Czytasz dzięki

Króliczek już bliski złowienia

opublikowano: 24-09-2020, 22:00

Według Agnieszki Osieckiej, której tekst śpiewali Skaldowie, w obławie na króliczka nie chodzi o to, by go złowić, lecz by wciąż gonić.

Trudno uniknąć króliczkowego skojarzenia, komentując gonitwę ekipy tzw. dobrej zmiany za ujęciem w karby przystawek — Solidarnej Polski i Porozumienia. W czwartek znowu obradowało politbiuro PiS, ale do chwili wysłania niniejszego tekstu autor nie wiedział, czy władcy wreszcie restrukturyzację rządu dopadli, czy gonitwę przedłużyli.

Jarosław Kaczyński w latach
2006-07 był premierem, ale dzisiaj ponowne objęcie tego stanowiska wykluczył.
Zobacz więcej

Jarosław Kaczyński w latach 2006-07 był premierem, ale dzisiaj ponowne objęcie tego stanowiska wykluczył. Adam Chełstowski - Forum

Przed postawieniem kropki nad „i” wypuszczali próbne balony informacyjne. Najważniejsze byłoby wejście Jarosława Kaczyńskiego do rządu jako wicepremiera nadzorującego resorty siłowe. To prawdziwa nowalijka ustrojowa. Państwo PiS w praktyce zapożycza wiele rozwiązań z PRL. Partyjny władca to odpowiednik pierwszego sekretarza KC PZPR, namaszczającego premiera. Również delegowany przez partię prezydent RP formalnie ma silny mandat z wyborów powszechnych, ale jego realna pozycja porównywalna jest z przewodniczącym Rady Państwa PRL. Pierwszy sekretarz bywał epizodycznie premierem (Bolesław Bierut), przewodniczącym Rady Państwa (Wojciech Jaruzelski) albo nawet jej szeregowym członkiem (Władysław Gomułka, by móc np. wystąpić w ONZ). Już w III RP niektórzy polityczni szefowie uciekali od stanowiska premiera, celując od razu w prezydenturę (Aleksander Kwaśniewski i Marian Krzaklewski). Jednak takiego wariantu, jak obsadzenie się najwyższego władcy w roli wicepremiera nie grano nigdy ani w PRL, ani w III RP. Taki członek rządu nie ma żadnych kompetencji prawnych, nie może np. wydać rozporządzenia, natomiast funkcjonalnie to nadpremier, któremu Mateusz Morawiecki będzie się meldował.

Według obecnej Konstytucji RP to oczywiście decyzyjna paranoja, ale w ponad 100-letnich dziejach odrodzonej Rzeczypospolitej podobna sytuacja w rządzie już się zdarzyła. Po zamachu stanu z 1926 r. marszałek Józef Piłsudski aż do śmierci w 1935 r. we wszystkich 14 rządach sanacyjnych (jeden trwał średnio poniżej roku) nie wypuścił z rąk teki ministra spraw wojskowych. Dwa razy sam kierował rządem, zaś pozostałych premierów traktował niczym zderzaki. Wszyscy meldowali się posłusznie szeregowemu ministrowi, zwłaszcza że ubranemu w mundur marszałkowski... Współcześnie Jarosław Kaczyński tytułowany jest przez partyjnych wasali naczelnikiem, co ma go zbliżać do legendy marszałka. Takie porównywanie wywołuje oczywiście chichot historii, ale realna sytuacja na współczesnym dworze władzy jest podobna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane