Mistrzowie porcelany w pętli Möbiusa

opublikowano: 26-09-2019, 22:00

Wolność to trudniejsze wyzwanie niż bogactwo, prestiż, pozycja czy fejm — uważają Natalia Gruszecka i Jakub Kwarciński, właściciele studia Ende. Bo niezależność to ryzyko. A ryzyko to przypadek. Albo łut szczęścia.

Wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach żadna firma nie ma szansy przetrwać bez przemyślanej strategii, targetowania reklam, rynkowych analiz i kreacji produktów szytych na miarę. Tymczasem Natalia Gruszecka i Jakub Kwarciński — właściciele wrocławskiego studia Ende, projektującego i wytwarzającego wyroby z porcelany i szkła — przeczą prawom współczesnego biznesu i marketingu. Tworzą tylko to, co im się podoba, o kampaniach reklamowych w ogóle nie myślą i… narzekają na zbyt dużą liczbę zamówień. Zapytani o największy zawodowy sukces, bez namysłu odpowiadają: wolność w pomysłach, projektach i działaniu.

Pionierzy. Manufaktura Ende, założona w 2012 r. we Wrocławiu przez Natalię Gruszecką i Jakuba Kwarcińskiego, była pierwszą firmą, która wypalała porcelanę w małej pracowni, a nie w fabryce. Artyści sami mieszali masę i robili odlewy.
Wyświetl galerię [1/15]

Pionierzy. Manufaktura Ende, założona w 2012 r. we Wrocławiu przez Natalię Gruszecką i Jakuba Kwarcińskiego, była pierwszą firmą, która wypalała porcelanę w małej pracowni, a nie w fabryce. Artyści sami mieszali masę i robili odlewy. Fot. Tomasz walków, Magda Oczadały, Maria Wysota

Ich pierwsze projekty powstały kilkanaście lat temu, kiedy byli studentami wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych. Uczyli się na kierunku ceramiki i szkła, jedynym takim w Polsce. W tym czasie — a mówimy o pierwszej dekadzie nowego milenium — pracownie zajmujące się wyrobami z porcelany i szkła w ogóle nie prosperowały. Duet Ende praktycznie przecierał szlaki, dochodząc do każdego rozwiązania metodą prób, błędów i wyciągania wniosków. Dziś mają markę o mocno ugruntowanej pozycji. Ale plan był zupełnie inny.

Jakub Kwarciński, z urodzenia krakowiak, przyjechał do Wrocławia, by opanować sztukę tworzenia witraży. Zamierzał iść w ślady ojca, właściciela pracowni witraży. Pojawiła się jednak nowa fascynacja: dmuchanie szkła.

— Gdy rozpocząłem studia, na wrocławskiej ASP nie można było się nauczyć pracy z gorącym szkłem, gdyż uczelnia nie miała pieca hutniczego. Jeździłem więc na praktyki do zakładów, co jednak nie było takie proste, bo polskie huty, które zaczęły upadać w realiach wolnego rynku, przestały zawracać sobie głowę przyjmowaniem praktykantów. Udało mi się też wyjechać z programu Erasmus do Eskişehir w Turcji, jednego z największych uniwersytetów na świecie, który umożliwiał studentom praktyczną naukę dmuchania szkła — wspomina Jakub Kwarciński.

Jednocześnie, działając w kole naukowym, zaczął się starać o budowę pieca hutniczego we wrocławskiej ASP. Pieniądze popłynęły z unijnych funduszy.

— Wtedy nie znałem nikogo w Polsce, kto byłby w stanie udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania, więc w internecie, zwłaszcza na amerykańskich stronach, szukałem wskazówek i podpowiedzi, jak budować taki piec — wspomina Jakub Kwarciński.

Udało się. Dzięki piecowi, który wtedy wybudował na terenie uczelni, studenci mieli pierwszą styczność z gorącym szkłem.

— To jest właśnie podstawa pracy projektanta — znajomość właściwości materiału i projektowanie w zgodzie z jego naturą — wyjaśnia Natalia Gruszecka, która na tym samym wydziale i w tym samym czasie co Jakub Kwarciński studiowała ceramikę.

Lalka i pływaczka

Po trzecim roku nauki trafiła na praktyki do Fabryki Porcelany w Ćmielowie, gdzie po raz pierwszy mogła wypalać porcelanę.

— Od razu zachwyciłam się jej szlachetnością i możliwościami. Odtąd skupiam się tylko na tym materiale — podkreśla Natalia Gruszecka.

Po powrocie z praktyk zaczęła testować właściwości „białego złota”. Tak narodziły się jej pierwsze projekty: ośmiocentymetrowa figurka pływaczki i filiżanka z formy do odlewania główek lalek porcelanowych. Projektantka przyznaje, że nie były zbytnio przemyślane — to raczej efekty zabawy i luźnego eksperymentowania. Okazało się jednak, że oba produkty, gdy tylko pojawiły się w sprzedaży, przypadły klientom do gustu i wciąż się cieszą dużym zainteresowaniem — zwłaszcza filiżanka o twarzy lalki. Natalia Gruszecka uważa, że przez długi czas ten produkt pozwolił nie tylko utrzymać, lecz także rozwinąć firmę.

— To naczynie zwraca uwagę, budzi różne emocje, niektórych przeraża, innych zachwyca — mówi projektantka.

Ile sztuk udało się sprzedać? Nigdy nie liczyła, pewnie tysiące. Jeszcze na studiach razem z Jakubem Kwarcińskim, który jest jej partnerem życiowym, zaczęli sprzedawać swoje wyroby w internecie, od razu na całym świecie, gdyż w tym czasie nie było jeszcze polskich platform do sprzedaży rękodzieła. Uruchomiona natomiast została amerykańska platforma Etsy, na której przyszli właściciele Ende założyli swoje konto. Nie mieli wówczas pojęcia o sprzedaży internetowej.

— Założyciel i właściciel Etsy, Robert Kalin, zaczął nam udzielać wskazówek, jak ustawić na stronie naszą witrynę, bo coś w niej nie działało, a on chciał kupić od nas wazon — śmieje się projektantka.

Z czasem opanowali biznes online, ona projektowała, on zajmował się infrastrukturą techniczną. Wspólnie omawiali wszystkie wzory i pomysły.

— Zdecydowaliśmy, że duży potencjał tkwi w porcelanie i na tym materiale najpierw będziemy się skupiać — mówi Jakub Kwarciński.

Choć pracę ze szkłem odłożył na półkę, związał się z wrocławską ASP, gdzie pracuje jako hutnik i instruktor dmuchania szkła.

Bez targetów

Projektanci zaraz po ukończeniu studiów w 2012 r. otworzyli Ende.

— Byliśmy pierwszą manufakturą, która wypalała porcelanę w małej pracowni, a nie w fabryce. Pierwszy nasz „zakład” mieścił się w 20-metrowym pomieszczeniu na wrocławskim Nadodrzu, które dzieliliśmy wraz z dwiema koleżankami ze studiów. Jeden piec, jeden stół dla wszystkich. Własnymi rękami mieszaliśmy masę, robiliśmy odlewy, a Kuba sam stawiał piec — wspomina Natalia Gruszecka.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Od początku jednak duet Ende nie narzekał na brak zamówień.

— Jeszcze kiedy studiowaliśmy, klienci chcieli kupować więcej, niż mogliśmy wyprodukować. Tak jest dotychczas, mimo że urośliśmy, działamy w coraz większych pracowniach i zatrudniamy pracowników. Tak duża liczba zleceń stresuje, gdyż porcelana jest trudnym tworzywem, cienko odlewana w piecu często się deformuje albo w trakcie pokrywania złotem pojawiają się niedomalowania. Czasami aż 30-40 proc. wyrobów zostaje uznanych za tzw. drugi gatunek. A my chcemy sprzedawać porcelanę jak najlepszej jakości, stąd nasz stres, gdyż trudno w takiej sytuacji dotrzymać kroku zleceniom — twierdzą projektanci.

Gdy Ende się rozrosła, Jakub Kwarciński wrócił do pracy ze szkłem. Od roku w katalogu pracowni widnieją więc także szklane wyroby.

— Ich produkcję szczęśliwie można zamawiać w zakładach, czego się niestety nie da w przypadku porcelany — zaznacza projektant.

Inspiracje? Natalia Gruszecka przekonuje, że podstawą w projektowaniu przedmiotów codziennego użytku powinno być podejście od strony rzeźby, czyli formy. Ważny jest kształt, jego prezentacja z każdej strony oraz to, jak współgra z przestrzenią. Dopiero potem dochodzi użytkowość.

— Cały czas szukam balansu między formą, która powinna być łatwa i wygodna w użyciu, a przykuwającą wzrok rzeźbą — mówi współwłaścicielka Ende.

Przyznaje, że choć obserwuje kierunki rozwoju wzornictwa na świecie, nie sugeruje się żadnym dizajnem. Woli tworzyć coś zupełnie nowego, bez odpowiedzi na trendy czy nawet targetowanie produktu. Chodzi o świeży pomysł, który ma szansę wyznaczać zupełnie nowy kierunek.

— Kiedyś, tworząc masy do prototypów, wymieszaliśmy dwa kolory: niebieski i pud

rowy róż. Dwa lata później ogłoszono, że to najmodniejsze barwy w skali pantone. W ten sposób udało się nam wyprzedzić trendy. Nie inwestujemy ani nie planujemy marketingu. Nasze wyroby od początku same się broniły — twierdzi Jakub Kwarciński. Głównym źródłem promocji jest dla nich Instagram, a modelem sprzedaży — internet. Projekty Ende pojawiają się często na zdjęciach blogerów, influencerów i trendsetterów, a także klientów pracowni i oczywiście na stronie manufaktury.

Fokus na unikaty

Projektanci przyznają, że od początku kierowali się raczej intuicją niż wiedzą biznesową. Trafili jednak w dziesiątkę, oferując oryginalne, ręcznie robione i zdobione wyroby, gdy polski rynek porcelanowych manufaktur praktycznie jeszcze nie istniał. W portfelu ich internetowych zamówień przeważają zagraniczne, ich projekty trafiają głównie do USA, państw Bliskiego Wschodu i Europy Zachodniej.

Promocja i sprzedaż w globalnym internecie to jednak broń obosieczna, bo ryzyko skopiowania pomysłu jest bardzo duże.

— Owszem, znajdujemy w sieci wiele naszych kopii. Ale doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu tracić energii na walkę z wiatrakami, zwłaszcza gdy nasze podróbki pojawiają się na azjatyckich platformach. Skupiamy się więc na tym, by iść do przodu, tworzyć nowe projekty, wyprzedzać i inspirować rynek — zapewnia Natalia Gruszecka.

Jej zdaniem przy zamierającej polskiej produkcji przemysłowej w sektorze ceramiki i szkła polski rynek odradza się w formie małych pracowni.

— Z drugiej strony, nie ma sensu iść w kierunku, na którym poległy duże zakłady, gdyż wyścig na masową produkcję z Chinami jest skazany na porażkę. Widać natomiast zapotrzebowanie na małe pracownie wzornicze, jeśli tylko mają dobre pomysły i projekty — uważa artystka.

Największe sukcesy?

— Pełna niezależność w pracy nad projektami. Robimy to, co chcemy. Nie musimy się starać zwiększać sprzedaży czy przypodobać kupującym. Taka wolność to dla mnie największy sukces, bo przecież mogło się nie powieść, a jednak się udało — twierdzi Natalia Gruszecka.

Ulubione projekty? Jakub Kwarciński rozstawia na stole kubki z uchwytem w kształcie wstęgi Möbiusa. Są w różnych kolorach, mają różne rozmiary.

— Najbardziej lubię te większe, z których można się napić więcej kawy — śmieje się współwłaściciel Ende.

Natomiast jego partnerka przyznaje, że jest najbardziej emocjonalnie związana z najmłodszymi projektami. Do starszych z czasem zaczyna łapać dystans. Zapytani o plany, przyszłość firmy, jej strategię rozwoju, wzdychają.

— Owszem, możemy zwiększyć manufakturę, zatrudnić więcej osób, stworzyć korpo. Inną drogą jest utrzymanie dotychczasowej skali przy koncentracji na jakości i jeszcze większej unikatowości naszych wyrobów. Aktualnie to drugie rozwiązanie jest nam o wiele bliższe — sumuje Jakub Kwarciński.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Kaczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu