie, jakie zaskoczenie owa deklaracja z Warszawy wywołała w Lubinie. Po otrząśnięciu się z szoku KGHM wydał dyplomatyczne oświadczenie, że propozycję premiera rozważy, jeśli otrzyma szczegóły, a z Chile i tak kooperuje.


W tym miejscu koniecznie trzeba skrótowo przypomnieć etapy produkcji miedzi: najpierw ruda, zawierająca do 2 proc. pierwiastka, potem koncentrat 20-30 proc., kamień miedziowy 30-50 proc., konwertorowa miedź czarna (blister) 97-99 proc. i wreszcie dwie fazy finalne — ogniowa rafinacja anodowa i elektrolityczna miedź katodowa 99,99 proc. Różnica między miedzią blister a katodową, dla laika w procentach niemal niezauważalna, to technologiczna przepaść. Huty KGHM, realizujące właśnie etap anodowy i katodowy, mają moce i dlatego koncern sprowadza półprodukt z zewnątrz. W roku 2007 spośród wyprodukowanych przez KGHM 533 tys. ton miedzi — 92,3 tys. ton, czyli ponad 17 proc., pochodziło z wsadu importowanego, m.in. z Chile, które w miedzi od lat jest globalnym liderem.


Środowa deklaracja premiera mnie zaskoczyła jeszcze bardziej niż KGHM, ponieważ dopiero tutaj w Warszawie uzyskałem pierwszy konkretny sygnał o gospodarczym dorobku wyprawy! Już w samolocie do Limy zdumiał mnie skład delegacji, jako że nie było nikogusieńko z resortu gospodarki, a poza wiceministrem spraw zagranicznych Ryszardem Schnepfem reprezentowana była wyłącznie Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, na czele z jej szefem Tomaszem Arabskim, który z definicji jest przecież kierownikiem urzędu w Alejach Ujazdowskich. Ale pal sześć skład — przez wszystkie dni podróży miedziowe plany nie wystąpiły w ustach premiera ani słowem.

W ogóle tematyka gospodarcza zaistniała dopiero na pożegnalnej konferencji prasowej w pałacu La Moneda w Santiago de Chile (w którym zginął w 1973 r. prezydent Salvador Allende) i to przypadkiem za moją sprawą. Zwróciłem uwagę, że po wejściu Polski do Unii i objęciu również nas umową stowarzyszeniową Chile z UE, z niewielkiej nadwyżki handlowej z tym krajem weszliśmy w wielokrotnie wyższy deficyt. Prezydent Michelle Bachelet wyłożyła, jakie widziałaby możliwości dla firm polskich, premier Donald Tusk stwierdził zaś, że nie każdy deficyt jest zły, bo ten akurat spowodowany został importem surowcowym, dającym pracę KGHM.


Reasumując — to bardzo dobrze, że odbyły się wstępne rozmowy, zwłaszcza że Peru może zostać od 2009 r. objęte, razem z całą Wspólnotą Andyjską, umową stowarzyszeniową z UE (jakiej nieprędko doczeka się MERCOSUR, czyli Brazylia i Argentyna) i zyska możliwości, jakie już dawno ma Chile. Jednak tryb przekazania miedziowej wieści był gorączkową PR-owską próbą nadrobienia przez premiera kiepskiego wizerunku wyprawy, która — i tego już nic nie odkręci — w zbiorowej pamięci Polaków zapisze się wycieczką do Machu Picchu oraz Słońcem Peru.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Komentarz Jacka Zalewskiego: Medialne miedziaki