Krajowa rada idzie do lamusa

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 10-01-2008, 00:00

Rząd dusz nad rynkiem mediów ma sprawować UKE. Członkowie krajowej rady są oburzeni. Poproszą o pomoc Unię Europejską.

Media Platforma Obywatelska zaproponowała rewolucyjne zmiany, które z regulatora zrobią wydmuszkę

Rząd dusz nad rynkiem mediów ma sprawować UKE. Członkowie krajowej rady są oburzeni. Poproszą o pomoc Unię Europejską.

Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji autorstwa Platformy Obywatelskiej (PO) wywołała awanturę, której osią jest walka o kontrolę nad władzami mediów publicznych. Ale ustawa jest bardziej rewolucyjna na innej płaszczyźnie — de facto likwiduje ona Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (KRRiT), przenosząc większość jej technicznych kompetencji do Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE).

— Jest to próba zmniejszenia uprawnień rady bez konieczności zmiany konstytucji. Rada traci kompetencje superministerstwa do spraw mediów. Staje się ciałem doradczym, które pilnuje realizacji ustaw. Skoro musi istnieć, niech robi to, co ma zapisane w konstytucji — mówi Iwona Śledzińska-Katarasińska, posłanka PO.

Rada ma radzić

Projekt nowelizacji ustawy zakłada, że to UKE przeprowadza proces koncesyjny, a rada go opiniuje. Treść wniosku koncesyjnego ma określać Ministerstwo Infrastruktury. UKE sprecyzuje warunki prowadzenia działalności przez nadawców i będzie ich kontrolować. To UKE ma podejmować decyzje w sprawie kar, a krajowa rada ma mieć tylko funkcję wnioskodawczo-sprawdzającą. To UKE ma wydawać decyzje w sprawie uznania lub odebrania statusu nadawcy społecznego (którym jest np. Radio Maryja). KRRiT traci nawet kompetencje projektowania polityki medialnej państwa (których zresztą nie przenosi się do UKE). Spora część pracowników KRRiT ma być przetransferowana do UKE, który może ich po trzech miesiącach zwolnić.

Ciekawe są zapisy antykoncentracyjne. Ustawa przenosi uprawnienia rady na UKE — to urząd ma wydawać zgodę na łączenie lub podział mediów. Może się na to nie zgodzić, gdy nadawca osiągnie pozycję dominującą lub „nastąpi przejęcie (...) kontroli nad działalnością nadawcy przez inną osobę”. Od czasu afery Rywina zapisy antykoncentracyjne są przedmiotem ostrych kontrowersji.

Rynek chce więcej

Opinie zebrane przez „PB” są zgodne — obecny projekt nowelizacji ustawy powinien być wstępem do kompleksowej zmiany prawa medialnego.

— Przesunięcie kompetencji technicznych do UKE to krok w dobrym kierunku. Jednak wkrótce powinna powstać kompleksowa strategia rozwoju rynku, a także docelowa wizja regulacji i instytucji regulacyjnej, bo obecne ustawy medialna i telekomunikacyjna nie przystają do zmieniającej się rzeczywistości — mówi Anna Streżyńska, prezes UKE.

Zdaniem Juliusza Brauna, byłego szefa KRRiT, ustawa powinna być doprecyzowana — tworząc jeden organ regulacyjny, zachowuje pozory istnienia dwóch odrębnych regulatorów — mediów i telekomunikacji.

— Ten projekt to kompletna zmiana ustroju medialnego i powinien być przedmiotem poważnej dyskusji, a ta na razie dotyczy drugorzędnej sprawy, jaką jest powoływanie organu, który nie będzie miał żadnych kompetencji. Ponadto w projekcie widzę wiele luk — UKE dostaje pewne uprawnienia, a narzędzia do ich realizacji zostają w KRRiT — mówi Juliusz Braun.

Projekt PO nie podoba się członkom krajowej rady.

— Ograniczenie kompetencji krajowej rady jest niezgodne z konstytucją i standardami europejskimi. Przeniesienie kompetencji koncesyjnych do UKE odrywa funkcje doradcze od koncesyjnych. Komuś pomylił się telefon z telewizorem — mówi Witold Kołodziejski, szef KRRiT.

Powstał pomysł, by projekt ustawy przetłumaczyć i wysłać do Komisji Europejskiej.

— Chętnie bym posłuchała, co unijni eksperci mają do powiedzenia w sprawie planowanego bezpośredniego uzależnienia szefostwa radia i telewizji od rządu — mówi Barbara Bubula, członek KRRiT.

sonda

Tylko PiS krytykuje Platformę

Walka o media publiczne będzie krwawa. Wynik wydaje się jednak przesądzony.

Jan Dziedziczak, PiS

-Ze smutkiem obserwuję działania PO, których jedynym celem jest zmiana władz mediów publicznych. Kadencja członków KRRiT, która mija dopiero za kilka lat, jest niewygodna dla PO. Dlatego zrobi ona wszystko, by pozbawić radę jakichkolwiek możliwości działania. Ponieważ trudno ją zlikwodować, postanowiono przenieść jak najwięcej kompetencji do UKE, czyniąc z KRRiT czystą wydmuszkę. Co więcej, taki krok będzie oznaczał podporządkowanie dotychczasowych zadań KRRiT władzy wykonawczej i stworzenie mediów rządowych.

Andrzej Celiński, LiD

-Zasadniczo rynek mediów elektronicznych w Polsce jest podzielony i raczej rzadko dochodzi do przypadków nieprzedłużania koncesji. KRRiT ma coraz mniej do powiedzenia w tej kwestii poza nadawcami społecznymi, do których niezrozumiale zalicza się np. Radio Maryja czy TV Trwam. Z tego punktu widzenia proponowane zmiany uznaję za słuszne, choć LiD nie określił jeszcze swojego stanowiska. Zapewnić mogę jedynie, że jest jednogłośna decyzja o tym, że nie będziemy się w żaden sposób układać z Andrzejem Urbańskim.

Tadeusz Sławecki, PSL

-Bardzo krytycznie oceniam upolitycznienie mediów publicznych. 15-letnie doświadczenie w funkcjonowaniu KRRiT uczy, że nadawcy koncesyjni nie powinni podlegać temu gremium. Jeżeli podlegają, narażają się na przekaz ideologiczny. Nie można dopuszczać też do sytuacji, kiedy częstotliwości wypływają bokiem do jakiegoś amerykańskiego potentata, jak to się stało w przypadku TV Puls.

Z tego punktu widzenia proponowane przez PO zmiany idą w dobrym kierunku. Problem polega jednak na tym, że nie znam szczegółowych rozwiązań, bo współkoalicjant nam ich jeszcze nie przedstawił. Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję zapoznać się z nimi, zanim trafią do Sejmu.

SPECJALNIE DLA PULSU

Strzał w dziesiątkę

Piotr Walter

Co najmniej od 7 lat uważnie obserwuję rynek mediów i rosnące niezadowolenie z funkcjonowania KRRiT, zarówno ze strony świata polityki, jak i bezpośrednio zainteresowanych podmiotów. Stąd wniosek, że niezbędne są daleko idące zmiany.

UKE jest postrzegany jako regulator surowy, ale jednak przewidywalny i sprawiedliwy, a przede wszystkim apolityczny. Jest to też na pewno instytucja skuteczna. Taki regulator jest bez wątpienia lepszy niż regulator upartyjniony i nieprzewidywalny, a do tego pozbawiony wizji i konsekwencji w pełnieniu swojej roli.

Dlatego nie boję się UKE.

Wszyscy skorzystalibyśmy na uporządkowaniu i otwarciu rynku. Uważam, że UKE ma potrzebną do tego energię i determinację. Mój optymizm nie jest bezpodstawny — jego źródłem są m.in. przeprowadzone ostatnio przez UKE konsultacje w sprawie zagospodarowania tzw. dywidendy cyfrowej. Było to pierwsze od wielu lat działanie, które realnie przybliżyło nas do wprowadzenia w Polsce naziemnej telewizji cyfrowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy