Na południe od chmur

Karolina Guzińska
opublikowano: 10-11-2006, 00:00

Tu kryją się skarby — bajeczne krajobrazy, malownicze miasteczka, archaiczne wioski. Warto się pospieszyć, nim przetną je autostrady.

Yunnan, czyli chmurne południe, a bardziej poetycko — na południe od chmur. Wielu nazywa tę prowincję także drogą ku Szangri-La.

— Ponad 50 lat temu Anglik James Hilton w powieści „Zagubiony horyzont” opisał Szangri-La jako krainę niezwykłych ludzi żyjących u stóp okrytych śniegiem gór. Mimo różnic narodowościowych, kulturowych i religijnych pozostawali w harmonii ze sobą i otaczającą ich przyrodą. Tworzyli społeczność doskonałą — opowiada Anna Stępień, koordynator CYTS, chińskiej firmy turystycznej w Polsce.

Po latach poszukiwań tajemniczą krainę Jamesa Hiltona odnaleziono na północno-zachodnim skraju Yunnanu.

Damska dominacja

Prowincję zamieszkuje 22 z 55 mniejszości etnicznych Chin. Fascynuje zwłaszcza lud Naxi, kultywujący tradycje niezmienne od stuleci. Ich siedziba — miasteczko Lijiang u podnóża Himalajów, ze starówką wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO — to perła Yunnanu.

— W przeciwieństwie do patriarchalnych od zarania dziejów Chińczyków, Naxi uznają matriarchat. Męska część polskich turystów rozrzewnia się, gdy słyszy, że u Naxi tylko kobiety pracują, by utrzymać rodzinę. A mężczyźni? Oddają się ulubionym zajęciom — całymi dniami muzykują, piją herbatkę z kolegami, grają w lokalne gry. Odpoczywają — wspomina Anna Stępień.

U jednej z podgrup ludu Naxi — Mosuo znad jeziora Lugu — kobiety zdominowały mężczyzn całkowicie: nie zawierały małżeństw, mieszkały osobno, miały prawo do luźnych związków, a dzieci należały tylko do matki i jej rodziny.

— Dongba — tysiącletnia religia Naxi — to przedmiot badań uniwersyteckich na całym świecie. U jej źródeł leży przekonanie o jedności człowieka z naturą. Na czele społeczności Naxi stoi „kapłan”, zwany także Dongba, czyli „mądrą osobą”. Dba, by nie zaginęła tradycja, zwyczaje, religia, sztuka, pismo i historia ludu Naxi. Przygotowuje swego syna do pełnienia tej funkcji w przyszłości, a w razie jego braku wybiera młodego mężczyznę, któremu przekazuje swą wiedzę. Dlatego kultura Dongba wciąż żyje — przekonuje Anna Stępień.

Naxi przez wieki dokumentowali swą przeszłość, tworząc ponad 20 tys. dzieł zapisanych piktogramami. Starodawne księgi — „sakralne teksty Dongba” — spotyka się w muzeach Chin, USA i Europy.

— Lud Naxi, jedyny na świecie, nadal posługuje się pismem rysunkowym. Ten ewenement to zasługa Dongby. Bez tej postaci nie przetrwałaby także etniczna muzyka Naxi. Można jej posłuchać codziennie wieczorem w Lijiang — męska orkiestra daje koncerty na dawnych instrumentach. Prawdziwa uczta dla ucha — uważa Anna Stępień.

Lijiang nie zawsze było głównym miastem — Baisha, stolica byłego królestwa Naxi, to dziś mała wioska u stóp górskiego masywu. Kamienne domki, wąskie uliczki, pracujące kobiety, leniuchujący mężczyźni — sceneria niezmienna od wieków. Spokojna mieścina przyciąga gości Kliniką Ziołoleczniczą doktora Ho. Starszy pan, absolwent farmacji na Uniwersytecie w Nankinie, od niepamiętnych czasów komponuje mieszanki z ziół, które sam zbiera na stokach gór.

— Kolekcjonuje też wycinki prasowe na swój temat. Pochodzą ze wszystkich stron — także z Polski. Największe wrażenie wywiera dokumentacja medyczna z różnych krajów, świadcząca, że jego mieszanki skutecznie leczą białaczkę. W czasie wizyty można porozmawiać z doktorem Ho przy filiżance „herbatki zdrowia” i posłuchać jego historii. Albo skorzystać z porady medycznej, zaopatrując się w zioła przygotowane przez doktora — zachęca Anna Stępień.

Wieczna wiosna

Przygoda z Yunnanem zaczyna się zazwyczaj od zwiedzania stolicy prowincji — Kunming: Miasta Wiecznej Wiosny. Ten przydomek pochodzi od kwitnących tu obficie azalii, kamelii i magnolii. Jak większość chińskich miast, także i to zmienia się w oszałamiającym tempie.

— Uzależniłem się od grillowanych bakłażanów i kurczaków z muzułmańskich knajpek w Kunmingu. Ale Chińczycy nie mają sentymentów — stare musi zniknąć jako niepotrzebne. Buldożery połykają zabytkowe budynki, giną połacie starówki. Dzielnica muzułmańska, gdzie uwielbiałem się stołować, pewnie już nie istnieje — zastanawia się Bart Pogoda, fotograf i podróżnik.

Kunming to duży ośrodek uniwersytecki. Co wieczór tysiące młodych ludzi bawi się tu do upadłego. Turyści ciągną raczej ku innym atrakcjom: do Świątyni Bambusowej i kompleksu świątynnego na Wzgórzach Zachodnich.

— Buddyjska Świątynia Bambusowa słynie z rzeźb 500 arhatów („świętych”), którym udało się osiągnąć nirwanę. To przykład perfekcji artystycznej końca XIX w. Naturalnej wielkości posągi różnią się między sobą tak jak ludzie w ulicznym tłumie — nie ma dwóch jednakowych postaci, inne są szaty, rysy twarzy, emanujące z nich nastroje. Fotograficzna dokładność figur różnicuje nawet stan posiadania. Widać bogactwo i przepych, ubóstwo i biedę. Ta precyzja i realizm robią kolosalne wrażenie — zapewnia Anna Stępień.

Na zboczach Wzgórz Zachodnich wyrzeźbiono Bramę Smoka — kompleks grot i naskalnych świątyń taoistycznych. W jaki sposób mnich artysta i jego uczniowie przeprowadzili prace na urwisku — na zawsze pozostanie tajemnicą.

— Wędrówka po wykutych w skale schodach, odkrywanie kolejnych grot i wspaniała panorama jeziora Dian długo pozostają w pamięci — twierdzi Anna Stępień.

Jakieś 130 km od Kunmingu rozciąga się park krajobrazowy Kamienny Las, 200 km kw. usianych ostrymi formacjami krasowymi do złudzenia przypominającymi drzewa. Tę niezwykłą rzeźbę terenu stworzyła natura.

— Labirynt ścieżek i korytarzy wiedzie między kilkudziesięciometrowymi pinaklami — pionowymi, wapiennymi skamielinami. Powstały w wyniku erozji, lecz okoliczna ludność — mniejszość narodowa Sani — wierzy, że to słynni „Nieśmiertelni” roztrzaskali na kawałki jedną z gór, by zakochani mieli gdzie skrywać się przed światem — opowiada Anna Stępień.

Motyle źródła

Z Kamiennego Lasu rusza się na zachód, w kierunku Dali — miasta o wspaniałej architekturze i swobodnej atmosferze, położonego między jeziorem Er-haj a łańcuchem górskim. Po drodze zobaczy się, w jak niesamowitym tempie powstają w Chinach szosy.

— Setki mężczyzn i kobiet budują pasy autostrady. Za parę miesięcy będzie gotowa, bo pracują non stop. Za marne wynagrodzenie — 20-30 dolarów miesięcznie — wznoszą potęgę gospodarczą Chin Ludowych. W końcu wjeżdżamy w góry. Droga wije się ku nieboskłonie, dziurawy asfalt topi się w słońcu. Zatrzymujemy się w wioskach, w których nigdy nie widziano obcokrajowców. Zderzenie kulturowe ogromne. Pierwsza przeszkoda to język. Przydaje się rysunkowy słownik ze zdjęciami bądź z rysunkami przedmiotów — wspomina Bart Pogoda.

Dali, zamieszkane głównie przez lud Bai, to dawna stolica królestw Nanzhao i Dali. Pobyt tu przenosi w czasie, pozwala poczuć klimat sprzed wieków.

— Stare Miasto to kilkusetletni skarb architektury. Spacerując wąskimi, brukowanymi uliczkami, zapomina się o pośpiechu dnia codziennego. Wędrówka wśród małych, drewnianych domków niesie niezwykłe odkrycia, bo jak się nie zdziwić, gdy zza zaułka wyłania się malutki zabytkowy kościół katolicki? — pyta Anna Stępień.

Symbol Dali to widniejące na wielu pocztówkach monumentalne trzy pagody z IX w. Stoją na tle gór Cangshan, odbijając się w wodzie. Wzniesione z wydobywanego w okolicy białego marmuru, przetrwały — jako jedyne z kompleksu świątynnego — kolejne trzęsienia ziemi.

— Amatorzy ciszy, spokoju i sielskich obrazków wybierają przejażdżkę łodzią po jeziorze Er-haj — drugim co do wielkości jeziorze Yunnanu. Postój na wyspie Putuo czy pobyt w malowniczej wiosce rybackiej to gratka dla miłośników klimatu dawnych Chin. Życie toczy się tu swoim rytmem. Kobiety farbują tkaniny barwnikiem indygo, sporządzając typowy dla okolic Dali batik, a mężczyźni łowią ryby i uprawiają pola — opisuje Anna Stępień.

Romantyków kusi wycieczka do opromienionych legendą Motylich Źródeł. Tam uciekła para młodych kochanków, którym rodziny nie zezwoliły na związek. Nie wyobrażając sobie życia bez siebie, postanowili połączyć się węzłem śmierci, skacząc w otchłań wody. Nie utonęli — wznieśli się w powietrze jako motyle, ciesząc się wolnością.

— Ta legenda stała się motywem przewodnim znanego w Chinach utworu muzycznego „Butterfly lovers” — przypomina Anna Stępień.

Nefrytowy Smok

Najpełniej atmosferą dawnych Chin oddycha się w Lijiang. Wąskie uliczki, poprzecinane kamiennymi i drewnianymi mostkami spinającymi szemrzące strumyki, stylowe domki o architekturze takiej, jak w czasach dynastii Ming. Najprzyjemniej spacerować tędy rankiem lub wieczorem. W dzień tłumy zwiedzających, przyciągniętych sławą miasteczka, zmieniają jego oblicze.

— Lijiang jest pełne turystów przechadzających się po uroczych uliczkach i pstrykających zdjęcia nowiutkimi cyfrówkami. Tłumy azjatyckie i zachodnie — ze swoimi flagami i parasolami — spacerują labiryntami starego miasta, przystając tu i ówdzie, by z uwagą wsłuchać się w wyjaśnienia przewodnika. Oni dostarczają tu kasę, śpiąc w co najmniej trzygwiazdkowych hotelach — tłumaczy Bart Pogoda.

Na głównym rynku miasteczka spotykają się codziennie po lunchu kobiety Naxi. Przy dźwiękach płynących z magnetofonu tańczą swój narodowy taniec.

— Warto dołączyć do kółka, naśladując powtarzający się układ kroków. I nie zrażać się, gdy okaże się zbyt trudny — tańczący zaakceptują to z uśmiechem i sympatią — zapewnia Anna Stępień.

Okolice Lijiangu usiane są miejscami, które warto zobaczyć, np. Śnieżną Górę Nefrytowego Smoka. To przedsionek Himalajów, pasmo długości 35 km z 13 wierzchołkami układającymi się w kształt smoka leżącego między warstwą śniegu a chmurami.

— Najwyższy szczyt pasma — 5596 m — nie został zdobyty. To wyzwanie dla alpinistów. Na jego zboczach miliony lat temu uformował się lodowiec, jedyny w Chinach poza najwyższymi górami — opowiada Anna Stępień.

Masyw Śnieżnej Góry Nefrytowego Smoka to święta góra ludu Naxi. Według legendy mieszka tu Sanduo, bóg gór. Gdy Naxi walczyli z wrogiem, zawsze pojawiał się, by ich wspomagać i chronić.

— Przybywał na białym koniu, w białej zbroi i w hełmie, dzierżąc broń w kolorze białym. Nawet twarz miał białą jak śnieg. Od zarania dziejów żołnierze Naxi oddawali mu cześć przed walką. Pierwszą świątynię w rejonie Lijiangu, wzniesioną w VIII w. w Baisha, poświęcono Sanduo. Jego legendarne urodziny — ósmego dnia drugiego miesiąca księżycowego — to etniczne święto ludności Naxi — wyjaśnia Anna Stępień.

Na stoku Śnieżnej Góry Nefrytowego Smoka wybudowano bijącą rekord wysokości kolejkę linową — startuje z 3356 m n.p.m. i wwozi pasażerów na 4506 m n.p.m.

— To wysokogórska wyprawa. Każdy chętny zaopatruje się w pojemnik z tlenem, często niezbędny na takiej wysokości — dodaje Anna Stępień.

Choć Śnieżna Góra Nefrytowego Smoka dominuje nad okolicą, najpiękniejsza panorama roztacza się z parku nad Stawem Czarnego Smoka — krystalicznie czystym, zasilanymi wodami ze źródeł bijących u podnóża Czarnej Góry.

Przedsmak Tybetu

Śnieżna Góra Nefrytowego Smoka to miejsce ważne także dla Tybetańczyków z Yunnanu. Bo do jej stóp tuli się lamaistyczny klasztor Yufeng. W obrębie tej świątyni rośnie ponad 500-letnie drzewo kameliowe, zwane Drzewem Dziesięciu Tysięcy Kwiatów. To cud przyrody, kwitnie kilka razy w roku. Za każdym razem wydaje około tysiąca dorodnych kwiatów (17 cm średnicy). Drzewo, zasadzone w połowie XV w., przetrwało wiele groźnych chwil — przede wszystkim rewolucję kulturalną.

— Klasztor zamknięto, lecz jeden z mnichów z narażeniem życia zakradał się, by je podlewać — tłumaczy Anna Stępień.

Mniejszość tybetańska w Yunnanie ma swój okręg autonomiczny — Deqen ze stolicą w Zhongdian. To przedsionek Tybetu ze swym wyrazistym krajobrazem — wysokogórskimi jeziorami, rezerwatami przyrody, ostrymi, ośnieżonymi szczytami. Na łąkach pasą się jaki, wszechobecne są młynki modlitewne, chorągiewki i klasztory, osnute wonnym dymem kadzideł.

— Dla mnie wędrówka przez Yunnan to jak wizyta w galerii obrazów najlepszych mistrzów. Takiej różnorodności i skarbów nie spotka się chyba nigdzie. Odnajduję tu miejsca wręcz mistyczne. Może dlatego Yunnan jest tak pociągający? Wszak wszystkie jego drogi wiodą ku baśniowej krainie Szangri-La — zastanawia się Anna Stępień.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy