Kto zapłaci za reformy

  • Alina Treptow
07-11-2014, 00:00

Choć w 2014 r. NFZ może liczyć na 2 mld zł oszczędności, na horyzoncie ma ponad dwa razy wyższe wydatki

Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) może odetchnąć z ulgą — skończyły się chude lata, kiedy wpływy ze składki zdrowotnej były mniejsze niż zakładane w budżecie. Na koniec października było odwrotnie — plan został przekroczony o ponad 820 mln zł. Publiczny płatnik trzeci rok z rzędu może też liczyć na oszczędności w segmencie leków refundowanych. Według szacunków ekspertów, w tym roku wyniosą one blisko 1 mld zł.

SZPITALE NAJWAŻNIEJSZE:
Zobacz więcej

SZPITALE NAJWAŻNIEJSZE:

Narodowy Fundusz Zdrowia, kierowany przez Tadeusza Jędrzejczyka, w 2015 r. będzie zarządzał budżetem 68 mld zł, z czego 28 mld zł trafi na leczenie szpitalne. [FOT. ARC]

Na tym jednak dobre wiadomości się kończą, a zaczynają problemy. Największy to finansowanie reformy kolejkowej i onkologicznej, które zniosą limity finansowania części usług, dzięki czemu pacjenci onkologiczni mają być szybciej diagnozowani. Koszt reform w onkologii jest szacowany na 1-5 mld zł. O 1 mld zł mówili w kuluarach urzędnicy resortu zdrowia, kiedy zapowiadano wprowadzenie zmian, a o 5 mld zł — profesorowie i sektorowi eksperci.

Wielka niewiadoma

O tym, na jaki cel zostaną przeznaczone zaoszczędzone pieniądze, zadecyduje prezes NFZ.

— Standardowo nadwyżki finansowały w pierwszej kolejności tzw. nadwykonania [usługi medyczne świadczone mimo wyczerpania się kontraktu — red.] świadczeń ratujących życie oraz świadczenia nielimitowane, w tym onkologiczne — informuje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego, zasiadająca w radzie NFZ.

Robert Mołdach, ekspert ds. rynku medycznego w Pracodawcach RP, zwraca uwagę, że zaoszczędzone fundusze nie pokryją nawet kosztów nadwykonań.

— Tylko na Mazowszu nadwykonania ratujące życie sięgają blisko 1 mld zł, a priorytetowe dla płatnika są reformy onkologiczna i kolejkowa — mówi Robert Mołdach. W ramach planowanych zmian zniesione zostaną m.in. limity badań diagnostycznych pacjentów onkologicznych, co dla systemu będzie oznaczać drastyczny wzrost kosztów w tym obszarze.

Reforma odwróci też „medyczną piramidę” — to nie szpitale, ale placówki podstawowej opieki zdrowotnej i lekarze rodzinni mają odgrywać główną rolę w polskim systemie ochrony zdrowia. Za zwiększonymi kompetencjami lekarzy rodzinnych pójdą dodatkowe pieniądze. Eksperci zadają sobie pytanie — skąd płatnik je weźmie, czyli… komu zabierze.

Niczym Janosik

— W budżecie NFZ widać dysproporcje. Najłatwiej byłoby przesunąć fundusze z góry na dół, czyli ze szpitalnictwa, które pochłania dzisiaj najwięcej, bo około połowy budżetu płatnika, do lekarzy rodzinnych. Niestety w rzeczywistości sprawa jest dużo trudniejsza. Moim zdaniem, aby przesunięcie było możliwe i przyniosło wymierne efekty, zmianie w finansowaniu powinna towarzyszyć restrukturyzacja placówek szpitalnych, przede wszystkim największych, o znaczeniu ponadregionalnym — uważa Robert Mołdach.

Jak twierdzi ekspert, do tej grupy placówek medycznych trafia obecnie najwięcej pieniędzy. Należą do niej m.in. duże szpitale wojewódzkie, kliniczne, uniwersyteckie oraz rządowe.

— Placówki te skupiają się często na niewłaściwych obszarach, np. robią zabiegi, które równie dobrze mogłyby wykonywać niewielkie kliniki jednego dnia. Powinny tymczasem zajmować się najbardziej zaawansowanymi świadczeniami, na których jako jedyne się znają. Niezłym pomysłem jest też stworzenie sieci ponadregionalnych placówek, które zamiast ze sobą konkurować, mogłyby szukać synergii — uważa Robert Mołdach.

Takie grupy znalazłyby się w kręgu zainteresowania PZU, które szuka ciekawych celów akwizycyjnych w medycynie. Przeszkodą dla konsolidacji może być jednak brak porozumienia między właścicielami poszczególnych podmiotów — wojewodami, uczelniami medycznymi i ministerstwami. Same szpitale też nie palą się do konsolidacji. Uważają, że to nie w ich kasach należy szukać oszczędności.

— Zakładam, że reforma, która lada dzień zostanie wdrożona, ma już zabezpieczone finansowanie. Nie może być przecież tak, że coś zapowiadamy, opracowujemy nowe prawo, a dopiero potem zastanawiamy się, jak to wszystko sfinansować. Największe szpitale nie powinny płacić za te zmiany — uważa Ewa Książek-Bator, dyrektor szpitala klinicznego w Gdańsku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Medycyna / Kto zapłaci za reformy