Królewski szpieg, który kocha marki

James Bond lubi otaczać się znanymi markami z prostej przyczyny: zarabia na nich miliony

Nowy film o przygodach agenta brytyjskiego wywiadu trafia w gazetach zarówno na strony z recenzjami filmowymi, jak też do działów gospodarczych. London School of Marketing szacuje, że po premierze najnowszego filmu cała marka James Bond będzie warta 13 mld GBP. Media prześcigają się w podawaniu liczb związanych z Bondem. Dziennik „The Guardian” uspokaja fanów, że nowy film jest wprawdzie najdłuższy i najdroższy w historii serii, ale twórcy są subtelni w przedstawianiu marek.

Dalekie podróże, luksusowe auta, eleganckie ubrania i modne gadżety — James Bond na ekranie nie liczy się z pieniędzmi. Zwykły człowiek potrzebowałby 1,5 mln USD, żeby móc żyć jak brytyjski agent.
Zobacz więcej

DROGIE ŻYCIE:

Dalekie podróże, luksusowe auta, eleganckie ubrania i modne gadżety — James Bond na ekranie nie liczy się z pieniędzmi. Zwykły człowiek potrzebowałby 1,5 mln USD, żeby móc żyć jak brytyjski agent. ARC

BBC podkreśla, że Bond jest synonimiczny z markami tak jak z seksem i pościgami samochodowymi. „International Business Times” dodaje, że marketing i reklama produktów przynoszą wpływy rzędu 80-150 mln GBP, co oznacza, że pokrywają znaczną część kosztów produkcji. Agencja Bloomberg też rozpływa się nad marketingiem i opisuje Bonda jako szpiega, który pokochał marki.

Już w latach 60. poprzedniego wieku agent specjalny James Bond, grany wtedy przez Seana Connery’ego, trzymał w objęciach piękną kobietą i wymownie sięgał po nie byle jaką butelkę szampana — Dom Pérignon. Samochody, alkohole, zegarki i ubrania to nieodłączne elementy przygód słynnego brytyjskiego agenta. Zachodni widzowie już mogą wyszukiwać przykłady product placement w najnowszym filmie o Bondzie zatytułowanym „Spectre”.

Polacy na razie muszą się obejść zwiastunami, w których też zresztą przewija się sporo marek. Bond to dziś marka globalna, która potrafi zarabiać nie tylko na biletach kinowych, ale także na kontraktach ze sponsorami. Na długo przed premierą w polskiej telewizji zaczęły się pojawiać inspirowane Bondem spoty Heinekena i Sony.

Karuzela marketingowa rozkręca się w najlepsze. Lista oficjalnych partnerów najnowszego filmu jest długa, a znajdują się na niej: producent gier mobilnych Glu Mobile, kosmetyków Mac Cosmetics, dom mody Tom Ford, producent akcesoriów do golenia Gillette, zegarków Omega, a także walizek Globe-Trotter. Nie zabrakło firm samochodowych — Aston Martina, Jaguara i Land Rovera, oraz alkoholowych — browar Heineken, producent szampanów Bollinger i oczywiście polskiej wódki Belvedere.

Sprzęt mobilny Bondowi dostarcza japoński koncern Sony, a podróżniczym partnerem jest strona Visit. Polskim wątkiem w bondowskim świecie jest wódka Belvedere produkowana w Żyrardowie. Marka jest jedną z marek LVMH, największego na świecie producenta dóbr luksusowych. Może kiedyś brytyjski agent zawita do Warszawy przyciągnięty widokiem Belwederu umieszczonego na butelce trunku.

W reklamach alkoholu przy okazji premiery nowego Bonda do widzów uśmiecha się pochodząca z Meksyku Stephanie Sigman, która w „Spectre” wcieliła się w rolę tajemniczej Estrelli. Pieniądze płyną więc na plan z różnych źródeł i cena biletu jest tylko jedną z małych układanek bondowskiego biznesu. Produkcja „Spectre” pochłonęła około 300 mln GBP. Poprzednia, „Skyfall”, kosztowała mniej, ale w samych kasach kinowych zarobiła 750 mln GBP. Nie narzeka Daniel Craig, który za główną rolę zainkasował 25 mln GBP. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu