Giełdowy Bytom po kilku bardzo ciężkich latach wychodzi na prostą. I właśnie teraz
jest bardzo bliski bankructwa.
W poniedziałek sąd w Katowicach zdecyduje o losach Zakładów Odzieżowych Bytom. Rozpatrzy wniosek o uchylenie układu giełdowej spółki z wierzycielami. To jedna z odsłon konfliktu pomiędzy kilkoma osobami kontrolującymi dziś Bytom a Zbigniewem Opachem, innym prywatnym inwestorem, znanym publicznie z posiadania pakietu akcji Softbanku. Spór jest zaogniony i wszystko wskazuje na to, że będzie przybierał na sile...
Na jubileusz
Specjalizujący się w szyciu męskich garniturów Bytom przed miesiącem obchodził 60-lecie firmy. To weteran polskiej giełdy — trafił na nią w styczniu 1995 r. Od początku notowań spory pakiet akcji spółki był własnością Banku Handlowego. Aż do stycznia 2003 r. Wtedy to bankowcy podjęli ostateczną decyzję: wychodzimy! Na sprzedaż trafiło 27,6 proc. walorów Bytomia. Transakcja nie przyniosła bankowi krociowych zysków — kurs na początku 2003 r. wahał się w granicach 1 zł za walor. Cała spółka warta była więc... mniej niż 1 mln zł (dla porównania — w połowie lat 90. — ponad 50 razy więcej!).
Akcje od Banku Handlowego po tak atrakcyjnej cenie kupili prywatni inwestorzy. Najwięcej trójka: Tomasz Sarapata, Jan Załubski i Paweł Jamorski. Dwaj pierwsi to dobrzy znajomi. W latach 1989-1992 byli właścicielami krakowskiej firmy Bentax, zajmującej się handlem zagranicznym. Potem Tomasz Sarapata przeszedł do branży odzieżowej. Przez 11 lat był dyrektorem handlowym Agamartu, małopolskiej firmy, m.in. przedstawiciela handlowego... Bytomia. Jan Załubski zaś od 1993 r. prowadzi firmę transportowo-logistyczną ZET-Transport. Jest też prezesem Truck Partner (spółka handlująca częściami zamiennymi do samochodów ciężarowych) i International Trailer Company (firma doradcza działająca w branży transportowej). Paweł Jamorski to radca prawny z Krakowa, który na podstawie umowy-zlecenia prowadzi obsługę prawną Bytomia (ma filię swej kancelarii w tym mieście).
Wkrótce po zakupie akcji Jamorski i Załubski weszli do rady nadzorczej spółki, a Tomasz Sarapata został jej prezesem. Do dziś kontrolują wydarzenia w firmie, mimo że łącznie posiadają zaledwie 21,3 proc. jej akcji. Powód? Akcjonariat Bytomia pozostaje bardzo rozdrobniony, a na walnych zgromadzeniach zjawia się znacznie mniej niż połowa akcjonariuszy.
Bez przypadku
Niska cena akcji Bytomia na początku 2003 r. nie była przypadkowa. Spółka co najmniej od końca lat 90. borykała się z poważnymi problemami z płynnością finansową. Zadłużenie i straty systematycznie narastały, co doprowadziło do otwarcia w październiku 2001 r. postępowania układowego.
Do układu wierzyciele spółki zgłosili należności warte 16 mln zł. W czerwcu 2002 r. sąd zatwierdził układ. Zgodnie z nim Bytom spłacił wszystkich małych wierzycieli, którym firma była winna do 5 tys. zł (łącznie wydał na to niecały 1 mln zł). Resztę długów, czyli blisko 15 mln zł, zredukowano o 40 proc. i rozłożono na 30 kwartalnych rat, płatnych od marca 2003 r. do czerwca 2010 r.
Realizacją układu zajął się Tomasz Sarapata. Nie było łatwo. Na problemy finansowe nałożyły się społeczne. By obniżyć koszty, Bytom musiał znacznie zredukować zatrudnienie — z kilku tysięcy do około siedmiuset pracowników. Mimo obniżki kosztów Bytom cierpiał na chroniczny brak gotówki. Opóźnienia w zakupach tkanin i dodatków zakłócały rytm produkcji. Bez wystarczających wydatków na marketing spółka nie mogła sprzedać na rynku tylu ubrań pod własną marką, ile mogłaby wyprodukować. To dlatego musiała wykonywać znacznie mniej opłacalne usługi tzw. szycia przerobowego, głównie dla kontrahentów zagranicznych.
Mimo redukcji wierzytelności raty układowe spółka płaciła (i płaci) z opóźnieniami. Podobnie ze zobowiązaniami wobec budżetu (ZUS, fiskus), dostawców i pracowników — na swoje pieniądze muszą czekać dłużej, niż wynika to z umów. Te opóźnienia powodują zaś konieczność płacenia odsetek za zwłokę. I pętla zadłużenia się zaciska...
Sytuację Bytomia dodatkowo komplikuje fakt, że od dłuższego czasu firma nie może liczyć na finansowanie kredytem. Powód? Ujemne kapitały własne. Procedury bankowe nie przewidują udzielania pożyczek przedsiębiorstwom w takiej sytuacji. Jedyną szansą na wydobycie się z pętli zadłużenia są nowe emisje akcji. I władze Bytomia mają tego świadomość.
Lepiej
W tym roku przeprowadzono już dwie emisje akcji. Pierwsza, marcowa, przyniosła 2,5 mln zł od dotychczasowych akcjonariuszy, pozwoliła też na zmniejszenie wierzytelności spółki o ponad 3 mln zł (niektórzy wierzyciele zdecydowali się na zamianę długów na akcje). Ponad 3,2 mln zł trafiło zaś do spółki z ostatniej emisji, przeprowadzonej na przełomie lipca i sierpnia. Przy okazji w firmie pojawił się też pierwszy inwestor finansowy — ING Investment Fund, który objął ponad 10 proc. akcji Bytomia.
Jednocześnie pierwszy raz od dłuższego czasu Bytom w 2004 r. sprzedał więcej odzieży niż rok wcześniej. Spółka wygrała prestiżowy kontrakt na dostarczenie ubrań dla polskiej reprezentacji na igrzyska olimpijskie w Atenach. Udało się też zwiększyć sprzedaż pod własną marką i spłacić kredyty (dziś firma nie ma żadnego zadłużenia w bankach). W maju 2004 r., tuż po wejściu Polski do Unii Europejskiej, otwarto biuro handlowe i sklep firmowy w Berlinie, a ambitne plany przewidują zakładanie podobnych placówek w innych stolicach europejskich. Bytom szykuje się też do budowy własnej sieci w kraju. W ciągu najbliższych lat chce uruchomić nawet 25 salonów (na razie dystrybucję opiera głównie na sklepach franczyzowych).
Gorzej
I właśnie teraz, kiedy po raz pierwszy od dłuższego czasu wydaje się, że Bytom zaczyna wychodzić na prostą — jest bardzo blisko bankructwa! Powód? Spór z jednym z wierzycieli — spółką Inwestycje II. Co to za firma? Do niedawna działała pod nazwą Handlowy-Inwestycje II i była spółką zależną Banku Handlowego, odpowiedzialną za inwestycje na giełdzie. W marcu 2005 r. bank sprzedał ją za 2,4 mln zł dwóm osobom prywatnym: Małgorzacie Waniowskiej i Zbigniewowi Opachowi. Ten ostatni został prezesem firmy i sprawuje nad nią faktyczną kontrolę.
Zbigniew Opach to znany inwestor giełdowy, posiadający m.in. wart 60 mln zł pakiet 9 proc. akcji Softbanku. W momencie transakcji Inwestycje II miały dwa aktywa: 5 mln akcji Mostostalu Zabrze i wartą ponad 4,6 mln zł wierzytelność układową w stosunku do Bytomia. Owa wierzytelność jest właśnie powodem kłopotów producenta ubrań.
— Od marca 2003 r. do dziś Bytom, mimo ciążącego na nim obowiązku, nie spłacił nam ani złotówki. Oznacza to rażące naruszenie warunków układu i dlatego przed miesiącem wystąpiliśmy o jego uchylenie — mówi Zbigniew Opach.
Ewentualne uchylenie sprawiłoby, że Bytom znów znalazłby się na krawędzi bankructwa. Wierzytelności układowe urosłyby automatycznie o zredukowane wcześniej 40 proc., a wierzyciele mogliby doliczyć do nich dodatkowo odsetki (sam dług w stosunku do Inwestycji II zwiększyłby się do niemal 8 mln zł).
Przed trybunałem
Sąd będzie miał jednak twardy orzech do zgryzienia. Władze Bytomia przekonują bowiem, że Inwestycje II nie są ich wierzycielem, ale dłużnikiem! Po złożeniu przez reprezentującą Inwestycje II kancelarię Chałas i Wspólnicy wniosku o uchylenie układu, zarząd Bytomia wydał komunikat, w którym poinformował, że kontrolowana przez Zbigniewa Opacha spółka jest winna odzieżowej firmie 3,75 mln zł. Czyli więcej niż dotychczasowe zobowiązania producenta ubrań z tytułu układu (do dziś powinien zapłacić Inwestycjom II prawie 1,4 mln zł)! Z komunikatu wynika, że Bytom uwzględnił wzajemne wierzytelności i wezwał Inwestycje II do zapłaty pozostałych 2,38 mln zł.
O co chodzi? Nie dowiemy się tego od Tomasza Sarapaty.
— Przepraszam, ale uznałem, że nie będę publicznie rozmawiał o tej sprawie. Czekam na rozstrzygnięcie sądu — tylko tyle udało nam się usłyszeć od szefa Bytomia.
Spór między Inwestycjami II a Bytomiem ma korzenie w wydarzeniach z końca 2004 r. Wtedy Bytom przygotowywał emisję akcji dla wierzycieli spółki. Najwięcej walorów miały objąć Inwestycje II. Zbigniew Opach zaproponował konwersję wierzytelności na akcje po 10 zł za sztukę. Bytom ustalił jednak cenę na 15 zł — i Inwestycje II się wycofały.
— Prezes Sarapata tłumaczył mi, że zmiana ceny, po jakiej mieliśmy objąć akcje, wynika ze wzrostu kursu na początku 2005 r. A kurs ten można było bez problemu podbijać, kupując po kilkadziesiąt akcji — mówi Zbigniew Opach, sugerując, że za tym wzrostem stały władze Bytomia.
Nieobjęcie akcji przez Inwestycje II spowodowało, że z zakupu walorów Bytomia zrezygnowała część inwestorów. Dlatego i pierwsza, marcowa, i druga, lipcowa emisja akcji nie skończyła się pełnym sukcesem. I o to właśnie pretensje ma Bytom. Wierzytelność 3,75 mln zł to strata, jaką — zdaniem władz Bytomia — poniosła spółka po wycofaniu się Inwestycji II z objęcia akcji.
— To jakaś bzdrura! Z naszej oferty wynikało jednoznacznie, że chodzi o akcje po 10, a nie 15 zł. Bytom nie ma żadnej naszej wierzytelności, więc nie może być mowy o jakimkolwiek potrąceniu. Ta kompensata to zagrywka taktyczna, nic więcej... — mówi Zbigniew Opach.
Jego prawnicy już przygotowują wniosek o nadanie tzw. klauzuli wykonalności na niespłaconą przez Bytom kwotę. To zaś ma pozwolić na przeprowadzenie egzekucji komorniczej — w planach Zbigniewa Opacha jest m.in. zajęcie kont Bytomia.
Do prokuratury?
A to nie wszystko. Prywatny inwestor zapowiada też złożenie zawiadomienia do prokuratury.
— Zarząd Bytomia, przeprowadzając ostatnią emisję akcji, w czynnikach ryzyka wymienionych w prospekcie ani słowem nie wspomniał, że spółka nie spłaca rat układowych. A to przecież powoduje zagrożenie wykonania układu. O takiej informacji powinien wiedzieć każdy potencjalny inwestor — mówi Zbigniew Opach.
Jego zdaniem, Tomasz Sarapata, Jan Załubski i Paweł Jamorski działają na szkodę innych akcjonariuszy.
— Proponowałem prezesowi Sarapacie, że po objęciu akcji na uzgodnionych warunkach pożyczę spółce np. 5 mln zł, aby mogła wyjść na prostą. Nie skorzystał z tej oferty. Zamiast tego podwyższył cenę za akcje, bo za wszelką cenę chciał utrzymać kontrolę nad firmą — twierdzi Zbigniew Opach.
I o to właśnie zapewne cały spór. O kontrolę nad Bytomiem. Gdyby Inwestycje II objęły w marcu akcje po 10 zł, miałyby 450 tys. walorów, czyli więcej niż Tomasz Sarapata, Jan Załubski i Paweł Jamorski razem wzięci. A Bytom to cały czas — mimo kłopotów — łakomy kąsek.
— Sama marka jest pewnie warta więcej niż dzisiejsza wycena giełdowa, oscylująca wokół 13 mln zł. Jest o co walczyć! — uważa jeden z giełdowych analityków.
Jak ta wojna się skończy, nie wiadomo. Polem jednej z najważniejszych bitew już w poniedziałek stanie się katowicki sąd.
