Mikrohistorie z Łodzi

opublikowano: 26-02-2021, 14:45

Gdyby nie łodzianie i ich odzew na prośbę o pamiątki, nie byłoby wystawy ukazującej życie miasta zbudowanego dla osiągania zysków. Muzealnicy z Centralnego Muzeum Włókiennictwa postanowili odczytać historię Łodzi nie tylko przez pryzmat bogatych fabrykantów i ubogich robotników, lecz także przez zapisane w przedmiotach historie ludzi budujących małe biznesy, pracujących w fabrykach i zakładach rzemieślniczych. Dzięki temu w pięciu domach dawnych mieszkańców powstała wystawa „Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie mikrohistorie”.

Skansen:
Skansen:
Staraliśmy się tak zrekonstruować te wnętrza, by zwiedzający czuli, że wchodzą do czyichś mieszkań. To pozwala na wejście w intymny świat mieszkańców – mówi Magda Komarzeniec, wicedyrektor Centralnego Muzeum Włókiennictwa.
K.Jarczewski

Centralne Muzeum Włókiennictwa powstało na terenie Białej Fabryki Ludwika Geyera, który przybył do Łodzi z Saksonii w 1828 r. Szybko stał się największym łódzkim fabrykantem i właścicielem pierwszej maszyny parowej w Królestwie Polskim. Inwestował nie tylko we włókiennictwo – w dobrach Ruda Pabianicka otworzył nowoczesną cukrownię, był właścicielem tartaku, cegielni, kopalni torfu, gorzelni, stawu rybnego. Przez pewien czas prowadził w Łodzi szynk z bilardem, na terenie fabryki zbudował młyn parowy i skład mąki. Miał ogród warzywny i duży sad – można powiedzieć: dywersyfikacja biznesu według zaleceń współczesnych ekonomistów. Po jego śmierci fabrykę przejęła rodzina. Mający niemieckie korzenie Geyerowie uważali się za Polaków. W czasie II wojny pomagali osadzonym w więzieniu na Radogoszczu, nie podpisali volkslisty, część potomków założyciela imperium zginęła z rąk nazistów. Po wojnie fabryka została znacjonalizowana. Zakłady Geyera przemianowano na Zakłady Przemysłu Bawełnianego im. Feliksa Dzierżyńskiego, a później – w latach 60. – Eskimo. W złotych latach (około 1970 r.) pracowało tu 6 tys. ludzi – wielu z nich to potomkowie pierwszych, XIX-wiecznych przybyszów do „ziemi obiecanej”. W 2000 r. było ich już tylko 460. Przedsiębiorstwa nie udało się sprzedać, w 2002 r. ogłosiło upadłość. Natomiast już w 1960 r. Białą Fabrykę, czyli wydzieloną najstarszą część zakładów, przekształcono w Centralne Muzeum Włókiennictwa.

W 2008 r. muzeum udostępniło zwiedzającym skansen łódzkiej architektury drewnianej, który stanął obok monumentalnych fabrycznych budynków. Na jego terenie znalazły się ponad 200-letni modrzewiowy kościół, willa letniskowa, przystanek tramwajowy ze Zgierza i pięć stuletnich domów rzemieślników przeniesionych z ulic Wólczańskiej, Żeromskiego, Kopernika i Mazowieckiej. Dziś skansen nosi nazwę Łódzkiego Parku Kultury Miejskiej, a wnętrza domków wypełnia wystawa stała „Łódzkie mikrohistorie. Ludzkie mikrohistorie”. To opowieść o życiu tych, którzy pracowali w wielkich fabrykach albo próbowali zbudować swój biznes, zaspokajający potrzeby pracowników i pracodawców – bo lata 20. XIX w. to czas, gdy do miasta ściągali osadnicy z całej Europy. Nie wszyscy zbudowali fabryczne imperia.

Historia codzienności

Domek Tkaczy:
Domek Tkaczy:
Florentyna i August Bennichowie przybyli do Łodzi w 1826 r. z Saksonii. August zmarł, gdy jego najstarszy syn Karol miał tylko 11 lat. Synów wychowywała Florentyna. Rodzinie się powiodło – 22-letni Karol założył Tkalnię Ręczną i Przędzalnię Wyrobów Wełnianych, wytwarzającą wełniane chusty i serwety.
K.Jarczewski

– Staraliśmy się tak zrekonstruować te wnętrza, by zwiedzający czuli, że wchodzą do czyichś mieszkań. To pozwala na wejście w intymny świat mieszkańców – mówi Magda Komarzeniec, wicedyrektor Centralnego Muzeum Włókiennictwa.

Podczas oprowadzania przewodnik snuje opowieść o życiu dawnych domowników. Pierwszy na szlaku jest Domek Tkaczy. Florentyna i August Bennichowie przybyli do Łodzi w 1826 r. z Saksonii. August zmarł, gdy jego najstarszy syn Karol miał tylko 11 lat. Synów wychowywała Florentyna. Rodzinie się powiodło – 22-letni Karol założył Tkalnię Ręczną i Przędzalnię Wyrobów Wełnianych, wytwarzającą wełniane chusty i serwety. Dom rodzina kupiła w latach 70. XIX w. Był zamieszkany do końca lat 80. XX w. Zwiedzający zaglądają do domu wdowy Florentyny w ostatnim roku jej życia – 1895. Wchodzą do kuchni, dostatnio wyposażonego salonu (Karol Bennich był wtedy prężnie działającym przedsiębiorcą), sypialni z łazienką. Wszędzie widać dbałość o detale – na stole stoi wałek do robienia koronek, w kuchni wiszą oryginalne rondle, stoi węglarka, a w sypialni – fotel pełniący dwie funkcje: siedziska i… nocnika. W kolejnym pomieszczeniu odtworzono warsztat tkacki, który zapoczątkował rodzinny dostatek.

Mieszkanie rodziny Ganterów:
Mieszkanie rodziny Ganterów:
Czasy dwudziestolecia międzywojennego ilustruje mieszkanie rodziny bogatego rzeźnika.
K.Jarczewski

Czasy dwudziestolecia międzywojennego ilustruje mieszkanie bogatych właścicieli kolejnego budynku – Ganterów.

– Alfons Ganter był postawnym rzeźnikiem, prowadził sklep z wędlinami, jego żona zajmowała się domem i pomagała synowi prowadzić sklep spożywczy. Wszystkie meble stojące w mieszkaniu zostały nam przekazane przez łodzian – Marka i Adama Kraliszów. Zostały wyprodukowane w latach 20. w fabryce Salomona Salomonowicza przy ul. Dzielnej 13 w Łodzi, co potwierdza metalowa tabliczka znamionowa na szafie – opowiada kurator wystawy Damian Langner.

Mieszkanie rodziny Ganterów
Mieszkanie rodziny Ganterów
K.Jarczewski

W sąsiednim mieszkaniu ulokowała się katolicka rodzina Olszyckich. W latach 30. Jan i Jadwiga Olszyccy pracowali w zakładach Poznańskiego. Przyjechali do Łodzi za chlebem, wzięli ślub w kościele pw. św. Józefa w roku 1920. Mieli dwóch synów – Tadeusza i Jana.

Mieszkanie Jana i Janiny Olszyckich:
Mieszkanie Jana i Janiny Olszyckich:
W latach 30. XX w. Jan i Jadwiga Olszyccy pracowali w zakładach Poznańskiego.
K.Jarczewski

– W mieszkaniu panuje półmrok, kilkunastoletni Tadeusz czyta książkę w łóżku, korzystając ze światła lampy ulicznej – buduje klimat przewodnik.

Mieszkanie rodziny Pierników:
Mieszkanie rodziny Pierników:
Kanwa opowieści o życiu przedwojennych łódzkich rodzin powstała na bazie pamiętnika Tadeusza Olszyckiego, który opisał ówczesne wyposażenie domu i warunki życia swojego sąsiada Gantera. Opisał też innych sąsiadów – żydowską rodzinę Pierników wraz z imionami wszystkich ich dzieci
K.Jarczewski

Sąsiedzi Olszyckich, Haja Rywka i Adam Piernikowie, mieli siedmioro dzieci.

– Możemy sobie wyobrazić, jaki tu panował rejwach. Na szczęście matka zabrała dzieci na spacer. Na drzwiach jest mezuza, w środku widać chałat i siedmioramienną menorę. Któreś z dzieci rozrzuciło zabawki, kiwa się jeszcze bujak na biegunach. Na stole leży chałka – dziś jest czwartek, jutro będzie święto i Haja Rywka zapali świece szabatowe – kontynuuje Damian Langner.

Mieszkanie rodziny Pierników
Mieszkanie rodziny Pierników
K.Jarczewski

Realia PRL

Te mieszkania wzbudzają najwięcej emocji zwiedzających, którzy pamiętają kuchenkę Jola, lusterko kwiatek, cepeliowskie narzuty i landrynki w kryształowej miseczce.

Najpierw wizyta u państwa Baranów.

– Anna Baran jest pracownicą Zakładów Bawełnianych nr 16 im. Hanny Sawickiej, Edward Baran pracuje w Pogotowiu Ratunkowym, dlatego w mieszkaniu jest telefon. W każdej chwili może zostać wezwany. Po godzinach dorabia do skromnej pensji, naprawiając buty. Państwo Baranowie, wprowadzając się, znaleźli narzędzia po szewcu Adamowiczu – szkoda było ich nie wykorzystać. Dziś jest 26 lipca 1946 r., pani Anna obchodzi imieniny – stąd na stole liczne karty z powinszowaniami – mówi Damian Langner.

Prawdopodobnie za prowadzenie prywatnego biznesu dokwaterowano im jeszcze junaka (czyli członka młodzieżowego hufca pracy) Bronka Kwapisza.

W pokoju junaka widać portrety Bieruta i Stalina, a święte obrazy pani Baranowej zostały schowane za szafę. To typowe kawalerskie gospodarstwo – miska do mycia, brzytwa, pędzel do golenia, koza do ogrzewania pomieszczenia, lektury świadczące o zainteresowaniach młodego mężczyzny (głównie dzieła Lenina), na oknie uschnięty kwiatek, o który nie umiał zadbać. Chce się dostać na politechnikę. Jest też zdjęcie dziewczyny, z którą pójdzie do teatru – na biurku leży bilet.

Mieszkanie junaka Bronka Kwapisza:
Mieszkanie junaka Bronka Kwapisza:
Lektury świadczące o zainteresowaniach członka młodzieżowego hufca pracy.
K.Jarczewski

Pokoik pani Jodłowskiej, która przyjechała do Łodzi z Garwolina, tchnie smutkiem.

– Jest rok 1956, na stole leży zawiadomienie z PCK – nie udało się odnaleźć jej męża, oficera Wojska Polskiego, który zaginął w 1943 r. Pochodziła z bogatego domu, rodzice byli aptekarzami. Barbara Jodłowska pracuje na poczcie, do urzędniczej pensji dorabia repasacją pończoch. Wtedy był to towar na wagę złota. Ceny się zmieniły, gdy na rynek weszły amerykańskie nylony robione z nici nylonowej pochodzącej ze spadochronów – opowiada przewodnik.

W lata 60., 70. i 80. zabierają zwiedzających mieszkańcy domu przeniesionego z ulicy Mazowieckiej 47.

– Rodzina Marciniaków przygotowuje się do wigilii: w rogu stoi ubrana sztuczna choinka, na stole leży opłatek, w kuchni – zeszyt otwarty na przepisie na pierogi. Jadwiga i Władysław mają trójkę dzieci. Mirka przygotowuje się do matury, Romek kończy ósmą klasę, Hania chodzi do drugiej. Rodzina jest dobrze sytuowana – telewizor Szmaragd będzie pewnie włączony o 18 w pierwszy dzień świąt, gdy ma być emitowany film „Pół żartem, pół serio”. Na regale stoi radio Turandot, w którym pani Marciniak posłucha Anny German – opisuje Damian Langner.

Za ścianą milicjant Henryk Kondraciuk świętuje narodziny córki – zaprosił kolegów, a w mieszkaniu trwa remont, trzeba je przygotować na powrót żony ze szpitala. Pewnie czegoś zabrakło i panowie wyszli, by uzupełnić zapasy…

Mieszkanie rodziny Kondraciuków:
Mieszkanie rodziny Kondraciuków:
Milicjant Henryk Kondraciuk świętuje narodziny córki – zaprosił kolegów.
K.Jarczewski

Ostatnie mieszkanie należy do Haliny Klimy.

– Sylwester 1985 r. W kuchni czeka butelka Sowietskoje Igristoje. Pani Halina wyszła na chwilę na spacer z psem. Do Łodzi przyjechała z dalekiego Baku za miłością życia. Niestety, związek się rozpadł, ona jednak została w Łodzi. Tłumaczy teksty z rosyjskiego na polski, dorabia sobie, szyjąc czapki, szaliki, rękawiczki – kontynuuje przewodnik.

Budowanie narracji

Łódzki Park Kultury Miejskiej:
Łódzki Park Kultury Miejskiej:
Podczas oprowadzania po wystawie Damian Langner, kurator wystawy, snuje barwne opowieści o życiu dawnych mieszkańców pięciu stuletnich domów rzemieślników przeniesionych do skansenu z ulic Wólczańskiej, Żeromskiego, Kopernika i Mazowieckiej.
K.Jarczewski

Gdy ponad dwa lata temu muzeum zaczęło przygotowywać stałą wystawę, łodzianie bardzo chętnie dzielili się pamiątkami po przodkach, przekazując zdjęcia i pamiętniki. Rekonstrukcję budynków i ich wnętrz przeprowadzano, korzystając z przepastnych magazynów muzealnych i tego, co przekazało kilkudziesięciu darczyńców. Tak były budowane historie rodzin rzeczywistych i fikcyjnych. Ich losy i aranżacja mieszkań są zgodne z prawdą historyczną.

– Na przykład lampa w mieszkaniu Bennichów jest wypożyczona ze Stowarzyszenia Historyków Sztuki, dwie książki – z Parafii Ewangelicko-Augsburskiej, kolejną pożyczył nasz pracownik Piotr Kopczyński. Pudełko pochodzi od pani Małeckiej, sekretarzyk z naszych zasobów, ceramika Kuzniecow z XIX w. i serwetki to dar pani Wybigreszki – wylicza Damian Langner.

Zdjęcia stojące na sekretarzyku ukazują Karola Augusta Bennicha, syna Augusta Bennicha, który w 1865 r. założył fabrykę, są też jego syn Gustaw z żoną Fridą.

– Kanwa opowieści o życiu przedwojennych rodzin powstała na bazie pamiętnika Tadeusza Olszyckiego, który opisał ówczesne wyposażenie domu i warunki życia swojego sąsiada Gantera. Opisał też innych sąsiadów – żydowską rodzinę Pierników wraz z imionami wszystkich ich dzieci – dodaje Magda Komarzeniec.

U krawca:
U krawca:
Na podstawie oryginalnych sprzętów odtworzono m.in. pracownię krawiecką Bogusława Liberskiego.
K.Jarczewski

Łodzianie przekazali muzeum także pełne wyposażenie zakładów rzemieślniczych z początku XX w. – magiel używany do lat dwutysięcznych w piwnicach bloku przy ul. Antoniny, na podstawie oryginalnych sprzętów odtworzone zostały pracowania krawiecka Bogusława Liberskiego i funkcjonująca do końca lat 80. pracownia haftu maszynowego rodziny Potrzebowskich.

– Nie spodziewaliśmy się takiego odzewu. Nie ma nic cenniejszego od przekazania swoich pamiątek i wspomnień, aby dać im drugie życie. Mikrohistorie poszczególnych łodzian zapisują się na kartach wielkiej historii naszego włókienniczego miasta – podsumowuje Magda Komarzeniec.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane