Milioner zaprzągł dzieci do pracy na zamku

Kolejny wybryk Tomasza Kurzewskiego, współtwórcy ATM Grupy. Społeczna akcja edukacyjna i łzy radości

Połowa lipca, Zamek Topacz pod Wrocławiem. Trwa właśnie akcja społeczna Topacz Miasto Dzieci, której impet nadał Tomasz Kurzewski, współwłaściciel zamku, współtwórca giełdowej ATM Grupy.

Product manager, przedstawiciel handlowy, a może ogrodnik. W Mieście Dzieci Topacz, które powstało dzięki impulsowi od Tomasza Kurzewskiego, nieletni kapitalizm kwitł. [FOT. ARC]
Zobacz więcej

Product manager, przedstawiciel handlowy, a może ogrodnik. W Mieście Dzieci Topacz, które powstało dzięki impulsowi od Tomasza Kurzewskiego, nieletni kapitalizm kwitł. [FOT. ARC]

Mały Waldek wychodzi z zaimprowizowanego sklepu ze swoim pierwszym rowerem. Kupił go za kilkaset tauronków, waluty wyemitowanej specjalnie na tę okazję. Waldek w Mieście Dzieci pracował na niego bity tydzień.

— Fajny jest. Mogę go zabrać do domu czy to tylko zabawa? — pyta niepewnie chłopak.

— Ty zarobiłeś, kupiłeś go za swoje pieniądze, jest twój — odpowiada Tomasz Kurzewski. Waldek płacze ze szczęścia — tak już dzieci podobno mają przy pierwszej wypłacie. Tomasz Kurzewski ideę miasta dzieci podpatrzył w Jaworzynie Śląskiej, która niegdyś poprosiła go o pomoc w oprawie medialnej podobnej imprezy.

— Tam dzieci wcielały się w policjantów, strażaków, było dużo dobrej zabawy. Ale ja postanowiłem podnieść poprzeczkę wyżej, wpleść w to edukację. 1200 dzieciaków przez dwa tygodnie, po kilka godzin dziennie osobiście poznawało mechanizmy rynku pracy, planowania, życia w dorosłym świecie — tłumaczy Kurzewski, który wykorzystując swój naturalny dar inspirowania innych, do projektu zaprzągł 30 znanych marek.

Prym wiodły Tauron, Audi, Viessmann czy BZ WBK. Z samego rana kilkaset dzieciaków stawiało się w agencji rekrutacyjnej, zarządzanej przez giełdowy Work Service. Dostawały angaż w jednej z kilkunastu branż. Uczyły się m.in., jak zarządzać restauracyjną kuchnią, reperować samochody, asystować geodecie, hodować konie. Za swoją pracę dostawały wynagrodzenie w tauronkach. Mogły wydawać je na słodycze i zabawki, mogły też deponować zarobek w dziecięcym banku, założonym przez BZ WBK.

— Oprocentowanie tygodniowe wynosiło 10 proc., zachęcało do oszczędzania. A skąd tauronki? Każdy sponsor wpłacał coś do wspólnej kasy i każda złotówka zamieniała się w tauronka właśnie — mówi współtwórca ATM Grupy.

W sumie dzieciaki wydały ponad 100 tys. zł. Za zarobione pieniądze wykupiły setki lalek, dziesiątki rowerów, tony lodów i gofrów. I zapowiedziały, że za rok wracają — nie tylko po nadmiar węglowodanów w diecie. Energia i temperament Tomasza Kurzewskiego każą przypuszczać, że w następne lato na Zamek Topacz ściągnie już cała dzieciarnia z Dolnośląskiego. Skąd to domniemanie?

Od kiedy milioner wycofał się z bezpośredniego zarządzania biznesem, ma więcej wolnego czasu — nie tylko na opływanie Europy ukochaną barką (właśnie wraz z żoną pływają po wschodniej Francji). Przede wszystkim ma czas na kolejne akcje społeczne. Dzięki pomysłowości i gestowi Kurzewskiego niemal każdy dzieciak ze Ślęzy przynajmniej raz leciał helikopterem. Biznesmen gwarantuje podniebną przejażdżkę każdemu nieletniemu, który przyjdzie na coroczne wielkie sprzątanie w wiosce.

Obecnie zaangażowany jest w kilkanaście większych i mniejszych projektów, w tym tak nietypowe jak ściganie grafficiarzy niszczących elewacje budynków we Wrocławiu. Jesienią chce wyruszyć na południe Europy w poszukiwaniu motoryzacyjnych pozostałości po uciekinierach z Polski z 1939 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Milioner zaprzągł dzieci do pracy na zamku