Mistrz CBD zamierza potrząsnąć rynkiem

opublikowano: 22-01-2021, 15:00

Aktywista, redaktor, prezes i emeryt – Maciej Kowalski, dinozaur branży konopnej w Polsce, z nastolatka z megafonem w ręku szybko się przeobraził w szefa firmy rozpalającej wyobraźnię setek inwestorów.

Nowy początek:
Nowy początek:
Kombinat Konopny, któremu szefuje Maciej Kowalski, łączy powrót do tradycyjnych polskich upraw i dobrych praktyk sprzed lat z nowoczesnymi technologiami, starając się odbudować utracone przez kilka dekad wiedzę i doświadczenie.
materiały prasowe

Trzydziestka z niewielkim plusem i wygodna kanapa rentiera, czyli permanentne wakacje w życiowym rozkwicie, z bezpiecznym buforem finansowym usque ad finem. Kto o tym nie marzy? Jak się okazuje – na pewno nie Maciej Kowalski, człowiek legenda nadwiślańskiej branży konopnej. Ten zaangażowany aktywista ewoluował w ambitnego dziennikarza i redaktora gazety, której tytuł stwarzał ryzyko pozwu do prokuratury, a następnie wskoczył w buty prezesa pionierskiej firmy konopnej, by po kilku latach sprzedać ją za grube miliony. Z tą kasą mógłby rozpocząć wakacje i nie kończyć ich przez kilka kolejnych dekad. Wybrał jednak to, co lubi, i od dwóch lat wykuwa nowy biznes, również konopny. Bez ciśnienia i presji eksperymentuje w poszukiwaniu rozwiązań, które zrewolucjonizują branżę. Zdołał zbudować takie zaufanie rynku, że gdy zaczął szukać pieniędzy na rozwój firmy – transformację zdobytych doświadczeń i know-how w konkretne produkty – odzew inwestorów był zaskakujący: w niespełna godzinę zebrał w kampanii crowdfundingowej ponad 4 mln zł od prawie 900 inwestorów. Choć powiedział pas, grupka kolejnych inwestorów stoi w kolejce niczym peerelowscy konsumenci czatujący na deficytowe pomarańcze albo papier toaletowy. Dziś wiele osób wierzy w rosnące zyski z konopi. Nic dziwnego – każdy nowy biznes pobudza wyobraźnię. Choć marihuanę medyczną zalegalizowano dopiero w ostatnich latach, olejki z CBD (kannabidiol) i kosmetyki z konopiami w składzie szybko znalazły fanów. Duże możliwości stwarza również zaniedbana od wielu lat produkcja tekstyliów z konopi.

– W Polsce wiele regionów bardzo dobrze się nadaje do uprawy tej rośliny – przekonuje Maciej Kowalski.

Sam dzierżawi w tym celu 40 ha ziemi pod Elblągiem.

materiały prasowe

Jak głos z podziemia

Mało kto wie, że w XX w. Polska była znana z produkcji konopnej. Ostatnie trzy dekady ubiegłego wieku podcięły jednak skrzydła tej branży. Plantacje systematycznie znikały, nie wytrzymując konkurencji tańszych, syntetycznych zamienników włókien. W 1997 r. weszła w życie Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii, zaostrzona nowelizacją w 2000 r., karząca każdego, kto posiadał nawet niewielkie ilości narkotyków. Nowe prawo okazało się bublem – wprawdzie błyskawicznie wzrosła liczba wyroków za przestępstwa narkotykowe, ale większość dotyczyła posiadaczy substancji psychoaktywnej, nie dilerów.

– Były to najbardziej restrykcyjne przepisy antynarkotykowe, które doprowadziły do tego, że zamiast leczyć użytkowników narkotyków, karano ich – przypomina Maciej Kowalski, który wówczas był nastolatkiem.

Temat jednak żywo go zainteresował, a ciekawość podsycał medialny szum wokół narkotyków. Przyszły biznesmen odkrył m.in., że konopie siewne uprawiano już 10 tys. lat temu. W dawnej chińskiej medycynie ceniono je ze względu na właściwości lecznicze. W Europie marihuana stała się jednym z najważniejszych leków od XVIII w. Konopiami leczyła się np. brytyjska królowa Wiktoria. Jerzy Waszyngton, ojciec założyciel USA, miał własną plantację konopną. Na papierze z pulpy konopnej podpisano zresztą Deklarację niepodległości Stanów Zjednoczonych, z tkaniny konopnej Levi Strauss produkował jeansy, a Henry Ford swego czasu opracował nawet prototyp samochodu z soi i konopi. Przykłady wykorzystania tej rośliny można mnożyć bez końca.

materiały prasowe

Maciej Kowalski, coraz bogatszy w wiedzę o konopiach (i nie tylko), zaczął się angażować w działalność społeczną. Trafił do stowarzyszenia Kanaba, dążącego m.in. do legalizacji upraw konopi indyjskich w Polsce. Zaczęły się marsze i demonstracje.

– Nie czułem się jednak komfortowo, maszerując z megafonem po ulicy. Ale za to się okazało, że dobrze mi idzie pisanie o konopiach i narkotykach. Zacząłem więc publikować teksty na stronach Hyperreal, serwisu poświęconego substancjom psychoaktywnym – wspomina przedsiębiorca, który tak się rozkręcił w branży medialnej, że razem z dwoma kumplami zaczął wydawać bezpłatną gazetę konopną „Spliff”.

Nakład sięgający 20-25 tys. pojawiał się przede wszystkim w skateshopach. Gdy próbowali rozprowadzać gazetę w pubach i sklepach ze zdrową żywnością, napotykali niechęć, a czasem nawet zdecydowany opór. Co więcej, w tamtych latach, czyli pierwszej dekadzie nowego millenium, słowo marihuana kojarzyło się w Polsce ze zbrodnią równą co najmniej morderstwu w afekcie, więc w pierwszym roku ich działalności wydawniczej do prokuratury trafiło kilkanaście powiadomień o popełnieniu przestępstwa przez właścicieli „Spliffa”. Nawet drukowanie zwykłych ulotek w punktach ksero groziło wezwaniem policji.

– Piętnaście lat temu marihuana w naszym kraju była narkotykiem i niczym więcej. Brakowało świadomości, jak wspaniałą rośliną są konopie, znajdujące zastosowanie w wielu branżach – twierdzi Maciej Kowalski.

materiały prasowe

Z wyczuciem chwili

Niemniej „Spliff” zaczynał wzbudzać coraz większe zainteresowanie rolników chcących uprawiać konopie siewne i przemysłowców szukających dostawców.

– Coraz więcej osób kontaktowało się z nami, pytając o potencjalnych kontrahentów. Założyliśmy więc twór o nazwie Hemp Lobby, który łączył zainteresowane strony za darmo, co akurat okazało się błędem. Zrozumieliśmy to w czasie targów łódzkich Cohabitat Make Camp 2013, gdzie pokazywaliśmy, jak można budować ściany z łodygi konopnej. Każdy wtedy pytał: „ile bierzecie za takie doradztwo?”, a my przecież dawaliśmy instrukcje bezpłatnie w ramach działalności edukacyjno-społecznej. To wzbudzało podejrzenia. Ludzie chcieli płacić. Za darmo trąciło przekrętem – śmieje się Maciej Kowalski.

Przyjął wyzwanie. W 2014 r. narodziła się firma HemPoland, która początkowo doradzała rolnikom, jak legalnie uprawiać konopie. Zaczęła też skupywać te rośliny, a następnie sama przystąpiła do upraw i tworzenia produktów na ich bazie (suplementy diety). Było to pierwsze prywatne przedsiębiorstwo, które uzyskało licencję na uprawę i przetwórstwo konopi przemysłowych w Polsce. Pieniądze na jego rozruch trzeba było wyłożyć… z kieszeni kolegów ze studiów. Banki na słowo marihuana reagowały nerwowo.

– Gdy przyjęliśmy pierwsze zlecenia, nawet nie posialiśmy jeszcze roślin, więc umowy mogliśmy zrealizować dopiero za rok. Te warunki, o dziwo, okazały się akceptowalne. Popyt był bardzo duży, większy niż podaż – mówi konopny biznesmen.

materiały prasowe

Trafił w odpowiedni czas – w USA i Europie Zachodniej konopie już lśniły blaskiem wschodzących gwiazd biznesu. W dodatku HemPoland udało się udoskonalić metodę ekstrakcji konopi siewnych dwutlenkiem węgla, dzięki czemu rośliny są oczyszczane ze szkodliwych substancji pochodzących z ziemi. Za tym sukcesem stoi Beata Plutowska, żona Macieja Kowalskiego, doktor inżynier chemii analitycznej. Prace nad swoimi produktami zaczynali w piwnicach Elbląskiego Parku Technologicznego, gdzie znajduje się pierwsze w Polsce akredytowane laboratorium analiz konopi. Obroty HemPoland rosły szybko. W ślad za nimi rozrastała się również załoga. Ich flagowy produkt CannabiGold – olejek mający właściwości przeciwzapalne, uspokajające, zmniejszające nadmierne napięcie mięśniowe i łagodzące ból – cieszył się powodzeniem również za granicami kraju. Nic dziwnego, że intensywny zapach biznesu konopnego zaczął przyciągać potencjalnych chętnych do przejęcia firmy. Maciej Kowalski nie chciał się pozbywać swego dziecka, lecz po kilku miesiącach pertraktacji dał się namówić kanadyjskiej spółce The Green Organic Dutchman. Umowa sprzedaży opiewała na 15,5 mln dolarów, połowa kwoty została wypłacona w gotówce, druga połowa w akcjach. Były właściciel HemPoland wciąż miał w niej zarządzać. Nie był jednak w stanie dogadać się z nowymi właścicielami. Został odwołany. W końcu i tak już był 33-letnim milionerem.

Ręce pełne roboty

Kombinat Konopny:
Kombinat Konopny:
Maciej Kowalski jako pierwszy w Polsce prywatny przedsiębiorca uzyskał zezwolenie na skup konopi włóknistych i ma kilkunastoletnie doświadczenie w pracy z konopiami. Podkreśla, że moc firmy to również zespół doświadczonych pracowników.
materiały prasowe

Na emeryturze za długo nie wysiedział. Po kilku miesiącach, w 2019 r., w KRS pojawiła się jego nowa spółka Kombinat Konopny, która zajmuje się uprawą konopi włóknistych. Dysponuje też autorskimi maszynami i technologiami do ich przetwórstwa, bo przez pierwsze dwa sezony rolnicze skupiała się głównie na badaniach.

– Uprawiałem konopie do eksperymentowania. Testowałem wszelkie pomysły, jakie przyszły mi do głowy. Szukałem nowych rozwiązań – mówi Maciej Kowalski.

Eksperymenty pochłonęły 4 mln zł. W zamian wypracował solidne know-how.

– Odkryłem sporo możliwości stworzenia fajnego produktu dla konsumenta, w przystępnej cenie – zapewnia szef Kombinatu.

Obliczył, że na przekucie idei w produkt przydałoby się jednak kolejnych parę milionów złotych. Wszedł w crowdfunding. O jego pomysłach zrobiło się głośno, a pieniądze napłynęły szerokim strumieniem – w listopadzie 2020 r. w czasie pierwszej kampanii na platformie Crowdway.pl w niespełna 40 minut padł nowy rekord polskiego crowdfundingu udziałowego. Na konto Kombinatu Konopnego wpłynęło 4,2 mln zł od kilkuset inwestorów.

Bogactwo kwasów omega-3:
Bogactwo kwasów omega-3:
Maciej Kowalski twierdzi, że konopie indyjskie można wykorzystać w wielu branżach. Podobnego zdania są badacze – np. niemieccy naukowcy z Federal Research Institute for Animal Health ogłosili, że kury na diecie konopnej znoszą większe i zdrowsze jaja.
materiały prasowe

– W ten sposób sprzedałem 17 proc. udziałów mojej firmy. Ale tym razem nie kapitałowi obcemu, tylko Polakom. Wybierając crowdfunding, chciałem zaangażować społeczność i dać Polakom zarobić na konopiach, żeby takich historii, jak moja, było więcej – podkreśla właściciel firmy.

Zebrane pieniądze pozwolą zwiększyć skalę upraw konopi włóknistych i uruchomić produkcję olejków CBD. Trafią do sprzedaży w czwartym kwartale 2021 r. Na razie Kombinat Konopny produkuje m.in. susz i pyłek konopny (stosowane m.in. w farmacji, perfumerii, do celów owadobójczych, grzybobójczych itp.), włókno konopne (do wypełniania paczek, rękodzieła, otulania roślin, jako podkład dla zwierząt domowych itd.) i suplementy diety (zioła na koncentrację i na dobry nastrój).

materiały prasowe

– Nasze produkty z CBD będą kilkakrotnie tańsze niż rynkowa oferta, bo mamy odpowiednie zaplecze technologiczne: sami uprawiamy konopie, sami je przetwarzamy i nie mamy pośredników do sprzedaży – opowiada Maciej Kowalski.

Drugą odnogą Kombinatu Konopnego mają być tekstylia.

– Pracujemy nad stworzeniem kotoniny konopnej o właściwościach bawełny bez jej negatywnych skutków środowiskowych. Pierwsze produkty tekstylne – materiały dla firm odzieżowych – będziemy w stanie wypuścić na rynek w drugiej połowie przyszłego roku – prognozuje przedsiębiorca.

Teraz firma inwestuje pieniądze z pierwszej emisji w nowe maszyny, hale, linie produkcyjne. Buduje zespół i rozwija sieć sprzedaży.

Niedawno Maciej Kowalski poinformował też rynek, że prawdopodobnie w 2022 r. wyemituje nowy pakiet akcji o wartości ponad 20 mln zł. Można się spodziewać, że ceny papierów będą co najmniej dwukrotnie wyższe niż podczas słynnej listopadowej emisji. Wprawdzie nie wyjawia jeszcze, na co zamierza wydać pozyskane pieniądze, ale jednocześnie puszcza oko… w stronę Giełdy Papierów Wartościowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane