Marek Skała, „Rynek Kapitałowy”: Kiedy myśli Pan o pieniądzach,
to…
Kazimierz Marcinkiewicz: Filozofią mojego życia jest zmiana.
Lubię zmieniać swoje życie, lubię zmieniać świat wokół siebie. Tak postrzegam
sens życia. Wielu ludzi wierzy, że to pieniądz zmienia świat; ja jednak uważam,
że to człowiek zmienia świat. Pieniądz tylko w tym pomaga, nie jest sprawczy,
jest wyłącznie środkiem do zmiany świata.
Pierwsze zarobione w życiu pieniądze?
Zacząłem pracować w
wieku 15 lat. Było makabrycznie. Przez miesiąc, trzy razy dziennie, puszczałem
filmy w kinie „Słońce” w rodzinnym Gorzowie. Trudne było to, że był to cały czas
ten sam film, nudny niezwykle, przy okazji dozwolony od 18 lat. Dziś jest tam
jakaś dyskoteka. Zarobione pieniądze były jednak całkiem spore, pozwoliły mi
spędzić wakacje tak jak chciałem. Poza tym, pamiętam, pojechałem wtedy z bratem
do Łodzi, kupiliśmy kilka fajnych rzeczy, takich zwyczajnych: kurtkę, czapkę,
parasol automatyczny. Najważniejsze było to, że z bratem i za własne
pieniądze.
I tak już od 15. roku życia?
Tak, potem pracowałem
przez kilka kolejnych wakacji jako ratownik wodny. Polecam to każdemu młodemu
człowiekowi. Jest nad wodą, wypoczywa, zarabia i jednocześnie wykonuje coś
naprawdę ważnego. Chroni, a nawet czasem ratuje życie ludziom. To ważne dla
młodego człowieka, by czuć jakiś sens swojej pracy.
Pierwsze zawodowe pieniądze?
Pracowałem od zawsze, kocham
pracę i niestety jestem pracoholikiem. Pierwsza praca zawodowa to… przedszkole.
Rzeczywiście, zanim zacząłem uczyć fizyki w szkole, przez dwa miesiące byłem
przedszkolankiem. To naprawdę niesamowite doświadczenie w moim życiu. Ja
naprawdę kochałem te dzieci, miałem wrażenie, że one mnie też. Budziło to
oczywiście spore zdziwienie, liczne zabawne komentarze – jednak do dziś
wspominam bardzo ciepło tę pracę, te niezwykle serdeczne relacje z dziećmi i ich
rodzicami.
Gdyby jakimś sposobem spłynęło na Pana 10 mln euro?
Od
razu inwestuję. Nie zmieniam mojego życia, ale inwestuję przez dobry bank,
dobrych specjalistów. W krótkim czasie są w stanie podwoić kwotę. Potem
pomyślę.
Czego nie zrobi Pan za żadne pieniądze?
Pamiętam taką
dramatyczną sytuację rodzinną, kiedy mój tata zachorował i jechaliśmy do
lekarza porozmawiać o rokowaniach, o dalszych krokach, o operacji. Mama i bracia
powiedzieli, mi: – Ty, Kaziu, z nami nie idziesz, bo wiesz, różnie mówią o
lekarzach, a ty się do tego nie nadajesz. Było dobrze, ale cała moja rodzina
wiedziała, że nigdy nie dałem i nigdy nie wziąłem łapówki. Tak mam – tego się
brzydzę.
Przekaz o pieniądzach dla ludzi młodych?
Po pierwsze:
żeby mieć pieniądze – trzeba się uczyć. Prosta zasada, najlepiej jak tylko
możesz – szkoła, nauczyciele, uczelnia. To się przekłada wprost na pieniądze. Po
drugie: mimo różnych kłopotów, edukację w Polsce mamy dobrą i każdy, kto tylko
chce, może uzyskać niemal każde i to bardzo dobre wykształcenie. Wymaga to
wytrwałości i pracy, ale może naprawdę każdy. I trzecie: pracowitość. Za tym idą
nie tylko pieniądze, ale i satysfakcja.
A jak je wydawać?
Pieniądz lubi pieniądz. Jak się je już
ma, to należy wydawać je mądrze. Raczej inwestować niż tak zwyczajnie wydawać.
Ludzie, którzy mają naprawdę duże pieniądze, nie wydają ich rozrzutnie. Są
rozważni – i może dlatego je mają?
Więcej przeczytasz w listopadowym miesięczniku „Rynek
Kapitałowy”
