NA KARCIANYM RYNKU LICZĄ SIĘ CZTEREJ GRACZE

Grzegorz Zięba
opublikowano: 13-05-1999, 00:00

NA KARCIANYM RYNKU LICZĄ SIĘ CZTEREJ GRACZE

Niektórzy producenci kart uważają, że co roku nad Wisłą jest sprzedawanych dziewięć milionów talii

PREFEROWANI ZDECYDOWANI: Dzisiaj mamy ogromną różnorodność wzorów. Często jest to strasznie kłopotliwe, bo klienci nie mogą się przez wiele godzin zdecydować na daną talię — twierdzi Joanna Ratajczak ze sklepu Variete-Piatnik Centrum. fot. Borys Skrzyński

WIERNI WZOROM: W Polsce dobrze sprzedają się stare wzory kart. Klienci pytają nawet o takie, które były rozpowszechnione przed wojną — mówi Julian Klukowski, przedstawiciel firmy Piatnik na Polskę.

fot. Małgorzata Pstrągowska

Gra w karty jest nadal jedną z najpopularniejszych rozrywek. Krajowi amatorzy tekturowych kartoników są w stanie kupić nawet kilka milionów talii. Ile — dokładnie nie wiadomo. Producenci i eksporterzy oceniają, że od pięciu do dziewięciu milionów. Nie boją się przy tym importu z Chin.

— Gra w karty to nadal najtańsza forma spędzania wolnego czasu. Sprzedaż wzrasta w piątki i soboty, a także przed różnymi innymi świętami — mówi Julian Klukowski, przedstawiciel firmy Piatnik na Polskę.

— Obroty również rosną w okresie wakacji i ferii zimowych. Chociaż trzeba przyznać, że nie zauważamy na tym rynku tak dużej sezonowości, jak przy sprzedaży gier planszowych, które schodzą głównie w zimie — uważa Tadeusz Resztik z firmy Dertor, produkującej karty.

— Karty równie dobrze sprzedają się w czasie popularnych imienin. Ekskluzywne talie kupowane są coraz częściej na prezenty. Szczególnie, że niektóre z nich to prawdziwe dzieła sztuki — informuje Joanna Ratajczak ze sklepu Variete-Piatnik Centrum.

Niestraszne Chiny

Wszyscy gracze na karcianym rynku wskazują na olbrzymi zalew tanich talii z Dalekiego Wschodu, głównie z Chin. Twierdzą, że jest to bardzo marny produkt, choć w cenie nawet trzykrotnie niższej niż najtańsze polskie karty.

— Szacuję, że na rynku 60 proc. to talie z Chin. Ich ceny są bardzo dziwne. Czasem sprzedawane są za nie więcej niż jeden zł — twierdzi Stanisław Wiązowski z Krakowskich Zakładów Papierniczych Trefl Kraków.

Producenci i importerzy kart podejrzewają, że większość importu z Azji stanowi przemyt. Osiągnięcie tak niskich cen jest mało prawdopodobne przy normalnym eksporcie.

— Akcyza i koszty przewozu to prawie 50 proc. ceny produktu sprzedawanego tu w Polsce — uważa Julian Klukowski.

Mimo to nie widzą dużego zagrożenia dla swoich interesów. Producenci i importerzy uważają, że każdy znalazł sobie miejsce na rynku. Ich zdaniem, Chińczycy mogą zadowolić tylko wyjątkowo mało wymagającego gracza.

— Ile jest tego towaru na rynku, nie podejmuję się ocenić. Popyt na tę tandetę z każdym rokiem się zmniejsza. Ludzie już się przekonali, że lepiej kupić talię za pięć zł i grać nią przez cały sezon niż za trzy zł i zniszczyć ją w pierwszym rozdaniu — mówi Tadeusz Resztik.

Nikt nie wie, ile

Nikt nie jest w stanie również oszacować dokładnie liczby sprzedawanych talii. Jednak najskromniejsze szacunki różnych producentów wskazują na olbrzymi popyt na ten towar. Jedno z pism poświęconych branży papierniczej w 1996 roku oceniło sprzedaż na sześć milionów talii rocznie.

— Sześć milionów to chyba przesada. My sprzedajemy 700-800 tys. talii Piatnika rocznie. Muszę jednak przyznać, że nie śledzimy dokładnie rynku. Konkurencja praktycznie nas tutaj nie interesuje, bo wypełniamy około 90 proc. zapotrzebowania na ekskluzywne karty — dodaje Julian Klukowski.

— Oceniam, że co roku sprzedaje się u nas około dziewięciu milionów różnych talii. My sami sprzedajemy blisko 2,5 miliona samych kart do gry, nie licząc tych dla dzieci — twierdzi Stanisław Wiązowski.

— Przed 1989 rokiem sprzedawano w Polsce trzy miliony talii. Są to chyba ostatnie wiarygodne dane dotyczące tego rynku. Niewątpliwie od tego czasu rynek się rozwinął. Myślę, że wszystkich kart schodzi u nas nie więcej niż pięć, może sześć milionów talii — uważa Tadeusz Resztik.

Firmy, dzieci i tarot

Karty to nie tylko gra w brydża, pokera czy tysiąca. To także pasjanse i wróżenie. Do tych celów produkuje się specjalne rodzaje kartoników. Szczególnie coraz większą popularnością cieszą się karty do tarota. Dużą część tego rynku stanowią również karty dla dzieci. W tej dziedzinie nadal prym wiedzie Czarny Piotruś. Zupełnie nowym zjawiskiem jest wykorzystywanie kart w reklamie. Coraz więcej firm zamawia specjalne talie, które mają być wykorzystywane jako materiały promocyjne. Na koszulkach umieszcza się logo firmy, a nawet całe obrazki związane z promowaną branżą.

— Są na świecie firmy, produkujące karty, w których 50 proc. produkcji zajmują karty robione na zamówienie. Na Zachodzie to bardzo popularna forma reklamy — mówi Stanisław Wiązowski.

— Takie karty na specjalne zamówienie nie muszą być wcale droższe od produkowanych seryjnie. Przy produkcji powyżej 10 tysięcy talii koszty nie odbiegają bardzo od standardów — zauważa Julian Klukowski.

Czterech wspaniałych

Rynek kart w Polsce został podzielony praktycznie między cztery podmioty. Liczą się Krakowskie Zakłady Wyrobów Papierniczych Trefl Kraków, firma Dertor, austriacki Piatnik... i nielegalny eksport z Chin, o którym trudno coś konkretnego powiedzieć.

— Próbowało wejść na rynek kilku znanych producentów, ale nikomu się to nie udało oprócz Piatnika, który i tak istniał wcześniej dzięki Peweksom. Nowe firmy musiałyby wyłożyć duże pieniądze na reklamę, aby zmienić ten stan rzeczy — podsumowuje Julian Klukowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Zięba

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / NA KARCIANYM RYNKU LICZĄ SIĘ CZTEREJ GRACZE