Na farmie trolli za czynienie dobra nie wsadzają

opublikowano: 20-08-2019, 22:00

Perspektywa coraz bliższych wyborów naprawdę czyni cuda — tym zdaniem otwieram kolejny w ostatnich dniach komentarz, zapewne nie ostatni.

Poprzedni z 9 sierpnia odnosił się do wydania marszałkowi Markowi Kuchcińskiemu rozkazu złożenia dymisji przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego, niniejszy zaś dotyczy identycznej procedury na nieco niższym szczeblu — Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości, wykonał rozkaz Mateusza Morawieckiego. Premier wyprowadzony został z równowagi koincydencją terminową — akurat wtedy, gdy z parkingu przed PGE Narodowym rozsyłał we wtorek w kraj wyborczą watahę biało-czerwonych PiS-busów z hasłem „Dobry czas dla Polski”, w mediach rozlewała się fatalna wizerunkowo afera z dyskredytowaniem sędziów walczących z machiną tzw. dobrej zmiany o niezawisłość.

W strukturze Ministerstwa Sprawiedliwości wiceminister Łukasz Piebiak bezpośrednio nadzorował sądownictwo.
Zobacz więcej

W strukturze Ministerstwa Sprawiedliwości wiceminister Łukasz Piebiak bezpośrednio nadzorował sądownictwo. Michał Dyjuk

Opublikowane przez Onet.pl skany i szczegółowe zapisy z komunikatorów nie pozostawiają jakichkolwiek wątpliwości. Animatorem zorganizowanego hejtu wobec grupy szczególnie niewygodnych sędziów był Łukasz Piebiak, podsekretarz stanu od 2015 r., wcześniej sędzia, w 2017 r. usunięty ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia za sprzeniewierzenie się jego wartościom. Lista dawnych kolegów, przeciwko którym wyrzucony skierował uderzenie w mediach społecznościowych, dowodzi, że poza aspektem politycznym jego akcja miała znamiona niemal prywatnej rozgrywki. Gdy bezpośrednia wykonawczyni brudnego zlecenia zadeklarowała „Za rezultat nie ręczę, ale postaram się. Mam nadzieję, że mnie nie wsadzą” — mocodawca z góry ułaskawił ją słowami „Za czynienie dobra nie wsadzamy”.

Politycznie jeszcze ciekawszy jest zeskanowany tweet Łukasza Piebiaka z maja 2018 r. Jego radosne ćwierknięcie „Super. Właśnie przesyłam Szefowi, by i on się ucieszył” pochodziło z wymiany komplementów z twórcą niszczącego niepokornych sędziów programu w zasilanej budżetowymi miliardami TVP. Pytanie retoryczne — kimże jest ów pisany dużą literą Szef? Zbigniew Ziobro po wybuchu afery podwładnego, który od czterech lat był w resorcie jego prawą ręką, oczywiście umył ręce deklaracją „Minister z dezaprobatą przyjął okoliczności opisane w artykule i zażądał wyjaśnienia sprawy”. W tym kontekście trudno jednak nie przypomnieć innego potoku e-maili, który w 2007 r. — czyli za „pierwszego Ziobry” — wylewał się bezpośrednio ze służbowych komputerów Ministerstwa Sprawiedliwości. Biuro prasowe zostało zapędzone przez szefa do hurtowego wychwalania… Patrycji Koteckiej po jej awansie na wicedyrektora Agencji Informacji TVP. Minister i dziennikarka wtedy utrzymywali status dopiero mających się blisko ku sobie, obecnie są rodziną. Była to inna epoka, nie tzw. dobrej zmiany, lecz wyimaginowanej IV RP, zupełnie inny — w stosunku do współczesnej inicjatywy Piebiaka — był również zwrot wektora tamtej kampanii. Trudno jednak uniknąć wniosku, że Ministerstwo Sprawiedliwości pod ręką Zbigniewa Ziobry trzyma formę…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu