Miejsce dla ludzi, którzy kochają zimę

opublikowano: 15-06-2022, 13:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Klimat alpejskich stoków można poczuć w Łodzi przez cały rok. W budynku dawnego magazynu fabrycznego przy ul. Starorudzkiej powstał Ski Resort. Na narciarzy i snowboardzistów czekają dwa sztuczne stoki i restauracje z daniami prosto z Alp.

To miejsce zrodzone z pasji. Katarzyna Kobierzycka, współwłaścicielka Ski Resortu, miała trzy albo cztery lata, kiedy rodzice zarazili ją miłością do sportów zimowych.

Austria w Łodzi

Miejsce z potencjałem:
Miejsce z potencjałem:
Ski Resort to wprawdzie niejedyny obiekt ze sztucznymi stokami – mają takie Wrocław, Szczecin, Warszawa, Chorzów – ale ta inwestycja ma wyjątkowy charakter. My postawiliśmy na bardzo rozwiniętą gastronomię, dbając o szczegóły – twierdzi Katarzyna Kobierzycka, współwłaścicielka Ski Resortu.
K.Jarczewski

– Jako siedmiolatka zaczęłam jeździć na snowboardzie, później zrobiłam uprawnienia instruktorskie i zaczęłam wyjeżdżać w góry, by zarażać pasją kolejne osoby. Wraz z moim partnerem Mateuszem Gaworskim jesteśmy uzależnieni od sportów ekstremalnych. Wspólnie zaczęliśmy się zastanawiać, jak mieszkając w mieście, zarabiać w sposób dający nam satysfakcję i przyjemność – mówi Katarzyna Kobierzycka.

Tak powstał pomysł całorocznego obiektu dla miłośników sportów zimowych połączonego z restauracjami w alpejskim klimacie. Zaczęło się poszukiwanie odpowiedniego miejsca – sztuczne stoki halowe są wymagające, muszą się znajdować w bardzo wysokim pomieszczeniu. Pofabryczne budynki przy ul. Starorudzkiej uznali za strzał w dziesiątkę, choć 1500 m kw. to dużo więcej, niż planowali.

– Potencjał tego miejsca nas zainspirował. Ski Resort to wprawdzie niejedyny obiekt ze sztucznymi stokami – mają takie Wrocław, Szczecin, Warszawa, Chorzów – ale ta inwestycja ma wyjątkowy charakter. My postawiliśmy na bardzo rozwiniętą gastronomię, dbając o szczegóły. Przez lata uwielbialiśmy jeździć do austriackich kurortów, więc znamy tamtejszy klimat i smaki, chcemy je w 100 proc. odzwierciedlić w Łodzi. To nie może być podróbka – tłumaczy współwłaścicielka łódzkiego Ski Resortu.

Po nartach

Kiełbasek z rusztu brak:
Kiełbasek z rusztu brak:
W menu restauracji królują potrawy krajów alpejskich, m.in. Germknödel, czyli pampuch nadziewany powidłami śliwkowymi z sosem waniliowym i makiem.
Krzysztof Jarczewski

Przy stokach powstały dwie restauracje – Alpejska oraz Après Ski, czyli po francusku: po nartach, urządzona w górskim klimacie drewna i kamienia.

– A po nartach w Alpach idzie się do restauracji – śmieje się Katarzyna Kobierzycka. – W Austrii na stoku nie uświadczysz kiełbasy z rusztu na papierowym talerzyku. Jest za to Germknödel, czyli pampuch nadziewany powidłami śliwkowymi z sosem waniliowym i makiem. Jest Williams, owocowy klasyk Tyrolu, austriacka lemoniada Almdudler, gorąca czekolada z bitą śmietaną – wylicza.

Restauracja Alpejska na piętrze ma inny charakter – jest bardziej elegancka, w menu są dania kuchni pięciu alpejskich państw: Francji, Włoch, Szwajcarii, Austrii i Niemiec.

Narciarz w trzy godziny

Szef na stoku:
Szef na stoku:
Mateusza Goworskiego, współwłaściciela Ski Resortu, można też zobaczyć w roli instruktora.
K.Jarczewski

– Nasze stoki dają możliwość jeżdżenia w centrum Polski w każdej porze roku, a przy okazji to najszybszy i najbardziej ekonomiczny sposób nauki jazdy. To nie znaczy, że na sztucznych stokach leży śnieg. Są systemem automatycznych bieżni dla amatorów i zawodowców. Bieżnie mają zmienny kąt nachylenia, więc można uzyskać efekt łatwej trasy niebieskiej i czarnej dla zaawansowanych. Instruktor cały czas jest obok, a postawę można korygować, widząc się w lustrze weneckim. W dwie, trzy godziny potrafimy zrobić narciarza z laika. Zimą rodzice przyprowadzali do nas debiutujące na stoku dzieci, a na wspólnym wyjeździe szusowali już razem, bez wyjeżdżania godzin w szkółce narciarskiej. Jeden z klientów przesłał nam nawet film z Austrii, gdzie przejechał 300 km z sześciolatkiem – opowiada Katarzyna Kobierzycka.

Stoki mają 9,5 m długości i 5,5 szerokości. Bieżnię, rozwijającą prędkość do 40 km/godz., można ustawić pod wybranym kątem – od 9 do 22 stopni. Jeździć można tylko na wypożyczanych na miejscu nartach i deskach – to sprzęt o stępionych krawędziach. Klienci mogą jednak mieć własne buty narciarskie i kaski. Na każdym stoku uczestnikom towarzyszy instruktor, który w razie upadku natychmiast wyłącza system.

– Nauka to godzinny trening składający się z trzech dziesięciominutowych sesji na stoku podzielonych dziesięciominutowym odpoczynkiem. Jednocześnie mogą jeździć maksymalnie trzy osoby początkujące lub dwie zaawansowane. Ze stoku nie mogą korzystać jednocześnie dzieci i dorośli ani snowboardziści z narciarzami. Przed zapisami przeprowadzamy szczegółowy wywiad. Niektórzy z początku się dziwią, że to wszystko trwa tak krótko, ale przecież w górach jedziemy kilka minut wyciągiem, potem kilka minut zjeżdżamy, możemy się zatrzymać dla wypoczynku, potem stoimy w kolejce do wyciągu… Tu tak nie jest, taśma przesuwa się przez cały czas, więc przez pół godziny przejeżdżamy 20 km. Stok jest zraszany wodą, więc poślizg jest taki jak na śniegu – twierdzi Katarzyna Kobierzycka.

Cennik: 70 zł płaci się za dziecko do dziewiątego roku życia, bilet normalny kosztuje 90 zł, w cenie jest jazda, instruktor, sprzęt.

Pandemiczna sinusoida

Dbałość o szczegóły:
Dbałość o szczegóły:
Restauracje Après Ski, czyli po francusku: po nartach, urządzono w górskim klimacie drewna i kamienia.
K.Jarczewski

– Otworzyliśmy się 7 lutego 2020 r., pomysł polegał na tym, by zacząć zimą, przyzwyczaić ludzi i przejść płynnie w projekt całoroczny. 11 lutego z obu restauracji wydaliśmy 390 dań – to dobrze wróżyło. 13 marca musieliśmy się zamknąć z powodu pandemii. Otworzyliśmy się znowu w czerwcu, część ludzi o nas zapomniała, część nie myślała już o nartach. Podjęliśmy decyzję, że restauracja Alpejska na razie pozostanie zamknięta, otworzyliśmy ją na krótko jesienią, wtedy wzięliśmy udział w Fine Dining Week 2020 i zdobyliśmy aż siedem pierwszych miejsc w kilku kategoriach. Potem przyszło kolejne zamkniecie, otworzyliśmy się ponownie jesienią – stoki pękały w szwach. W lutym wybucha wojna w Ukrainie, telefon przestał dzwonić… – wspomina współwłaścicielka obiektu.

Klienci stopniowo powracają, Katarzyna Kobierzycka rozwija kolejne inicjatywy. W Ski Resorcie odbyło się już kilka bluesowych koncertów, w planach są m.in. stand-upy, imprezy tematyczne, spotkania z podróżnikami, projekcje filmowe, warsztaty kulinarne, spotkania biznesowe. Niedługo do zespołu dołącza nowy, znany w branży szef kuchni, przyjeżdża specjalnie z Krakowa.

– Chcemy być miejscem dla ludzi, którzy kochają góry. Przychodzą tu klienci w sportowych ubraniach, ze sportowymi torbami, których interesuje tylko trening na stoku. Inni chcą poczuć klimat górskiej restauracji. Wiem, że teraz wszyscy martwią się o przyszłość, liczą pieniądze, nie wiadomo, co będzie jutro, ale może właśnie dlatego korzystajmy z życia, dajmy sobie radość – podsumowuje miłośniczka zimy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane