Między jawą a snem

Karolina Guzińska
29-04-2005, 00:00

Wróżki kryją się w krzakach głogu. Nocą hałasują figlarne skrzaty... Bretania trwa pogrążona w mistycznej przeszłości — 2005 ogłoszono Rokiem Legend.

„Święta Panienko, Opiekunko podróżnych spraw, abyśmy powrócili żywi i zdrowi z połowów!” — modlą się bretońscy rybacy, wyruszając na morze. W zatokach czyhają na nich silne prądy — nie ma nikogo, kto nie słyszałby o topielcach w Atlantyku. W Bretanii mawia się, że ich dusze wciąż tam są. W intencji zmarłych puszcza się więc zapalone gromnice po falach...

Śladami Merlina

W izolowanej niegdyś od świata i ubogiej krainie narodziło się wiele mistycznych opowieści. A że Bretończycy to potomkowie Celtów, ich przekazy podobne są do szkockich, walijskich, irlandzkich, angielskich... Choćby legendy Okrągłego Stołu: w mrocznym lesie Broceliande król Artur i jego rycerze przeżywali liczne przygody, a czarodziej Merlin — syn mniszki i diabła — pokochał wróżkę Viviane... Do najpopularniejszych historii należą też losy pochłoniętego przez morze miasta Is.

— Ten najbogatszy gród Bretanii wzniósł Gradlon — król miły, lecz obarczony paskudną córką. Dahut — złośliwa, lubiąca chłopców dziewczyna — zmieniała kochanków jak rękawiczki. Zabijała ich o świcie, każąc rzucać ciała do oceanu... W końcu pojawił się rycerz, którego pokochała. Dała mu klucze do śluz, chroniących Is, zbudowane poniżej poziomu morza. A że był to diabeł — otworzył śluzy... Takie historie dobrze się kończą — zła królewna utonęła, a dobry król ocalał! — opowiada Francois Vertadier, dyrektor Komitetu Regionalnego Turystyki Bretanii.

Gdy morze jest spokojne, rybacy z Douamenez słyszą bijące pod wodą dzwony Is. Pewnego dnia miasto ma się odrodzić — piękniejsze niż kiedykolwiek...

Kto wybierze się do Bretanii w tym roku, usłyszy wiele pradawnych historii — 2005 ogłoszono bowiem Rokiem Legend. Na turystów czekają gawędziarze i muzycy, niesamowite przechadzki, regionalne posiłki, wystawy i festiwale baśni. Imprezy organizują wiejskie bary, księgarnie, muzea, regionalne biura turystyczne, pensjonaty, hotele... Można np. ruszyć w las Broceliande, by odkryć jego sekrety — historię Merlina, czy dzieje miłości Tristana i Izoldy (Trehorenteuc, 15.06- -15.09). Albo wędrować w świetle księżyca (Monts d’Arree od czerwca do września) w poszukiwaniu koryganów — figlarnych krewniaków goblinów. Zapraszają one przechodniów do tanecznego kręgu na klifach, obiecując w zamian skarby...

— W Bretanii legenda jest prawdziwa. Wystarczy tylko uwierzyć! Urzekający, magiczny świat stoi otworem przed każdym, kto porzuci utarte szlaki — przekonuje Francois Vertadier.

Kraina z duszą

Odległy półwysep, wcinający się w głąb Oceanu Atlantyckiego, z oporem poddawał się cywilizacji. Bretończycy, żyjący w zgodzie z naturą, wyróżniali się obyczajami, językiem, strojem. I dziś nie zapominają o korzeniach — znają kroki ludowego tańca, smażą tradycyjne naleśniki, noszą regionalne stroje. Sute spódnice, wytwornie haftowane gorsety, ozdobne pasy, drewniane saboty, marszczone kryzy, koronkowe, misternie upinane czepki, czarne wdowie peleryny...

— W każdej wiosce te ubiory są nieco inne — różnią się zwłaszcza wysokie białe czepce kobiet. Trzeba się spieszyć, by to zobaczyć. Bo na co dzień noszą je tylko staruszki. Młodzież — wyłącznie podczas świąt — radzi Francois Vertadier.

Malowniczość Bretanii odkryli, w latach 40. XIX wieku, francuscy i angielscy literaci, malarze. Za sprawą Paula Gauguina powstała w Pont Aven międzynarodowa kolonia artystyczna. Pod koniec XIX w., w ślad za swym mistrzem, podążył tam Władysław Ślewiński — najwybitniejszy polski malarz, który życie i twórczość związał z Bretanią. Entuzjastami regionu stali się Tadeusz Makowski, Eugeniusz Zak, Mela Muter, Olga Boznańska, Roman Kramsztyk... Inspirowało ich specyficzne światło i niebanalni ludzie. Fascynowały widoki — 1,7 tys. km wybrzeża, wysp, zatoczek i przylądków. Życie pulsujące w rytm przypływów i odpływów morza. Skaliste, poszarpane klify i piaszczyste plaże. Masywy wydm i nadbrzeżne łąki. Góry, jeziora, wrzosowiska. Lasy, torfowiska, rzeki, bagniska... No i ceny — w tym tanim regionie siedzieli miesiącami, nie wydając wiele...

Bretania wciąż urzeka przestrzenią, dziką przyrodą, kolorami i zmiennym nastrojem. Turystów wita paletą szarości lub czystym błękitem nieba. Najgwałtowniejszą z burz, albo pogodną mieszanką zieleni i złota... Choć leży we Francji, jest osobną krainą — melancholijną, z duszą.

— To wymarzone miejsce na wakacje romantyczne i rodzinne. Pod warunkiem, że szuka się autentyzmu i ceni obcowanie z przyrodą. Bretania przyciąga koneserów specyficznym klimatem — ciszą, spokojem, urokliwymi mieścinami, delikatnym piaskiem plaż... To region nie skażony McDrive’ami — są tylko fajne knajpeczki z serami i małżami... W najsłynniejszym ośrodku: wyspie Belle-Ile-en-Mer, już w styczniu rezerwuje się miejsca na lato — twierdzi Stanisław Radek, członek zarządu biura podróży Espace Pologne.

Malownicze kalwarie

Gdy na te ziemie przybyli Celtowie, ich wyobraźnią zawładnęły menhiry („długie kamienie” w języku bretońskim) i dolmeny („kamienne stoły”) — ogromne megality, majestatyczne i tajemnicze głazy wznoszące się na wybrzeżach, polach, wyspach... Nie wiadomo, czym były — bóstwami? symbolami płodności? astralnymi zegarami? Według jednej z legend, menhiry w Carnac — miejscowości z 4 tys. głazów stojących w karnych szeregach — to żołnierze, obróceni w kamień klątwą św. Korneliusza, którego zamierzali wziąć w niewolę... Charakterystyczne dla bretońskiego krajobrazu są także latarnie morskie — wciąż ostrzegające przed pułapkami przybrzeżnych wód, najeżonych skałami i rafami, smaganych groźnymi prądami... Szlak latarni morskich i znaków nawigacyjnych można przejść nadmorskimi ścieżkami — od Brestu po Brignogan — lub przepłynąć morzem (od Brestu do Ouessant). Warto — wiele z tych budowli to architektoniczne cacka. Na wybrzeżu zachowały się również niezwykłe młyny, napędzane pływami morza. Podziwia się je m.in. na szykownej wysepce Brehat, ulubionym celu rowerowych wypraw paryżan.

— Angielski ślad na naszej ziemi to obiekty sakralne nie spotykane nigdzie indziej we Francji — kalwarie: kaplice z figurami przedstawiającymi sceny biblijne. Budowano je przy granitowych kościółkach, w pobliżu których stały też kostnice, gdzie składano kości mieszkańców. Wszystko to służyło religijnej edukacji ludności — wyjaśnia Francois Vertadier.

Pewnie była potrzebna, bo w Bretanii wznoszą się nie tylko świątynie, ale też... korsarskie miasta. Jak otoczone wspaniałymi murami St-Malo, skąd wypływały statki do Azji. Albo Roscoff — zabytkowe miasteczko położone naprzeciw Wielkiej Brytanii. Stąd korsarze wyruszali rabować Anglików, po czym wracali do swych pięknych domów... Władze starały się ukrócić proceder — w okolicach przylądka Frehel wytyczono „ścieżkę celników”. Chodzili tędy, szukając przemytników. Dziś ich miejsce zajęli turyści. Przemierzając szlaki piesze i rowerowe, podziwiają m.in. zamek, gdzie kręcono „Wikingów” z Kirkiem Douglasem.

— Ścieżka wije się cienką niteczką, przecinając pola wrzosu i zanurzając się w szczelinach urwistych skał... To najbardziej czarujące miejsce w Bretanii — uważa Francois Vertadier.

XIX-wieczna moda na Bretanię nie ominęła amerykańskich milionerów. Zabudowali oni pięknymi willami kąpielisko Dinard — średniowieczne miasteczko nieopodal St-Malo. Świetnie zachowane, pozostają turystyczną atrakcją. Milionerów zza oceanu już nie ma, za to Anglicy wciąż kupują nieruchomości w Bretanii — kilkakrotnie tańsze niż u nich w kraju. Reprezentacyjna ulica Dinard należy do nich w całości...

Z nurtem rzeki

Brytyjczycy przywieźli ze sobą golfa — dziś 33 pola (9- lub 18-dołkowe), często położone nad brzegiem morza, uatrakcyjniają urlop w Bretanii.

— Ta kraina jest rajem także dla miłośników thalassoterapii — spa z wykorzystaniem podgrzewanej morskiej wody. Leczy wiele dolegliwości — od stresu i artretyzmu, przez cellulitis, po reumatyzm. Na wybrzeżu — od St-Malo po La Baule — ulokowało się 13 ośrodków odnowy biologicznej — dodaje Stanisław Radek.

Bretania przyciąga również zwolenników powolnego, ekologicznego zwiedzania, proponując im 650 km tras do żeglugi rzecznej. Płynie się wynajętą barką — bez specjalnych zezwoleń! — przez otoczone zielenią rzeki i kanały.

— Przybrzeżne miasteczka czy zabytki skryte wśród lasów, łąk i pagórków — kapliczki, dworki i młyny — stoją przed turystami otworem. Na pokład warto zabrać rowery, by czasem pojechać brzegiem na śniadanie do naleśnikarni w pobliskim miasteczku — zachęca Francois Vertadier.

Bo Bretania kusi i smakoszy — największe w Europie przypływy i odpływy Atlantyku sprawiają, że tutejsze zatoki (przede wszystkim Saint Michel przy porcie Cancale) nadają się do hodowli ostryg, potrzebujących do życia i powietrza, i wody. Ale nie tylko małże rozsławiły okolice Cancale — opactwo Mont Saint Michel to punkt zapalny między Bretanią a Normandią, od wieków toczących spór o przynależność klasztoru. Leży na granicy obu krain, lecz bezspornie wyznacza początek północnemu wybrzeżu Bretanii. Połowa jego długości nosi nazwę Granitowego — skały mają tu osobliwą, różową barwę utlenionego granitu.

— Wędrując Wybrzeżem Granitowym na zachód, natrafimy na Brest. Mekkę żeglarzy. Co 4 lata spotyka się tu kilka tysięcy żaglowców z całego świata. Kolejny zlot odbędzie się dopiero w 2008 r., ale ludzie chętnie żeglują także w zatoce Morbihan — zapowiada Francois Vertadier.

Regaty to nie jedyny powiew nowoczesności w Bretanii — połączonej wszak z Paryżem m.in. szybkim pociągiem TGV (jedzie się 2 godziny). Miasto Rennes, wzniesione na przełomie XVII/XVIII w., słynie z jednego z największych we Francji targów na świeżym powietrzu — odbywa się co sobotę rano.

— Każda miejscowość jest z czegoś znana. W Quimper, na południu, kupi się np. tradycyjny fajans i porcelanę malowane w ludowe wzory — zachęca Francois Vertadier.

Kto szuka niebanalnych upominków, może zainteresować się... sardynkami! Ponieważ 60 proc. spożywanych we Francji ryb pochodzi z Bretanii, Komitet Regionalny Turystyki Bretanii wraz z jednym z muzeów wypuszczają co roku serię puszek z sardynkami. Dla kolekcjonerów.

— Po 10 latach nabierają wartości muzealnej, ale jeśli ktoś chce sardynki zjeść, niech odczeka rok. Bo im starsze, tym smaczniejsze! Co 3 miesiące trzeba tylko puszkę odwrócić — instruuje Francois Vertadier.

Tegoroczną edycję zdobi oczywiście motyw zaczerpnięty z legend.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Między jawą a snem