Rynek z optymizmem powitał nowe cele strategiczne i finansowe węgierskiego MOL. Choć jednocześnie wzrosła wycena Orlenu, obietnice Węgrów wysoko stawiają poprzeczkę zarządowi PKN. Obojętnie, kto nim będzie kierował.
MOL chce, by w 2010 r. wydobycie ropy wypracowywało 40 proc. zysku koncernu. Orlen jej nie wydobywa. Trudno też będzie to zmienić. Węgrzy już zapowiedzieli przejęcia m.in. złóż w Rosji. Ten kierunek, ze względów politycznych, wydaje się dla Orlenu niedostępny. Polityka może też sprawić, że Orlen nie do końca będzie panem swych marż (Węgrom polityka polskiego rządu nie zaszkodzi, bo sprzedali sieć Slovnaftu w naszym kraju). Może też odsunąć od sterów prezesa Igora Chalupca, dobrze postrzeganego przez rynek. W MOL rządzą zagraniczni inwestorzy, z ponad 60-procentowym udziałem w kapitale.
To Orlen, a nie MOL powinien być bardziej zdeterminowany do oszczędności. W 2004 r. na pracownika polskiej spółki przypadało 7,6 USD zysku EBITDA (operacyjnego powiększonego o amortyzację) przy 10,7 USD w MOL. Marża EBITDA Orlenu w tym okresie to 18,3 proc. przy 13 proc. u Węgrów. Nowe cele MOL oznaczają 285 mln USD oszczędności w 2010 r. Program Optima Orlenu przewiduje 600 mln zł do 2009 r.
Oszczędności i ekspansja, także w dziedzinie przesyłu gazu, mają przynieść MOL 3,5 mld USD zysku EBITDA za pięć lat. To dwukrotnie więcej niż rok temu. Orlenowi trudno będzie o taki wynik, choć przy przejęciach jest to możliwe. Koncern z Płocka chce być za to docelowo bardziej rentowny, odwrotnie niż obecnie. Węgrzy chcą stopniowo zmniejszać dystans między sobą a Orlenem pod względem dywidendy. Obecnie stopa dywidendy w polskiej spółce jest ponad czterokrotnie wyższa. W przyszłości MOL chce wypłacać akcjonariuszom 30 proc. zysku. Orlen w 2006 r. może powtórzyć 40-procentową wypłatę, chyba że przejmie litewskie Możejki.
Prezes PKN zapowiedział przedstawienie w styczniu zmodyfikowanej strategii z ambitniejszymi niż do tej pory celami finansowymi.