Kryzys w Niemczech, więcej pracy w Polsce

opublikowano: 06-10-2019, 22:00

Po kryzysie finansowym sektor nowoczesnych usług biznesowych przeżywał boom. Spowolnienie gospodarcze za Odrą to szansa na powtórkę

Niemcy nie są mocarstwem w sektorze nowoczesnych usług biznesowych. Na 900 działających w Polsce zagranicznych centrów tylko 71 należy do firm z niemieckim kapitałem, wynika z danych ABSL, Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych. Należą do nich m.in. biura koncernów ThyssenKrupp, Lufthansy, Bayera, MAN czy Mahle. Jednak niewykluczone, że spowolnienie gospodarcze w Niemczech zachęci firmy zza Odry do szukania oszczędności. Po kryzysie finansowym w 2008 r. do Polski napłynęła fala projektów, głównie z USA. Zatrudnienie w sektorze skoczyło z 47 tys. osób w 2009 r. do 70 tys. dwa lata później, a dziś wynosi 307 tys.

Jest ciśnienie

Ożywienie z Niemiec widać już w Trójmieście. Kilka dni temu otwarcie w Gdańsku centrum wiedzy ogłosił hamburski armator Hapag-Lloyd.

— Dzień później wróciła do nas niemiecka firma, która zastanawiała się nad projektem rok temu. Mamy teraz w toku kilka projektów z tego kraju, w tym dwa z firm, które je jakiś czas temu wstrzymały — mówi Marcin Grzegory, zastępca dyrektora Invest in Pomerania, agencji, która ściąga inwestorów do Trójmiasta. Trend potwierdza część ekspertów.

— Ciśnienie w Niemczech rośnie. W najbliższych kwartałach będą się pojawiać średnie i większe niemieckie firmy z planami otwierania centrów usług wspólnych — ocenia Jacek Levernes, założyciel i honorowy prezes ABSL, obecnie doradca w BCG i członek rady dyrektorów w Globalworth Holding.

— Niemieckie firmy zaczęły się otwierać na usługi biznesowe dwa lata temu, gdy zaczęło brakować pracowników, a teraz, przez spowolnienie na rynku, ten proces się nasila. Przełomem w postrzeganiu Polski było centrum usług ThyssenKruppa w Gdańsku utworzone kilka lat temu. Polska nie jest jednak jedynym krajem rozważanym przez Niemców — dużą rolę dostawców usług odgrywa Południowa i Wschodnia Europa, czyli kraje bałkańskie oraz Bułgaria i Rumunia. Są mocno sprofilowane na obsługę niemieckich klientów, choć wszystkie te kraje łącznie zatrudniają w sektorze usług biznesowych 280 tys. osób, czyli mniej niż Polska — mówi Wiktor Doktór, prezes Pro Progressio.

Dwa powody

Liczba niemieckich centrów rośnie bardzo wolno. W ciągu ostatnich trzech lat biura w Polsce otworzyło ich tylko 15. Średnie zatrudnienie w niemieckich centrach nie przekracza 160 osób, podczas gdy średnia w centrach ogółem to 222 osoby. Pod względem zatrudnienia niemieckie firmy odpowiadały w kwietniu 2019 r. za 7 proc. z 307 tys. osób zatrudnionych w sektorze usług w Polsce (wzrost o pkt proc. w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku). Jest kilka teorii wyjaśniających wstrzemięźliwość niemieckich firm.

— Firmy z sektora MŚP zainteresowały się Polską cztery-pięć lat temu. Jednak rząd Niemiec stosuje naciski, by z kraju nie wypływały miejsca pracy. Nie bez przyczyny niemiecka prasa wciąż pisze, że w Polsce źle się dzieje. Teraz najczęściej stawiane nam na początku pytanie dotyczy jakości. Rewolucja w umysłach zaczęła się dopiero dzięki piłkarskiej trójce z Dortmundu — uważa Marcin Grzegory.

Konserwatywne podejście do zakładania centrów usług może wynikać także z tego, że 91 proc. firm w Niemczech to spółki rodzinne.

— To, co wyróżnia firmy rodzinne, to długoterminowy horyzont inwestycyjny. Nie mają presji na wyniki kwartalne, a ich gotowość do nadmiernego zadłużania jest ograniczona. Są to najczęściej przedsiębiorstwa wielopokoleniowe, które przez ostatnie 50-100 lat przetrwały niejeden kryzys i wypracowały mechanizmy obronne. Niemniej szukają innowacji organizacyjnych przez centralizację, mniej agresywny arbitraż płacowy lub outsourcing. W zależności od skali geograficznej ekspansji te firmy będą raczej poszukiwać partnera przez cosourcing dla prostszych zadań w księgowości, kadrach, zakupach, a samodzielnie inwestować w działalność R&D lub technologiczną. Nie spodziewałbym się jednak fali nowych projektów usługowych — mówi Wojciech Popławski, prezes ABSL.

Boomu z Niemiec wcale nie widać we Wrocławiu.

— Najwięcej mamy projektów, głównie produkcyjnych, ale także usługowych, brytyjskich związanych z brexitem — mówi Ewa Kaucz, prezes Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej.

Choć niemieckie przedsiębiorstwa rzadko otwierają centra usług, to chętnie kupują usługi od zewnętrznych firm i są najważniejszym klientem centrów BPO zlokalizowanych w Polsce.

OKIEM EKSPERTA

W agencji inwestycji jest dokładnie na odwrót

KRZYSZTOF SENGER, wiceprezes Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu

Liczba obsługiwanych przez nas projektów BSS inwestorów z Niemiec nieznacznie spadła w stosunku do analogicznego okresu w 2018 r. Swego rodzaju restrukturyzacja dotyczy całego portfela obsługiwanych przez nas inwestycji usługowych. Wiąże się to z pewnym nasyceniem rynku w tej części Europy. Najwięksi międzynarodowi gracze już ulokowali swoje centra w Polsce bądź w innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Obecnie wspieramy mniej inwestycji BSS, ale za to większa liczba dotyczy lokowania nad Wisłą procesów B+R. W tym segmencie widzimy też znaczny, bo dwukrotny wzrost deklarowanego zatrudnienia (z 1340 w I poł. 2018 r. do 2700 w I poł. 2019). Obserwujemy też inny trend — coraz częściej obsługiwane przez nas projekty BSS są reinwestycjami. Dotyczy to zarówno rozwoju istniejących centrów, np. poprzez zwiększenie zatrudnienia, jak i podejmowania nowych decyzji inwestycyjnych przez współpracujących z nami klientów z sektora produkcyjnego. Zdarza się również, że jest na odwrót — to projekty BSS znajdują kontynuację w procesie produkcyjnym. Od 2016 r. obsłużyliśmy kilkanaście takich inwestycji.

OKIEM EKSPERTA

Objawy choroby

GRZEGORZ PIECHOWIAK, partner zarządzający JP Weber

Tydzień temu odbyłem w Niemczech kilkanaście spotkań. Widziałem się m.in. z dużą niemiecką firmą, która „czyści” portfel i sprzedaje jeden z biznesów w Polsce, niezwiązany z działalnością podstawową. Obserwujemy też zainteresowanie transferem produkcji z Niemiec do Polski. To również efekt spowolnienia, zwłaszcza w branży automotive: nie ma tak wielu zamówień, więc firmy uznały, że to najlepszy moment na przenoszenie części maszyn i linii produkcyjnych. Poza tym zupełnie inaczej negocjuje się z pracownikami w momencie spowolnienia, pracodawcy mają argumenty w rozmowach z radą pracowniczą. Kryzys w Europie Zachodniej daje się też we znaki polskim firmom, które mają zostać przejęte i przez gorszą koniunkturę nie są w stanie zrealizować zapowiadanych wcześniej wyników. Potencjalni kupcy oczekują niższej ceny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy