Miód z miasta zdrowszy niż ze wsi

Moda na pasieki miejskie dotarła do Polski, stając się narzędziem PR-owskim różnych firm. Badania dowodzą, że miejski miód jest nawet czystszy niż wiejski

Najpierw była pasieka zbudowana w 2012 r. na dachu hotelu Hyatt, obecnie Regent, tuż przy warszawskich Łazienkach, profesjonalnie obsługiwana przez Marka Barzyka, pszczelarza z Bieszczad. Według pomysłodawców, była to pierwsza w Europie profesjonalna pasieka w sercu dużej metropolii.

TYLKO W MIEŚCIE:
Wyświetl galerię [1/2]

TYLKO W MIEŚCIE:

W odróżnieniu od roślin zapylanych przez pszczoły na terenach rolnych zieleń miejska jest pozbawiona przenikających do miodu środków ochrony roślin. Ponadto inne gatunki drzew sprawiają, że tylko w mieście powstanie np. miód kasztanowcowy czy lipowo-głogowy. Na zdjęciu: pasieka na dachu hotelu Regent w Warszawie C. KOBYLARCZYK

Potem w mediach zasłynęły ule zainstalowane na dachu siedziby Deutsche Banku, obsługiwane przez tego samego pszczelarza. Pomysł na własny ul w miejskim ogrodzie, na tarasie lub dachu biurowca zyskał jednak na popularności do tego stopnia, że powstał nawet start-up — Pszczelarium.pl — zapełniający tę niszę i oferujący na większą skalę usługi prowadzenia miejskiej pasieki na zlecenie. Pszczelarium prowadzi z powodzeniem już 100 uli w Warszawie, w większości dla firm.

Oni oraz inni pasjonaci tej mody spotkali się wczoraj w hotelu Regent na zorganizowanym po raz pierwszy w Polsce Forum Pszczelarzy Miejskich. I niemal od razu przeszli do kwestii bezpieczeństwa miodu produkowanego przez pszczoły pracujące w zieleni dużego miasta.

— Miód z pasieki na dachu hotelu Regent oraz z pasieki Deutsche Banku przebadałem bardzo dokładnie w różnych kierunkach, również pod kątem obecności metali ciężkich czy pestycydów. Mogę wszystkich uspokoić, że jest on bardzo czysty — mówi Maciej Bartoń ze Stowarzyszenia Polska Ekologia, kierujący laboratorium UO-Technologia.

W wielu przypadkach okazało się również, że miód z Warszawy może być mniej zanieczyszczony niż pochodzący od pszczół z terenów wiejskich. Wszystko przez to, że pola uprawne w znacznym stopniu są skażone przez środki ochrony roślin, nieobecne na taką skalę w zieleni miejskiej.

— Gdy zobaczyłem wyniki tych badań, byłem początkowo zaskoczony, bo spodziewałem się wyższych niż zwykle w miodach stężeń np. ołowiu czy rtęci. Tak jednak nie było — przyznawał pszczelarz Marek Barzyk, obsługujący pasieki w hotelu i banku.

W ramach ciekawostki przytoczył też swoją rozmowę z pracownikiem laboratorium Instytutu Pszczelarstwa w Puławach, który badał owoc pracy warszawskich pszczół pod kątem charakterystyki miodowej. — Nie chcieli nam uwierzyć, że to miód z Polski, bo zawartość pyłków roślin była charakterystyczna dla miodów z Rumunii. Dzięki zapylaniu w warszawskim ogrodzie botanicznym miały wyższe niż zwykle w Polsce poziomy pyłków, np. kasztanowców jadalnych oraz lip — relacjonował pszczelarz.

Zwrócił również uwagę na wysokie wyniki miejskiego miodobrania, spowodowane nie tylko dłuższym okresem wegetacyjnym roślin w mieście niż na wsi, ale również wcześniej trapiącym Warszawę niedoborem pszczół.

— Ta zieleń była wręcz wygłodniała owadów zapylających — mówi Marek Barzyk. Efekty są takie, że kilkuulowa pasieka na dachu Regenta całkowicie zaspokaja potrzeby tego hotelu na miód, bo w sezonie pszczoły produkują go nawet 500 kg.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Druś

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Miód z miasta zdrowszy niż ze wsi