Marchewka i kij

Monika Niewinowska
opublikowano: 2005-01-24 00:00

O tym, że małe jest piękne, wiemy od dawna. Od niedawna wiemy też, że bycie małym — lub średnim — to dobry interes. Zdecydowana większość programów unijnych przeznaczona jest właśnie dla małych i średnich przedsiębiorstw. Dotacje mogą sięgać nawet 1,25 mln zł — jest więc o co walczyć. Jednak od stycznia tego roku wojowników będzie mniej. To wynik zmiany definicji małych i średnich przedsiębiorstw.

Do przegranych z definicji należą firmy, które mają udziały w innych przedsiębiorstwach, oraz te, w których inni mają udziały. Jednym słowem, podmioty, które postanowiły się skonsolidować, żeby wzmocnić swoją pozycję na rynku, przez co stały się za duże. Również te, które zrobiły to zachęcone możliwością uzyskania dotacji na konsolidację, ufundowanej przez budżet państwa w ubiegłym roku.

Co ciekawe, dotacja obniżająca koszty łączenia się przedsiębiorstw jest dostępna nadal — tym razem w ramach funduszy strukturalnych. Program Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw zachęca kwotą 250 tys. zł do realizacji przedsięwzięć, które mogą wykluczyć firmy z grona uprawnionych do korzystania z innych rodzajów wsparcia oferowanych w ramach tegoż samego programu, a także analogicznych — realizowanych w przyszłości.

Trudno doszukać się tu logiki i konsekwencji. Chyba że autorom programu zależy na ograniczeniu liczby potencjalnych beneficjentów. To przecież jakiś sposób ratujący sytuację, w której pieniędzy jest znacznie mniej niż chętnych do ich wzięcia.

Na szczęście problem nie dotyczy wielu firm — zainteresowanie wsparciem na konsolidację było w zeszłym roku minimalne. Widocznie zadziałała przedsiębiorcza intuicja.