Korupcja na ogół powstaje na styku biznes-państwo

Kazimierz Krupa
12-06-2001, 00:00

Korupcja na ogół powstaje na styku biznes–państwo

Swego czasu mnóstwo komentarzy wywołała informacja o tym, że uchwalenie ustawy przyjaznej dla jakiejś grupy interesów kosztuje w polskim parlamencie 3 miliony dolarów. Na bazie tej wiadomości pojawiły się dowcipy w stylu: „kup Pan posła” i przeliczanie wartości jednego posła na zielone banknoty. Te czasy należą już do przeszłości i nie dlatego, że zlikwidowaliśmy korupcję, ale dlatego, że w parlamencie nie ma już tak dużych grup, które mogą zagwarantować uchwalenie czegokolwiek — nie ma więc z kim rozmawiać.

Doniesienia instytucji zachodnich badających, w jakim stopniu narażone na korupcję są gospodarki poszczególnych krajów, z roku na rok są dla nas coraz mniej pozytywne. Najpierw, jako kraj totalitarny, z marginalną obecnością kapitału prywatnego w gospodarce, takimi badaniami nie byliśmy obejmowani. Później — w obliczu sukcesów w transformacji politycznej i gospodarczej — zapanowała swoista moda na Polskę i w klasyfikacji wylądowaliśmy wyjątkowo wysoko. W momencie, kiedy nad gospodarką zaczęły pojawiać się chmury, przychylność zakończyła się równie szybko jak przyszła.

Milion dolarów za załatwienie prywatyzacji przedsiębiorstwa, kilkadziesiąt do kilkuset tysięcy łapówki za załatwienie kontraktu, mniejsze sumy, rzędu kilkunastu tysięcy dolarów za koncesje i zezwolenia — takie kwoty padają w opracowaniu Transparency International, dotyczącym korupcji w Polsce. Kwoty są oczywiście zasłyszane, a wiarygodność badań — nawet autoryzowanych przez tak szacowną instytucję — ograniczona, chociażby przez ich zmienność z roku na rok. Ale po pierwsze — coś w tym jest i potwierdzają to nieustannie doniesienia z krajowego podwórka (a raczej doniesienia do prokuratury), a po drugie — jak cię widzą, tak cię piszą. A widzą nas jako kraj skorumpowany.

Jeżeli prawdą jest, co donosi Bank Światowy, że polskie przedsiębiorstwa przeznaczają na łapówki do 2,5 proc. rocznych przychodów, a w każdym razie do tylu się przyznają, to... Tak naprawdę nie jest najgorzej — przynajmniej w porównaniu z innymi krajami. Podstawowe wątpliwości budzą natomiast adresaci i tryb przekazywania tych kwot. W krajach rozwiniętych, gdzie obowiązuje system prowizji od transakcji — bywają one i wyższe, a wszystko jest w porządku. Chociaż też nie zawsze. Tam z pewnością mniej jest korupcji na średnich szczeblach, ale jak wybuchają afery, to trzęsą najwyższymi posadami.

Największym polem do korupcji jest styk biznesu prywatnego z państwem, jego urzędnikami odpowiedzialnymi za najróżniejsze zezwolenia, koncesje, kontrakty, wreszcie procesy prywatyzacyjne. I wydaje się, że stąd bierze się nieco zafałszowany obraz Polski w badaniach. Ciągle zbyt duży udział państwa w gospodarce, zbyt duży udział polityki w tworzeniu warunków do prowadzenia interesów, wreszcie nagromadzenie w czasie procesów prywatyzacyjnych są przyczyną — zdaniem specjalistów — obserwowanego wzrostu korupcji. Ich wnioski są jednak jeszcze bardziej pesymistyczne (czy realistyczne) i sprowadzają się do stwierdzenia, że niczego nie załatwią jednorazowe akcje i deklaracje walki z tym zjawiskiem, ponieważ korupcja jest integralną częścią każdego systemu polityczno-gospodarczego. Jeden jest na nią bardziej odporny, inny mniej. Nasz — mniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Korupcja na ogół powstaje na styku biznes-państwo