Marcinkiewicz: pieniądz lubi pieniądz

Rynek Kapitałowy
opublikowano: 2008-11-18 10:42

Jak zarobił pierwsze pieniądze, w co zainwestowałby 10 mln zł, co mówiła mu mama? „Rynek Kapitałowy” pyta Kazimierza Marcinkiewicza, byłego premiera.

Marek Skała, „Rynek Kapitałowy”: Kiedy myśli Pan o pieniądzach, to…
Kazimierz Marcinkiewicz: Filozofią mojego życia jest zmiana. Lubię zmieniać swoje życie, lubię zmieniać świat wokół siebie. Tak postrzegam sens życia. Wielu ludzi wierzy, że to pieniądz zmienia świat; ja jednak uważam, że to człowiek zmienia świat. Pieniądz tylko w tym pomaga, nie jest sprawczy, jest wyłącznie środkiem do zmiany świata.

Pierwsze zarobione w życiu pieniądze?
Zacząłem pracować w wieku 15 lat. Było makabrycznie. Przez miesiąc, trzy razy dziennie, puszczałem filmy w kinie „Słońce” w rodzinnym Gorzowie. Trudne było to, że był to cały czas ten sam film, nudny niezwykle, przy okazji dozwolony od 18 lat. Dziś jest tam jakaś dyskoteka. Zarobione pieniądze były jednak całkiem spore, pozwoliły mi spędzić wakacje tak jak chciałem. Poza tym, pamiętam, pojechałem wtedy z bratem do Łodzi, kupiliśmy kilka fajnych rzeczy, takich zwyczajnych: kurtkę, czapkę, parasol automatyczny. Najważniejsze było to, że z bratem i za własne pieniądze.

I tak już od 15. roku życia?
Tak, potem pracowałem przez kilka kolejnych wakacji jako ratownik wodny. Polecam to każdemu młodemu człowiekowi. Jest nad wodą, wypoczywa, zarabia i jednocześnie wykonuje coś naprawdę ważnego. Chroni, a nawet czasem ratuje życie ludziom. To ważne dla młodego człowieka, by czuć jakiś sens swojej pracy.

Pierwsze zawodowe pieniądze?
Pracowałem od zawsze, kocham pracę i niestety jestem pracoholikiem. Pierwsza praca zawodowa to… przedszkole. Rzeczywiście, zanim zacząłem uczyć fizyki w szkole, przez dwa miesiące byłem przedszkolankiem. To naprawdę niesamowite doświadczenie w moim życiu. Ja naprawdę kochałem te dzieci, miałem wrażenie, że one mnie też. Budziło to oczywiście spore zdziwienie, liczne zabawne komentarze – jednak do dziś wspominam bardzo ciepło tę pracę, te niezwykle serdeczne relacje z dziećmi i ich rodzicami.

Gdyby jakimś sposobem spłynęło na Pana 10 mln euro?
Od razu inwestuję. Nie zmieniam mojego życia, ale inwestuję przez dobry bank, dobrych specjalistów. W krótkim czasie są w stanie podwoić kwotę. Potem pomyślę.

Czego nie zrobi Pan za żadne pieniądze?
Pamiętam taką dramatyczną sytuację rodzinną, kiedy mój tata zachorował i  jechaliśmy do lekarza porozmawiać o rokowaniach, o dalszych krokach, o operacji. Mama i bracia powiedzieli, mi: – Ty, Kaziu, z nami nie idziesz, bo wiesz, różnie mówią o lekarzach, a ty się do tego nie nadajesz. Było dobrze, ale cała moja rodzina wiedziała, że nigdy nie dałem i nigdy nie wziąłem łapówki. Tak mam – tego się brzydzę.

Przekaz o pieniądzach dla ludzi młodych?
Po pierwsze: żeby mieć pieniądze – trzeba się uczyć. Prosta zasada, najlepiej jak tylko możesz – szkoła, nauczyciele, uczelnia. To się przekłada wprost na pieniądze. Po drugie: mimo różnych kłopotów, edukację w Polsce mamy dobrą i każdy, kto tylko chce, może uzyskać niemal każde i to bardzo dobre wykształcenie. Wymaga to wytrwałości i pracy, ale może naprawdę każdy. I trzecie: pracowitość. Za tym idą nie tylko pieniądze, ale i satysfakcja.

A jak je wydawać?
Pieniądz lubi pieniądz. Jak się je już ma, to należy wydawać je mądrze. Raczej inwestować niż tak zwyczajnie wydawać. Ludzie, którzy mają naprawdę duże pieniądze, nie wydają ich rozrzutnie. Są rozważni – i może dlatego je mają?

Więcej przeczytasz w listopadowym miesięczniku „Rynek Kapitałowy”
Marcinkiewicz: pieniądz lubi pieniądz Marcinkiewicz: pieniądz lubi pieniądz