Kredyt Inkaso nadrabia braki funduszy

Kamil Kosiński
21-08-2018, 22:00

Klienci funduszy wierzytelności dostają obiecany zysk. Nie wynika on jednak tylko z działań windykacyjnych, ale transakcji, dzięki którym poprawiana jest niewystarczająca rentowność portfeli

W roli głównej giełdowa spółka windykacyjna działająca głównie w Polsce i Rumunii. Partnerują jej Paweł Nowosadko, jako audytor z Deloitte, oraz Trigon TFI, jako prowadzący fundusze z „gwarancją” zysku. Czy to kolejny odcinek sagi GetBacku? Nie. To opowieść o Kredyt Inkaso, który tak jak inni windykatorzy emituje obligacje, by kupować portfele długów, na których odzyskiwaniu powinien zarabiać. Tyle że Kredyt Inkaso na niektórych zakupach portfeli traci, czego do niedawna nie ujawniał.

DOKOŃCZY:
Zobacz więcej

DOKOŃCZY:

Maciej Szymański od 28 sierpnia będzie prezesem Kredyt Inkaso na okres kadencji kończącej się już w przyszłym roku. Do tej pory menedżer był szefem rady nadzorczej spółki. Fot. Marek Wiśniewski

W lipcu 2018 r. ryzyko istotnego zniekształcenia sprawozdania finansowego w wyniku wyceny portfeli wierzytelności oraz nadużyć ze strony kierownictwa dostrzegł nawet Paweł Nowosadko, biegły rewident z Deloitte — ten sam audytor, który nie dostrzegał żadnych problemów w GetBacku.

„Ryzyko zostało uznane za istotne, ponieważ zarząd jednostki dominującej ma możliwość dokonywania nadużyć ze względu na możliwość manipulowania zapisami księgowymi oraz przygotowania nierzetelnych skonsolidowanych sprawozdań finansowych, w wyniku ominięcia kontroli, która wydaje się być prawidłowo zaprojektowana” — napisał Paweł Nowosadko, w opinii do raportu rocznego Kredyt Inkaso.

— W Kredyt Inkaso nie nastąpiły w ostatnich latach zmiany, które mogłyby wskazywać na konieczność umieszczenia takich ryzyk w sprawozdaniu biegłego rewidenta. Ich pojawienie się postrzegamy raczej jako reakcję audytora na obecną sytuację rynkową i problemy jednego z naszych konkurentów — komentuje Jarosław Orlikowski, p.o. prezes Kredyt Inkaso.

Kredyt Inkaso ma przesunięty rok obrotowy, a więc opinia o jego finansach powstała w lipcu 2018 r., ponad dwa miesiące po utracie płynności przez GetBack. Można przyjąć, że audytor wyciągnął wnioski i po prostu postanowił uczulić inwestorów na ewentualne rodzaje ryzyka. Jego wywód nie jest jednak tak teoretyczny, jak by się wydawało. Sprawa kręci się wokół sześciu funduszy, jakie Trigon TFI uruchomiło we współpracy z Kredyt Inkaso, na zasadach podobnych do dziewięciufunduszy uruchomionych przez Trigon wspólnie z GetBackiem.

Kupno certyfikatu czy długów

Fundusze Trigonu kupują portfele wierzytelności za pieniądze windykatora i innych inwestorów. Ci ostatni co do zasady wyposażają fundusze w 80 proc. gotówki. Mając certyfikaty funduszu, windykator powinien być zainteresowany odpowiednią efektywnością swoich działań, którą pozostałym inwestorom obiecuje w formie „gwarancji” zysku.

W przypadku funduszy z udziałem Kredyt Inkaso jest to 5-6 proc. rocznie. Gdyby fundusz w określonym dniu wyceny nie wypracował takiej stopy zwrotu, w ramach umowy gwarancyjnej windykator zobowiązuje się do objęcia za gotówkę kolejnej emisji certyfikatów, która pozwoli wykupić certyfikaty innych inwestorów za wartość nominalną powiększoną o obiecany zysk. W praktyce nowa emisja może być jednym certyfikatem sprzedanym bardzo drogo. Chodzi wyłącznie o to, by w funduszu znalazła się gotówka na spełnienie obietnic wobec inwestorów zewnętrznych.

W przypadku Trigonu i Kredyt Inkaso nigdy do takiej operacji nie doszło. Kredyt Inkaso robił za to coś innego. Od kwietnia 2017 r. do marca 2018 r. kupił od czterech funduszy Trigonu pakiety wierzytelności za 20,5 mln zł. Tyle że „bezpośrednio po zrealizowaniu transakcji” Kredyt Inkaso zredukował wartość godziwą tych pakietów o 9,6 mln zł. Innymi słowy, Kredyt Inkaso kupił te pakiety o 88 proc. drożej niż były warte. I nie było w tym przypadku.

„Ceny zakupów w powyższych transakcjach zostały ustalone na takim poziomie, aby zapewnić funduszom stopy zwrotu gwarantowane w zawartych umowach” — czytamy w sprawozdaniu finansowym Kredyt Inkaso za rok 2017/2018.

— Efekt ekonomiczny dla właścicieli certyfikatów funduszy jest dokładnie taki sam, niezależnie, czy jako gwarantujący stopę zwrotu wpłacimy do funduszy gotówkę, obejmując nowe certyfikaty, czy wykupimy część wierzytelności po cenach wyższych niż ich wycena przygotowana przez niezależny podmiot. Wartość aktywów w funduszu po takich operacjach będzie taka sama. W obu wypadkach inwestorzy osiągają zagwarantowaną stopę zwrotu. Cała przeprowadzona operacja jest zgodna z obowiązującymi przepisami — tłumaczy Jarosław Orlikowski.

Marek Juraś, prezes Trigon TFI, mówi, że emisje gwarancyjne są przeprowadzane, gdy zobowiązania gwaranta nie są realizowane.

— Sam fundusz realizuje cel inwestycyjny nie tylko poprzez windykację, ale również poprzez osiąganie zysków z realizacji lokat, czyli zbywanie lokat z zyskiem. Obowiązki gwaranta były i są realizowane zgodnie z przyjętymi przez niego zobowiązaniami. Fundusz w dniach wykupów przewidzianych statutem dokonał wykupu certyfikatów inwestycyjnych, czyli miał wystarczające środki płynne na dokonanie wykupu po wartości aktywów netto funduszu na certyfikat inwestycyjny, uwzględniającej gwarantowaną stopę zwrotu — zaznacz Marek Juraś.

Niewątpliwe inwestorzy funduszy wierzytelności Trigonu z udziałem Kredyt Inkaso nie są stratni, bo dostają to, co im obiecano. Ale realizacja gwarancji przez emisję certyfikatów prowadziłaby do tego, że przynajmniej raz w roku certyfikaty funduszy nie osiągałyby zakładanej wartości. To pociągałoby za sobą emisję gwarancyjną i prawdopodobnie już przy następnej wycenie wszystko wracałoby do zakładanego poziomu. Wahnięcie wyceny wskazywałoby jednak, że fundusz nie radzi sobie tak, jak powinien. Mechanizm stosowany przez Kredyt Inkaso i Trigon powoduje, że tak się nie dzieje.

„W ocenie zarządu, mając realny wpływ na strategię doboru aktywów funduszy oraz proces ich windykacji, jak również wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu i windykacji portfelami wierzytelności, ryzyko ziszczenia się powyższych warunków, które doprowadziłyby do powstania jakichkolwiek zobowiązań [gwarancyjnych — red.] zarząd ocenia jako bardzo niskie” — czytamy w raporcie Kredyt Inkaso za rok 2016/2017.

O odkupywaniu portfeli długów po zawyżonych cenach nie ma tam ani słowa. Tymczasem w roku finansowym 2016/2017 windykator odkupił od pięciu funduszy pakiety wierzytelności za 33,4 mln zł, przeszacowując je potem w dół o 8,8 mln zł.

Audytor z Deloitte się postawił

W roku obrotowym 2016/2017 prezesem Kredyt Inkaso był Paweł Szewczyk, a wiceprezesem Andrzej Podłowski. Pierwszy odszedł ze spółki we wrześniu 2017 r., drugi — w listopadzie 2017 r. Zastąpili ich Jarosław Orlikowski i Bastian Ringhardt. Nie oznacza to jednak, że ujawnienie tych informacji w raporcie za rok 2017/2018 to efekt sprzątania po starym zarządzie. Z naszych informacji wynika, że jeszcze w lutym 2018 r. Kredyt Inkaso odkupił od jednego z funduszy Trigonu wierzytelności po zawyżonych cenach i wcale nie palił się do informowania o tym w sprawozdaniu finansowym. To, że te informacje ujrzały światło dzienne, to zasługa Pawła Nowosadki, który dowiedział się o tych transakcjach przypadkiem i po sprawie GetBacku twardo obstawał za przekazaniem ich w raporcie rocznym.

— Bardzo poważnie podchodzimy do jakości naszej pracy oraz przestrzegania zawodowych standardów. Wyniki przeprowadzonych przez nas procedur rewizji finansowej sprawozdania finansowego firmy Kredyt Inkaso zostały odzwierciedlone w raporcie biegłego rewidenta, który jest publicznie dostępny. Ze względu na zobowiązanie do zachowania poufności nie udzielamy dalszych komentarzy — zaznacza Ewa Rzeczkowska, rzeczniczka prasowa Deloitte.

Informacji o specyfice relacji Kredyt Inkaso z Trigonem próżno by jednak szukać w zatwierdzonym przez KNF prospekcie emisyjnym obligacji. Na jego podstawie między 9 a 22 marca 2018 r. windykator sprzedał 817 inwestorom papiery dłużne o wartości 30 mln zł (średnio zapis to 58 tys. zł na głowę). W grudniu 2017 r. 445 osób objęło obligacje za 14,3 mln zł (32 tys. na głowę). Na koniec marca 2018 r. spółka miała ogółem wyemitowane obligacje o wartości 502 mln zł. Jarosław Orlikowski zapewnia, że poza ofertami publicznymi wszystkie one trafiły do nabywców instytucjonalnych. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Kredyt Inkaso nadrabia braki funduszy