PB Po Godzinach
Partnerem cyklu EKO jest logo Provident

Na stomatologię wydajemy dużo, czyli mało

opublikowano: 20-08-2021, 06:00

O polskich wydatkach na stomatologię na tle Europy i postępującej konsolidacji rynku mówi Joanna Szyman z Upper Finance Med Consulting

W Polsce prawie 40 proc. prywatnych wydatków na opiekę medyczną jest ponoszonych na stomatologię. Dlaczego tak jest i czy w Europie to standard, czy tylko u nas w takiej skali płaci się za leczenie zębów z własnej kieszeni?

40 proc. dotyczy wszystkich wydatków na opiekę medyczną. W ramach samej stomatologii udział wydatków prywatnych przekracza 80 proc. W innych krajach europejskich wydatki prywatne też są znaczne, choć niewiele jest krajów, które mają tę strukturę tak daleko przechyloną w jedną stronę. Więcej niż Polacy z własnej kieszeni wydają tylko Hiszpanie, bo jest to prawie 100 proc. Są natomiast kraje, np. Francja i Słowenia, gdzie wydatki prywatne to dwadzieścia kilka procent. Większość krajów ma zrównoważoną strukturę. Ten wysoki poziom w Polsce jest związany z niskimi nakładami na świadczenia w ramach systemu publicznego. To kwota poniżej 2 mld zł, co stanowi około 2 proc. budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. To mniej niż średnia europejska, bo w innych krajach to około 5 proc. budżetu. To sprawia, że niewiele klinik stomatologicznych chce podejmować współpracę z NFZ lub ją kontynuować. Liczba tych umów z roku na rok się zmniejsza, co wynika z niskiej wyceny świadczeń w ramach stomatologii.

Czyli u nas państwo daje mało na stomatologię, a my się do tego przyzwyczailiśmy?

Tak, ale obiektywnie trzeba też powiedzieć, że na tle Europy – choć strukturalnie wydatki prywatne mają duży udział – to nominalnie, per capita, nie wydajemy dużo na stomatologię. Przed pandemią to była kwota 32 EUR na osobę, tymczasem w Niemczech to 10 razy więcej, bo niemal 330 EUR, a np. w Hiszpanii czy Włoszech 160-170 EUR na osobę. To znajduje oczywiście odbicie w kondycji zdrowotnej Polaków. Nasza populacja w 90 proc. jest dotknięta próchnicą. Jedynie 13 proc. dzieci powyżej 6 roku życia ma zdrowe zęby. Tylko 40 proc. osób powyżej 35 roku życia ma wszystkie swoje zęby. To jest oczywiście pole do działania i rozwoju usług tak w segmencie prywatnym, jak i publicznym.

Jakiej dynamiki wzrostu można oczekiwać po rynku stomatologicznym w Polsce po pandemicznym spadku?

Odbicie było już widoczne w drugiej połowie 2020 r., ale rynek ucierpiał bardzo mocno. Szacujemy, że w ubiegłym roku segment wydatków fee for service, czyli z własnej kieszeni, spadł o około 30 proc. W pierwszym okresie pandemii na miesiąc-dwa duża część klinik się zamknęła. W tym roku widać wyraźne odbicie i wracamy do poziomu sprzed pandemii. W najbliższych trzech latach spodziewamy się utrzymania dwucyfrowej dynamiki wzrostu, a wartość rynku powinna sięgnąć 14-15 mld zł.

Jak wygląda układ sił na polskim rynku stomatologicznym? Mamy duże sieci medyczne, inwestujące w ten segment, ale ich udział chyba nie jest duży...

Procesy konsolidacji na polskim rynku zaczęły się 5-6 lat temu. Koncentracja nie jest tak duża jak w Hiszpanii czy Finlandii, gdzie sieci mają po 20-25 proc. rynku. Proces ten jednak przyspiesza. Każdy z dużych graczy, takich jak Lux Med i Medicover, ma w portfelu ponad 200 foteli. To już znaczny potencjał, ale biorąc pod uwagę cały wolumen klinik i gabinetów, to wciąż poniżej 5 proc. Mamy więc przed sobą lata konsolidacji, ale na pewno nie jest tak, że wszystkie kliniki są w obszarze zainteresowania największych inwestorów. Interesują ich kliniki o konkretnym profilu – na dużych rynkach, ze znacznym, co najmniej 50-procentowym udziałem świadczeń specjalistycznych, takich jak protetyka, implantologia i ortodoncja, z co najmniej kilkoma specjalistami w jednym miejscu i diagnostyką obrazową w pełnym zakresie. Takich klinik nie ma aż tak dużo i jeśli nie ma ich na konkretnym terenie, sieci decydują się na otwieranie własnych placówek.

Czy spodziewa się pani wejścia nowego, silnego gracza na ten rynek?

W Europie Zachodniej w procesy konsolidacji zaangażowane są głównie fundusze inwestycyjne. W Polsce to raczej gracze branżowi, ale wynika to też z tego, że Bupa, czyli właściciel Lux Medu, jest też zaangażowana w konsolidację na innych rynkach. W Polsce nie można wykluczyć pojawienia się kolejnego gracza. Mamy zresztą np. Enel-Med, który ma około 90 foteli, co już jest sporym potencjałem, i może się rozwijać. Nowym graczem jest fundusz Tar Heel, który zamknął pomyślnie kilka transakcji i ma już ponad 30 foteli. Na pewno rynek nie ograniczy się do dwóch głównych graczy, bo jest bardzo chłonny i konkurencja na pewno będzie się pojawiała.

Rozmawiał Marcel Zatoński

Podcast Puls Biznesu do słuchania co piątek od rana w twojej aplikacji podcastowej oraz na pb.pl/dosluchania

w tym tygodniu: O pieniądzach tkwiących w zębach

goście: Joanna Szyman – Upper Finance Med Consulting, Łukasz Sowa – Exactus, Daniel Petryczkiewicz – Lux Med, Andrzej Różycki – Tar Heel Capital, Radosław Latała - lekarz dentysta

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane