Były członek zarządu elektrowni oskarżony o przyjęcie 560 tys. zł łapówki. Kolejnym 15 osobom postawiono zarzuty.
Elektrownia Kozienice (EK), spółka skarbu państwa, którą grubo ponad 20 lat kierował zarząd z Janem Wroną na czele, od kilku miesięcy była prześwietlana przez Najwyższą Izbę Kontroli (NIK), prokuraturę i wydział ds. walki z korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. Rezultaty są szokujące.
— W maju 2006 r. postawiliśmy zarzuty przyjęcia 560 tys. zł korzyści majątkowych Romanowi W., byłemu członkowi zarządu Elektrowni Kozienice. 15 listopada skierowaliśmy do sądu akt oskarżenia. W połowie kwietnia ma zapaść wyrok — mówi Tadeusz Andrzejczak, szef Prokuratury Rejonowej w Kozienicach.
Romanowi W. postawiono 14 zarzutów o korupcję. Grozi mu do 12 lat więzienia.
Prokurator Andrzejczak, ujawnił nam, że ze śledztwa dotyczącego byłego członka zarządu EK wyłączono wątek dotyczący m.in. działalności głównego energetyka Kozienic — Henryka B., który zajmował się zakupami węgla. Prokuratura zarzuca mu przyjmowanie łapówek.
— Postawiliśmy 15 pracownikom elektrowni zarzuty poświadczania nieprawdy w dokumentach w sprawie ilości węgla na składach. Sprawa jest rozwojowa — mówi prokurator Andrzejczak.
Nie dość, że nie zgadza się ilość zakupionego węgla i jego jakość, to jeszcze EK zapłaciła prywatnemu pośrednikowi 1,8 mln zł więcej niż wynikało z umów.
Kontrola NIK wykazała również nieprawidłowości w obrocie węglem (elektrownia zużywa 5 mln ton rocznie — tyle, ile produkują dwie duże kopalnie). Sprawą zajął się urząd skarbowy. NIK postawiła zarządowi aż 16 zarzutów.
— Potwierdzam, że kontrola ujawniła wiele patologii, dlatego minister skarbu po zapoznaniu się z jej wynikami zalecił odwołanie zarządu — mówi Ryszard Horus, przewodniczący rady nadzorczej EK.
Zarząd odwołano 17 marca. Nie udało nam się skontaktować z Janem Wroną, byłym prezesem Elektrowni Kozienice.