Relacja 1: Straciliśmy więcej niż całoroczny zysk
Zamieniliśmy oprocentowanie kredytów złotowych na kredyt w jenach
japońskich. Różnica w oprocentowaniu wynosiła 4 proc. Oszczędności to kilka
tysięcy złotych miesięcznie. Cieszyliśmy się dwa (!) miesiące. W październiku
zaczął się horror. Pierwsze wezwanie do uzupełnienia kaucji będącej
zabezpieczeniem CIRS. Dokładna analiza produktu: umowa na 5 lat, kurs PLN/JPN od
lat w tendencji spadkowej, różnica w oprocentowaniu przemawia na naszą korzyść.
Skąd zatem wezwanie do uzupełnienia kaucji? Odpowiedź była prosta: spadek
wartości złotego i ogromna aprecjacja jena. Wszystko w tempie galopującym. Tak
jak wezwania do uzupełnienia kaucji, które otrzymywaliśmy od BRE Banku. Zresztą,
zgodnie z podpisanymi umowami. Podjęliśmy rozmowy o zwiększeniu limitu na kaucję
— bezskutecznie. Prosiliśmy o transakcję przeciwstawną. Bank nie miał takiego
produktu. Zauważył tylko, że wiele firm zamyka transakcje ze stratami, obawiając
się, że będzie jeszcze gorzej. Stres, nerwy, panika. W trosce o losy firmy
zamknęliśmy w grudniu transakcję. Strata 625 tys. zł (więcej niż zeszłoroczny
zysk). Robiliśmy wszystko, żeby rok zamknąć z wynikiem dodatnim w obawie o
reakcję innych banków.
Relacja 2: Szok minął, ale jestem na lekach
Prowadzę hurtownię materiałów budowlanych. W ten biznes od 15 lat
inwestuję z rodziną wszystkie oszczędności. Na budowę hurtowni wziąłem kredyt 2
mln zł. Przyjechał do mnie dyrektor suwalskiego oddziału dużego krajowego banku.
Zaproponował CIRS jako metodę na obniżenie oprocentowania kredytu. Sprowadził
nawet doradcę z Białegostoku, który miał mi pomagać (odezwał się do tej pory
tylko raz). Zaufałem swojakom, a co miesiąc miałem dostawać zwrot 6-8 tys. zł ze
względu na różnicę stóp procentowych w Polsce i Japonii. Wszedłem w 5-letni CIRS
16 września przy kursie otwarcia 2,246 za sto JPY. O tym, że są jakieś
depozyty, zabezpieczenia, ryzyko kursowe i możliwość strat dowiedziałem się
dopiero "w praniu", jak kurs jena eksplodował. Obecnie resztką sił mam wpłacone
na depozycie prawie 1,2 mln zł. Pierwszy szok już minął, ale nadal jestem na
lekach. Szukam dobrego prawnika, bo nowych wersji umów, jakie ostatnio mi
przysłali, nie podpisałem. Do tego bankowcy na pewno wiedzieli, czym grozi CIRS.
Bank proponuje mi jedynie kolejny kredyt. Spróbuję się z tego jakoś wyplątać, bo
rodzina może stracić dorobek całego życia.
Co to w ogóle jest CIRS?
Transakcje CIRS (Currency Interest Rate Swap) polegają na zamianie strumieni płatności opartych na stawce procentowej w jednej walucie na płatności oparte na stawce procentowej w innej walucie. W I poł. ub. r. kusząco mógł wyglądać CIRS zamieniający strumienie złotowe na strumienie w jenach. W ten sposób firma, która miała kredyt w złotych, oparty na wysokim WIBOR, mogła spłacać go, opierając się na bliskiej zeru rynkowej stopie w Japonii. CIRS wystawia jednak strony umowy nie tylko na ryzyko stopy procentowej, ale też na ryzyko walutowe. Kiedy po wielu latach spadku kursu JPY/PLN, jesienią nastąpił nagły zwrot, kontrakty CIRS polskich firm zaczęły być wyceniane na minusie. Trzeba bowiem wycenić spodziewane przepływy z kilku lat przy obecnym kursie. A notowania jena wzrosły z 1,9 zł na przełomie lipca i sierpnia do 3,8 zł obecnie. Banki wzywają więc klientów do wpłacania depozytów zabezpieczających przyszłe płatności, a ci twierdzą, że nie zostali poinformowani należycie o ryzyku takich operacji.