LOT chce być beniaminkiem w europejskiej lidze

opublikowano: 12-09-2012, 00:00

Prezes przewoźnika liczy, że dzięki restrukturyzacji i wymianie floty dalekiego zasięgu na dreamlinery zysk poszybuje w górę

Marcin Piróg, prezes PLL LOT, który w tym roku obiecywał 50 mln zł zysku, a teraz mówi o stracie, zapowiada szybkie wyjście firmy z korkociągu.

— Nie uda się pewnie wyjść na zero. Trudna sytuacja na rynku europejskim oraz wysokie ceny ropy dały nam się we znaki zwłaszcza w pierwszym kwartale. W przeciwieństwie jednak do europejskich konkurentów wynik będzie lepszy niż w roku ubiegłym — mówi Marcin Piróg.

Jego zdaniem, w kwietniu LOT będzie miał najnowocześniejszą i najnowszą flotę samolotów oraz najniższe spośród wszystkich tradycyjnych przewoźników w Europie koszty jednostkowe. Eksperci mają wątpliwości co do kosztów.

— Ani LOT nie wie tego o sobie, ani tym bardziej o innych — mówi Tomasz Dziedzic, ekspert lotniczy z Instytutu Turystyki.

Liczby i cyfry

Według danych AEA (Stowarzyszenia Europejskich Przewoźników, które skupia 32 linie, głównie tradycyjne), w lipcu wzrost pasażerów sięgnął 1,7 proc. W przypadku LOT było to — jak twierdzi prezes — 17 proc. W pierwszym półroczu rynek na Starym Kontynencie urósł o 3,9 proc., a w przypadku LOT — o 13 proc.

— W tym roku po raz pierwszy w historii przewieziemy 5 mln pasażerów. W lipcu padł historyczny rekord. Z naszych usług skorzystało — m.in. dzięki EURO 2012 — pół miliona osób. Jesteśmy najszybciej rozwijającą się tradycyjną linią europejską. Nie zwiększamy liczby połączeń, lecz zapełnienie. Optymalizujemy siatkę połączeń. Koszty spadają, a wynik operacyjny idzie w górę. Przychody urosną o 10 proc. — twierdzi Marcin Piróg.

Rewolucyjny samolot

Prezesowi LOT chodzi nie tylko o przeżycie w trudnych czasach. Wierzy w zysk, a do tego potrzebne są dreamlinery.

— LOT jest dziś jak drużyna piłkarska bez ataku. Ma dobry zespół, ale brakuje tego, na czym tradycyjne linie zarabiają. Atakiem jest klasa biznes na trasach długodystansowych, gdzie marże są kilkakrotnie wyższe. Lot do Pekinu jest rentowny nawet wówczas, gdy sprzedamy połowę biletów w klasie ekonomicznej, ale wszystkie w klasie biznes — twierdzi Marcin Piróg.

Jego zdaniem, już po dostawie pierwszych pięciu dreamlinerów LOT będzie rentowny. Chce częściej latać do Pekinu, a w październiku zacząć loty do Tokio. W planach ma jeszcze 2-3 połączenia do Azji. Liczy, że ściągnie pasażerów ze środkowej, wschodniej i zachodniej Europy (do Pekinu chętnie latają PLL LOT Francuzi, Anglicy czy Czesi). Za Atlantyk chce wozić Rosjan czy Ukraińców.

— Mamy dziewięć miesięcy przewagi nad British Airways, które jako druga linia w Europie zacznie latać dreamlinerami. Będziemy mieć rewolucyjny samolot, trzy klasy: economy, premium economy i business, który mógłby śmiało konkurować z pierwszą klasą europejskich linii. To stwarza szansę, że będziemy dalej szybko się rozwijać — mówi Marcin Piróg. — Dreamlinery B-787 nie rozwiążą żadnego z najważniejszych problemów przewoźnika — uważa Tomasz Dziedzic.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu