Można wejść do Unii bez tupania i nie na klęczkach

Kazimierz Krupa
15-06-2001, 00:00

Można wejść do Unii bez tupania i nie na klęczkach

Najbliższy weekend zapowiada się wyjątkowo pracowicie dla europejskich polityków — i tych z krajów unijnych, i tych z krajów aspirujących. Rada Europejska, czyli szefowie rządów (a w przypadku Francji i Finlandii — głowy państwa) krajów członkowskich UE, będzie zastanawiała się nad kolejnym przybliżeniem i bardziej precyzyjnym określeniem politycznych ram rozwoju tej instytucji. Dla Rady Europejskiej zastrzeżona jest również ostateczna decyzja w sprawie rozszerzenia Unii. Oczywiście nikt nie oczekuje tego typu decyzji na szczycie w Göteborgu, ale nie znaczy to, że nie należy uważnie wsłuchiwać się w doniesienia ze Szwecji.

Tym bardziej że w stawce krajów kandydujących coraz bardziej zostajemy w tyle za czołówką. Według słów Romano Prodiego, przewodniczącego Komisji Europejskiej, negocjacje z najlepiej przygotowanymi krajami kandydackimi zostaną zamknięte w końcu 2002 roku. Węgry, Cypr, Słowenia i Estonia, a być może i Czechy — mogą być niemal pewne znalezienia się w tej grupie. Polsce raczej się to nie uda.

Ale czy jest to powód do rozpaczy, czy negocjacje z Unią Europejską to swoisty wyścig? Raczej tak. Nie ukrywajmy, przynajmniej częściowo jest to wyścig po kasę. Ale... Zamknięcie negocjacji z liderami grupy krajów pretendujących do końca przyszłego roku nie oznacza automatycznego przyjęcia ich w poczet członków. Więcej, wydaje się to raczej niemożliwe w tym terminie. Nasze opóźnienie (6 obszarów do wynegocjowania), po przełożeniu na kalendarz i uwzględnieniu dotychczasowego tempa negocjacji — sięga 1 do 1,5 roku. Przy pewnej mobilizacji i zobowiązaniu ze strony partnerów z Niemiec, dla których wejście Polski do UE w pierwszej grupie ma kluczowe znaczenie, że nakłonią pozostałe państwa Piętnastki, by kraje kandydackie, które najwcześniej zamkną rozmowy, poczekały na Polskę nawet do roku — możliwe jest do odrobienia.

Negocjacje można prowadzić szybko lub wolno, ulegle bądź konfrontacyjnie. Najprościej można je zamknąć, godząc się na wszystko. Można też przyjąć twardą postawę konfrontacji i swoistego rewanżyzmu, wprowadzać „lustrzane restrykcje”. W tego typu negocjacjach mamy już niejakie doświadczenie, a ćwiczyliśmy to w sporze ze Stanami Zjednoczonymi. Kiedy Amerykanie odcięli nam dostawy kukurydzy (mówiło się, że Reagan morduje polskie kurczaki), my — w odwecie — wypowiedzieliśmy umowę kulturalną. Za karę więc, dla Amerykanów oczywiście, nasi naukowcy nie mogli wyjeżdżać na staże i stypendia do USA. Tak to, stosując niektóre metody, można narazić się na śmieszność.

Ważne natomiast, by negocjować konsekwentnie. Ani rozmowa na klęczkach, ani głośne tupanie niewiele tu zmienią. Klęska referendum w Irlandii, które miało zaakceptować nowy traktat przygotowujący Unię do poszerzenia, może paradoksalnie okazać się dla nas korzystna. Jest to bowiem sygnał dla unijnych dyplomatów, że pilne staje się precyzyjne skoordynowanie zegarków i kalendarzy, powtórzenie referendum w Irlandii i jego ratyfikowanie, zgodnie z wcześniejszymi planami, w pozostałych krajach.

Dla naszych negocjatorów jest również wyraźny sygnał, że proponowane rozwiązania muszą być możliwe do spełnienia, najlepiej zaakceptowane, albo przynajmniej znane społeczeństwu, muszą zawierać w sobie margines na ustępstwa i że nie wolno partnerów przyciskać do muru. No i dobrze by było, by wszyscy członkowie naszych delegacji mówili tym samym językiem i o tym samym. Ale to już negocjacyjny elementarz. A wtedy będziemy mogli spokojnie wsłuchiwać się w relacje nie tylko z Göteborga, ale i ze wszystkich rund negocjacyjnych.

Pod koniec stawki: W wyścigu do członkostwa w Unii, i związanymi z tym profitami, wyraźnie słabniemy. Wyprzedzają nas już te kraje, które negocjacje rozpoczęły znacznie później.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kazimierz Krupa

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Można wejść do Unii bez tupania i nie na klęczkach