Dziś miał ruszyć drugi etap rosyjskich kontroli w polskich zakładach branży spożywczej. Miał, bo Moskwa nie potwierdziła tego na piśmie.
Nikt już nie próbuje udawać, że w stosunkach handlowych z Federacją Rosyjską nie ma kryzysu. Świadczy o tym choćby zamieszanie z datą przystąpienia do drugiej tury kontroli. Wojciech Olejniczak, minister rolnictwa, zaprosił rosyjskich inspektorów na dziś. Odpowiedzi nie otrzymał.
— Praktycznie nie ma szans na, to, by kontrole ruszyły dziś. W piątek czekaliśmy na listę z nazwiskami inspektorów po to, by przystąpić do załatwiania formalności wizowych i zakupu biletów lotniczych — mówi Jacek Leonkiewicz, radca głównego lekarza weterynarii.
Polskie władze bezskutecznie próbowały nawiązać kontakt z Moskwą. Podobno udało się to Brukseli. W rozmowie telefonicznej na linii Warszawa-Moskwa podobno padło sakramentalne „tak” z potwierdzeniem daty 13 września. Podobno, bo informacje na ten temat przekazane przez Wojciecha Olejniczaka podczas konferencji prasowej chwilę później dementowano jako nieoficjalną.
Obecnie eksport produktów pochodzenia zwierzęcego z Polski na rynek rosyjski niemal ustał. Moskwa zdecydowała, że wpuści na swój rynek tylko te firmy, które pomyślnie przejdą kontrole rosyjskich służb weterynaryjnych. Tymczasem wśród 75 wizytowanych przez Rosjan zakładów mięsnych w ramach pierwszej tury, jedynie 19 uzyskało pozwolenie na eksport. Poza grupą Sokołów są to jednak małe firmy, z których część jest powiązana kapitałowo lub handlowo z firmą Alsero. Przedstawiciele Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa chcą znać standardy kontroli, aby przedsiębiorca mógł wiedzieć, co go eliminuje z rynku. Takich standardów nie było w przypadku pierwszej tury, gdzie np. brak wydzielonego w zakładzie specjalnego pomieszczenia do chłodzenia produktów jedne firmy eliminował, a inne mimo to otrzymywały licencję.
Chęć na licencję eksportową do Rosji ma jeszcze 85 zakładów przetwórstwa mięsa i 75 mleka, które czekają na drugą turę kontroli.