Czytasz dzięki

Lepiej wolniej, lecz porządniej

opublikowano: 13-05-2020, 22:00

Wprowadzanie, a obecnie stopniowe łagodzenie rygorów antyepidemicznych rozporządzeniami Rady Ministrów (na początku — ministra zdrowia) to wymarzony przez każdą władzę sposób rządzenia państwem.

Na podstawie ogólnikowego upoważnienia ustawowego możliwe jest nakazywanie/zakazywanie od ręki dosłownie wszystkiego, później zaś łaskawe wycofywanie się z restrykcji. Rozporządzenia nie podlegają jakimkolwiek konsultacjom co do sensu ich szczegółów, objawiają się w Dzienniku Ustaw późnym wieczorem, mają kilkugodzinne vacatio legis. Ale według władców oczywiście nie żyjemy w stanie nadzwyczajnym…

Andrzej Duda powinien podziękować Tomaszowi Grodzkiemu za uratowanie Polski przed powszechnym głosowaniem kopertowym.
Zobacz więcej

Andrzej Duda powinien podziękować Tomaszowi Grodzkiemu za uratowanie Polski przed powszechnym głosowaniem kopertowym. Jakub Szymczuk

Ku zgryzocie tzw. dobrej zmiany nie daje się jednak rozporządzeniami przeforsować wyborów prezydenta. Przepadł termin 10 maja, dzięki kodeksowej interpretacji Państwowej Komisji Wyborczej — która poszła po bandzie, ale inteligentnie — Polska otrzymała szansę wydostania się z konstytucyjnego dołu. Władcy kraju prą do przeprowadzenia głosowania w niedzielę 28 czerwca, ale może się to okazać proceduralnie niemożliwe. Kolejne warianty to 5 lipca lub nawet 12 lipca. Doliczając ewentualną drugą turę po 14 dniach, później czas na protesty do Sądu Najwyższego oraz kodeksowy bufor między stwierdzeniem prawomocności wyborów a zaprzysiężeniem prezydenta — naprawdę nie jest mirażem wizja wieczoru 6 sierpnia, gdy Andrzej Duda opuszcza pałac przy Krakowskim Przedmieściu, a na gospodarstwie zostają jedynie funkcjonariusze SOP…

Nawet kilkudniowa pustka w fotelu głowy państwa to perspektywa rzeczywiście przedziwna. Jednak nie ma co wywoływać paniki, przecież zostałby zinterpretowany kreatywnie zapis z art. 131 Konstytucji RP o „innych przyczynach nieobjęcia urzędu po wyborze” i pełniącym obowiązki prezydenta zostałaby marszałek Sejmu. Pewny reelekcji Andrzej Duda nawet krótkiej, wymuszonej przerwy jednak sobie nie wyobraża. Podjął desperacką próbę zdyscyplinowania marszałka Tomasza Grodzkiego, aby Senat szybko rozpatrzył najnowszą specustawę wyborczą, przeforsowaną przez Sejm 12 maja znowu z pogwałceniem zasad dobrej legislacji. Spotkanie nie dało żadnego efektu, druga izba ma na uchwałę konstytucyjne 30 dni, czyli czas realnie do Bożego Ciała. Prezydent powinien doskonale to rozumieć, przecież sam również wykorzystuje czasami pełne 21 dni na złożenie/niezłożenie podpisu pod ustawą. Ostatnio urządził nerwówkę do ostatnich godzin przed podpisaniem ustawy przyznającej prawie 2 mld złotych narodowej telewizji.

W komunikatach obu stron po spotkaniu nie było wątku, którego osobiście oczekiwałem. Mniej jako urzędujący prezydent, a bardziej jako potencjalnie przyszły Andrzej Duda powinien podziękować Tomaszowi Grodzkiemu za zatrzymanie przez Senat nieszczęsnej specustawy z 6 kwietnia o przymusowym głosowaniu kopertowym. Gdyby na jej podstawie odbyło się pseudogłosowanie 10 maja i kandydat Andrzej Duda by wygrał — przez pięć lat drugiej kadencji dźwigałby ciężkie brzemię wybranego niekonstytucyjnie. Aż strach pomyśleć, jaką łatkę przypięto by mu w instytucjach unijnych, nie miałby wstępu do Parlamentu Europejskiego etc., etc. Generalny wniosek brzmi zatem następująco — wybory prezydenckie w czerwcu/lipcu oczywiście się odbędą, ale im większy będzie realny wpływ na ich przebieg decydentów spoza zamkniętego kręgu PiS, tym lepiej. Naprawdę dla wszystkich.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane