Krajowa rada idzie do lamusa

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 10-01-2008, 07:16

Platforma Obywatelska zaproponowała rewolucyjne zmiany, które z regulatora zrobią wydmuszkę. Rząd dusz nad rynkiem mediów ma sprawować UKE. Członkowie KRRiT są oburzeni. Poproszą o pomoc Unię Europejską.

Nowelizacja ustawy o radiofonii i telewizji autorstwa Platformy Obywatelskiej (PO) wywołała awanturę, której osią jest walka o kontrolę nad władzami mediów publicznych. Ale ustawa jest bardziej rewolucyjna na innej płaszczyźnie — de facto likwiduje ona Krajową Radę Radiofonii i Telewizji (KRRiT), przenosząc większość jej technicznych kompetencji do Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE).

— Jest to próba zmniejszenia uprawnień rady bez konieczności zmiany konstytucji. Rada traci kompetencje superministerstwa do spraw mediów. Staje się ciałem doradczym, które pilnuje realizacji ustaw. Skoro musi istnieć, niech robi to, co ma zapisane w konstytucji — mówi Iwona Śledzińska-Katarasińska, posłanka PO.


Rada ma radzić
Projekt nowelizacji ustawy zakłada, że to UKE przeprowadza proces koncesyjny, a rada go opiniuje. Treść wniosku koncesyjnego ma określać Ministerstwo Infrastruktury. UKE sprecyzuje warunki prowadzenia działalności przez nadawców i będzie ich kontrolować. To UKE ma podejmować decyzje w sprawie kar, a krajowa rada ma mieć tylko funkcję wnioskodawczo-sprawdzającą. To UKE ma wydawać decyzje w sprawie uznania lub odebrania statusu nadawcy społecznego (którym jest np. Radio Maryja). KRRiT traci nawet kompetencje projektowania polityki medialnej państwa (których zresztą nie przenosi się do UKE). Spora część pracowników KRRiT ma być przetransferowana do UKE, który może ich po trzech miesiącach zwolnić.

Ciekawe są zapisy antykoncentracyjne. Ustawa przenosi uprawnienia rady na UKE — to urząd ma wydawać zgodę na łączenie lub podział mediów. Może się na to nie zgodzić, gdy nadawca osiągnie pozycję dominującą lub „nastąpi przejęcie (...) kontroli nad działalnością nadawcy przez inną osobę”. Od czasu afery Rywina zapisy antykoncentracyjne są przedmiotem ostrych kontrowersji.


Rynek chce więcej
Opinie zebrane przez „PB” są zgodne — obecny projekt nowelizacji ustawy powinien być wstępem do kompleksowej zmiany prawa medialnego.

— Przesunięcie kompetencji technicznych do UKE to krok w dobrym kierunku. Jednak wkrótce powinna powstać kompleksowa strategia rozwoju rynku, a także docelowa wizja regulacji i instytucji regulacyjnej, bo obecne ustawy medialna i telekomunikacyjna nie przystają do zmieniającej się rzeczywistości — mówi Anna Streżyńska, prezes UKE.

Zdaniem Juliusza Brauna, byłego szefa KRRiT, ustawa powinna być doprecyzowana — tworząc jeden organ regulacyjny, zachowuje pozory istnienia dwóch odrębnych regulatorów — mediów i telekomunikacji.

— Ten projekt to kompletna zmiana ustroju medialnego i powinien być przedmiotem poważnej dyskusji, a ta na razie dotyczy drugorzędnej sprawy, jaką jest powoływanie organu, który nie będzie miał żadnych kompetencji. Ponadto w projekcie widzę wiele luk — UKE dostaje pewne uprawnienia, a narzędzia do ich realizacji zostają w KRRiT — mówi Juliusz Braun.

Projekt PO nie podoba się członkom krajowej rady.

— Ograniczenie kompetencji krajowej rady jest niezgodne z konstytucją i standardami europejskimi. Przeniesienie kompetencji koncesyjnych do UKE odrywa funkcje doradcze od koncesyjnych. Komuś pomylił się telefon z telewizorem — mówi Witold Kołodziejski, szef KRRiT.

Powstał pomysł, by projekt ustawy przetłumaczyć i wysłać do Komisji Europejskiej.

— Chętnie bym posłuchała, co unijni eksperci mają do powiedzenia w sprawie planowanego bezpośredniego uzależnienia szefostwa radia i telewizji od rządu — mówi Barbara Bubula, członek KRRiT.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska

Polecane