Kto się obawia chudych świąt

Adrian Boczkowski
27-11-2008, 00:00

Giełdowe spółki meldują, czy Polacy zaczęli zaciskać pasa

Nie ma dnia, by przeciętny Polak nie spotkał się z ostrzeżeniami przez kryzysem, który nas lada chwila dosięgnie, lub z radami, jak najlepiej sobie z nim poradzić. Dziś wszelkie aspekty spowolnienia gospodarczego i kryzysu finansowego obecne są w każdej gazecie, stacji telewizyjnej i radiowej. Konsumenci są bombardowani informacjami o trudniejszym dostępie do kredytów czy o planowanych zwolnieniach. Może to wpłynąć na ich wydatki w IV kwartale i ograniczyć zyski spółek giełdowych w najlepszym okresie, gdy Polacy kupują komputery pod choinkę, nowe narty czy artykuły spożywcze na suto zastawione świąteczne stoły.

Masowych zwolnień jeszcze nie ma, bezrobocie jest bardzo niskie, pensje też są dużo wyższe niż rok temu. Teoretycznie więc Polacy powinni wydawać więcej pieniędzy niż przed rokiem. Spółki handlowe i usługowe obawiają się jednak efektu samospełniającej się przepowiedni. Same obawy o przyszłość mogą sprawić, że pieniądze zamiast do sklepów trafią do banków lub do skarpety. Wtedy zamiast gotówki w kasie pozostaną zapasy w magazynach.

Rezultaty z ubiegłego roku to najlepszy dowód, jak ważny jest IV kwartał dla giełdowych spółek. Przychody Ambry, dystrybutora napojów alkoholowych, wzrosły o 186 proc. w porównaniu z III kwartałem 2007. Intersport, sieć sklepów sportowych, miała w tym czasie wynik lepszy o 73 proc. Przychody Komputronika, sieci sklepów komputerowych, wzrosły o 66 proc. Sprzedaż mocno skoczyła, ale zyski jeszcze bardziej. Czysty zarobek Oponeo (internetowy sprzedawca opon) w IV kwartale, w porównaniu do wcześniejszych trzech miesięcy, wzrósł o 460 proc., Komputronika — o 350 proc., North Coast (importer i dystrybutor produktów spożywczych) — o 247 proc. Monnari (sklepy z damską odzieżą) wypracowało wynik lepszy o 209 proc. Travelplanet, internetoweme biuro podróży, dzięki wynikom z IV kwartału zdołał w zeszłym roku wyjść nad kreskę. Zarobek Intersportu z IV kwartału przewyższył o 7 proc. wynik roczny. W przypadku Amiki (producent sprzętu AGD) było to 93 proc., a w meblowym Forte — 36 proc.

Tymczasem wskaźnik klimatu konsumenckiego mierzony przez Pentor po raz pierwszy od wielu lat ma wartość ujemną (odczyt listopadowy). Spytaliśmy więc giełdowe spółki, które z reguły przeżywały eldorado w końcówce roku, czy boją się o wyniki tegorocznych przedświątecznych żniw. Z reguły chętnie opowiadały o swoich obawach i nadziejach. Niektórzy w kryzysie upatrują nawet dużej szansy na skokowy wzrost wyników. Wszystko zależy od oferty i branż, w których działają. Eksperci uspokajają: dopiero przyszłe święta mogą być postne.

Komentarzy szukaj obok i na s. 21-23.

Producenci i handlowcy:

na razie źle nie będzie

Andrzej Falkowski

kierownik Katedry Psychologii Marketingu w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej

Na razie Polacy nie odczuwają kryzysu w sferze realnej. Słyszą jedynie o tragediach w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, USA czy w Irlandii. Człowiek z natury jest jednak egocentrykiem i stosuje różnorakie mechanizmy obronne, jak choćby taki: to się dzieje tam, a nie tu, więc wcale u nas nie musi się pogorszyć.

Zachowania konsumentów nie zmienią się zbytnio, dopóki społeczeństwo realnie nie odczuje, że pieniądze w portfelu topnieją. Kryzys słyszany to nie to samo, co odczuwany. Szczególnie w okresie przedświątecznym emocje przesłaniają racjonalne myślenie, które wyprzedziłoby realia i skłoniło do oszczędzania. Silnym bodźcem jest tu środowisko, czyli np. świąteczne wystroje sklepów. Impulsem do zakupów mogą być też np. raporty wieszczące szybki spadek wartości złotego. Ludzie widzą rosnący kurs dolara czy euro i antycypują wzrost cen, np. sprzętu RTV. To jest dla nich bardzo namacalne.

Niektórzy (np. Toyota) opierają swoje strategie marketingowe właśnie na specyficznej obecnej sytuacji rynkowej i skłaniają do przyspieszenia decyzji zakupowych, strasząc podwyżkami od nowego roku. Ogólnie jednak dużo trudniej będzie w najbliższym okresie producentom i sprzedawcom jednostkowo droższych dóbr (np. mieszkań, mebli, samochodów, nart, wycieczek), ponieważ w stosunku do nich ludzie z natury zachowują się bardziej racjonalnie.

Ambra: Rodacy nie ograniczą zakupów, ale mogą zwracać uwagę na ceny

Branża spożywcza, do której należy handel napojami alkoholowymi, charakteryzuje się relatywnie niską wrażliwością na zmiany koniunktury gospodarczej. Dlatego generalnie nie przewidujemy istotnych negatywnych skutków kryzysu dla rynku. W sektorze winiarskim oczekujemy kontynuacji wzrostowych tendencji rynkowych, bo spożycie wina w Polsce nadal jest bardzo niskie. Nie osiągnęło jeszcze 4 l na głowę mieszkańca rocznie, w porównaniu do przeciętnie ponad 30 l w UE. Czwarty kwartał dla branży winiarskiej to szczytowy sezon sprzedażowy. Nie spodziewamy się ograniczenia ilości spożycia win podczas najważniejszych okazji, czyli świąt i Nowego Roku. Otwartą kwestią pozostaje wpływ kryzysu oraz medialnych informacji o jego nadejściu na wartość koszyka zakupów konsumentów. Wrażliwa na wstrzemięźliwość zakupową konsumentów może okazać się sprzedaż droższych gatunków win i alkoholi. Chodzi o średnią cenę sprzedaży napojów alkoholowych w sezonie świątecznym. Dzięki dużemu urozmaiceniu asortymentu i posiadaniu znanych marek w średnim przedziale cenowym grupa Ambra nie przewiduje negatywnych skutków kryzysu gospodarczego na wyniki sprzedaży swoich produktów. Ograniczenia źródeł finansowania oraz idące za tym możliwe zakłócenia płynności finansowej mogą w kolejnych miesiącach dotknąć słabsze firmy działające na rynku alkoholowym.  

North Coast: święta dla Polaków muszą być bogate

North Coast specjalizuje się w imporcie wysokogatunkowych produktów spożywczych, głównie z Włoch. Oferta spółki skierowana jest do konsumentów ceniących sobie przede wszystkim jakość. Dostrzegamy duże możliwości polskiego rynku spożywczego, w szczególności dynamicznie rozwija się rynek sprzedaży produktów wysokogatunkowych. Obecne wyniki sprzedaży nie wskazują na to, by ewentualny kryzys lub jego psychologiczny efekt wpływały na decyzje zakupowe Polaków. North Coast odnotowuje najlepsze wyniki w czwartym kwartale. Nie przewidujemy, by sytuacja na rynkach finansowych miała dla nas istotne znaczenie. Nawet w razie realnego kryzysu święta Bożego Narodzenia to czas, gdy większość osób zapomina o sytuacji materialnej i często decyduje się na lepsze, droższe produkty. Polacy mogą zrezygnować z wielu przyjemności, ale wydaje się mało realna sytuacja, by w okresie świąt zredukowali wydatki na produkty spożywcze.

Obkupimy się z rozpędu

Piotr Kalisz

starszy ekonomista Banku Handlowego

W Polsce, w odróżnieniu od wielu innych krajów, sprzedaż detaliczna wciąż ma się dobrze. Wspomagają ją agresywne obniżki cen, na przykład samochodów. Sądzę, że wysoka dynamika sprzedaży może dociągnąć do końcu roku siłą rozpędu z ostatnich kwartałów. Wszystko jest jednak kwestią, kiedy nadejdzie realne spowolnienie (teraz cierpią głównie tylko inwestycje i eksporterzy).

Uważam, że koniec roku powinien być jeszcze dość dobry, a dopiero potem nastąpi znaczne obniżanie się dynamiki sprzedaży detalicznej. Gospodarstwa domowe niepokoją się obecnie i być może wydadzą na święta trochę mniej, niż by mogły. Ale wciąż będzie to i tak dość dużo. Pamiętajmy, że pensje cały czas zwiększają się (rezultat negocjacji sprzed kilku miesięcy), a zatrudnienie jest wysokie.

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Kto się obawia chudych świąt