W związku z tym na razie trudno powiedzieć, czy w ogóle i z jaką głośnością do eurokracji dociera potrząsanie szabelką z Warszawy. W najbliższym czasie się ono zintensyfikuje, po wydaniu w poniedziałek przez Jarosława Kaczyńskiego rozkazu do zmiany kursu wobec instytucji UE na konfrontacyjny. Notabene w sprawie braku unijnych pieniędzy finansujących Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO) nasi władcy zamiatają pod dywan bardzo ważną okoliczność – otóż rząd do tej pory… nie złożył do Komisji Europejskiej (KE) wniosku o wypłatę choćby pierwszej transzy! W związku z tym nie ma z Brukseli jakichkolwiek konkretów, ani na „nie”, ani na „tak”. Trudno uniknąć refleksji, że rozkręcany przez propagandę władców lament o oszukaniu Polski przez fałszywą KE w kwestii KPO to zagrywka wyborcza – głosowanie przecież już w październiku. Przepraszam, roku 2023…
Żeby nie wchodzić na śliskie pole praworządnościowe, przypomnę prawne filary najświeższego sporu gazowego. Od weekendu niespodziewanie rozkręciło się rządowo-unijne starcie o rozporządzenie Rady UE nr 2022/1369 z 5 sierpnia 2022 r. w sprawie skoordynowanych środków zmniejszających zapotrzebowanie na gaz. Minister Anna Moskwa po posiedzeniu ministerialnej rady 26 lipca obwieszczała pełny kompromisowy sukces, ale rząd tamten sukces pisemnie oprotestował. Toczy się ciekawy pojedynek na konkurencyjne przepisy tego samego traktatu o funkcjonowaniu UE, który jest znacznie bardziej obszerny i częściej przywoływany niż zasadniczy traktat o UE. Podstawą rozporządzenia jest art. 122 ust. 1: „Bez uszczerbku dla innych procedur przewidzianych w traktatach, Rada UE, na wniosek Komisji Europejskiej, może postanowić, w duchu solidarności między państwami członkowskimi, o środkach stosownych do sytuacji gospodarczej, w szczególności w przypadku wystąpienia poważnych trudności w zaopatrzeniu w niektóre produkty, zwłaszcza w obszarze energii”. Rząd PiS natomiast odbija argumentem art. 192 ust. 2 lit. c: „Na zasadzie odstępstwa od procedury decyzyjnej przewidzianej w ustępie 1 i bez uszczerbku dla artykułu 114, Rada UE, stanowiąc jednomyślnie zgodnie ze specjalną procedurą ustawodawczą i po konsultacji z Parlamentem Europejskim, Komitetem Ekonomiczno-Społecznym i Komitetem Regionów, uchwala (…): środki wpływające znacząco na wybór państwa członkowskiego między różnymi źródłami energii i ogólną strukturę jego zaopatrzenia w energię”. Kością niezgody jest oczywiście słowo „jednomyślnie”, rozporządzenie przyjęte zostało tzw. podwójną większością kwalifikowaną, w liczbie państw wyszło 25:2 – razem z rządem polskim przeciwny był tylko węgierski.
Obiektywnie trzeba przyznać, że unijne traktaty naprawdę są prawnym gąszczem. We wspólnotowej historii miały już tyle nowelizacji, w niektórych regułach nawet kontrnowelizacji, że nietrudno przywoływać punkty niejasne lub wprost sprzeczne. Sformułowania są tak zapętlone, że często nie wiadomo, czy w ogóle i jak można zastosować zasadę „lex specialis derogat legi generali”, zgodnie z którą prawo o większym stopniu szczegółowości należy stosować przed prawem ogólniejszym. Problem występuje wówczas, gdy dwie normy pozostają w stosunku krzyżowania się, a nie nadrzędności/podrzędności. Właśnie z taką sytuacją możemy mieć do czynienia w sporze o tryb ewentualnego uchwalenia przez Radę UE tzw. alarmu gazowego – jednomyślnie czy większością kwalifikowaną. 25 unijnych rządów powiedziało jednak, że tą drugą…

