Nad poziomy wylatuj

opublikowano: 30-05-2019, 22:00

Gdy zaczniesz uprawiać lotnictwo, to znaczy, że masz szczęście, ale żadnego doświadczenia. Sztuką jest zdobyć doświadczenie, zanim szczęście się skończy.

Pisząc w 1820 r. „Odę do młodości”, Adam Mickiewicz dla wzmocnienia wezwania do rewolucyjnych przemian użył odniesień powietrznych. To nie tylko zapożyczona do tytułu tego tekstu fraza „nad poziomy wylatuj”, lecz także „dodaj mi skrzydła” oraz „tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga”. Dwa wieki temu lotnictwo było jednak marzeniem, wszak Otto Lilienthal wzbił się szybowcem dopiero w 1891 r., zaś bracia Orville i Wilbur Wright pierwszy 12-sekundowy skok samolotem silnikowym wykonali w 1903 r. Nasz narodowy wieszcz całkiem realnie mógł natomiast wylatywać nad poziomy balonem, wszak jego wynalazca Bartholomeo Lourenćo de Gusmăo uniósł się nad ziemię już w 1709 r.

Wyświetl galerię [1/9]

Fot. Aeroklub Polski

Zaczęło się sto lat temu w Poznaniu

Na liście instytucji, organizacji i firm powstających w pierwszych miesiącach po odzyskaniu przez Rzeczpospolitą Polską niepodległości, czyli obchodzących w 2019 r. setne urodziny, znajduje się także Aeroklub Polski (AP). Polskie lotnictwo sportowe od wieku pozostaje trwałym elementem historii i kultury narodowej. Działalność społecznej organizacji była i jest nierozerwalnie spleciona z rozwojem polskiego lotnictwa wojskowego, a także cywilnego — pasażerskiego i towarowego. Zatem AP jak najbardziej pasuje do przypomnienia w naszym cyklu „Było, nie minęło”. Rozbudzający ludzką wyobraźnię wynalazek braci Wright upowszechniał się na świecie w błyskawicznym tempie. Naturalnie również w trzech zaborach na ziemiach polskich.

Do wybuchu pierwszej wojny światowej aż 140 Polaków zbudowało własne aparaty fruwające. Obcy władcy jednak dobrze orientowali się w wielkim znaczeniu militarnym lotnictwa, dlatego polskie inicjatywy były ściśle reglamentowane. Pierwsza wojna światowa w latach 1914-18 spowodowała skok technologiczny lotnictwa, które stało się bardzo użytecznym i groźnym środkiem walki. W związku z tym także w niepodległej Polsce naturalnym jego początkiem stały się formacje wojskowe. Zdobyczny sprzęt pochodził z arsenałów państw zaborczych, w polskich barwach latały maszyny produkcji niemieckiej, austriackiej, rosyjskiej, francuskiej, angielskiej. Wartość bojową, nie tylko zwiadowczą, lotnicze eskadry potwierdziły w lecie 1920 r. podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Z jeszcze większymi trudnościami, przede wszystkim sprzętowymi, rozwijała się równoległa do wojskowej ścieżka lotnictwa cywilnego. Na początku była to dziedzina skupiająca tylko entuzjastów, komercyjne wykorzystywanie aeroplanów dla przewozów ludzi i towarów zaistniało dopiero po kilku latach. Pierwszą sformalizowaną organizacją lotników sportowych stał się Aeroklub Polski założony w Poznaniu 30 października 1919 r. — właśnie ten dzień uznawany jest oficjalnie za urodziny. Poznański AP w kwietniu 1920 r. został członkiem Międzynarodowej Federacji Lotniczej (FAI — Fédération Aéronautique Internationale). W czerwcu 1920 r. — czyli podczas nadciągającej ofensywy bolszewickiej — powstał pod identyczną nazwą AP w Warszawie. Proces zjednoczeniowy trwał kilka miesięcy i 18 stycznia 1921 r. powołano jednolity Aeroklub Rzeczypospolitej Polskiej (ARP).

Samoloty, szybowce, balony, modele

W międzywojennej Polsce był czołowym stowarzyszeniem, chociaż działało także kilka innych zwróconych ku niebu — najważniejszą była utworzona w 1928 r. Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. ARP prowadził szkolenia oraz organizował zawody i pokazy w kilku specjalnościach — samolotowe, szybowcowe, balonowe, modelarskie. Nawiązano liczne kontakty zagraniczne, których efektem były sukcesy międzynarodowe. W 1926 r. porucznik Bolesław Orliński wykonał samolotem Bréguet 19 kilkuetapowy miesięczny przelot z Warszawy do Tokio i z powrotem. W 1932 r. Polska przygotowała specjalne maszyny RWD 6 na Challenge Internationale des Avions de Tourisme. Świetne zwycięstwo odnieśli porucznik Franciszek Żwirko z konstruktorem Stanisławem Wigurą, wygraliśmy również zespołowo, pokonując niemieckie firmy Messerschmitt i Heinkel. Niestety, dwa tygodnie po triumfie obaj bohaterowie zginęli w katastrofie, gdy z ich samolotu... urwało się skrzydło.

Żwirki i Wigury społeczeństwo nie mogło odżałować, jednak niedługo po ich śmierci wbiło się w dumę atlantyckim wyczynem kapitana Stanisława Skarżyńskiego z 1933 r. Polskie zakłady zbudowały dla niego specjalną wersję samolotu RWD 5 bis, która w skrzydłach i na miejscu pasażera miała dodatkowe zbiorniki z paliwem. Zrezygnowano z okien i drzwi w tylnej części, by nie obciążać maszyny, pilot zrezygnował nawet z radia i sekstansu, ufając jedynie busoli. Notabene ubrał się na strasznie ryzykowny rejs nie w kombinezon, lecz garnitur. Wystartował z Senegalu i po trwającym 20,5 godziny nocnym locie nad Atlantykiem wylądował w Brazylii. Ustanowił rekord świata w przelocie małych samolotów turystycznych o masie do 450 kg. Nawet po 86 latach okoliczności tamtego wyczynu brzmią nieprawdopodobnie. Współcześnie porównywalnym sukcesem może mógłby być lot… w kosmos, ale polską rakietą. Prężnie rozwijało się również szybownictwo.

Powstało kilka ośrodków górskich, wykorzystujących wiatry sprzyjające wznoszeniu żaglowemu. W Bezmiechowej w Bieszczadach założona została szkoła Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej, przeznaczającej znaczne fundusze na budowę szybowców i szkolenie. Od 1936 r. głównym polskim ośrodkiem stała się jednak szkoła aeroklubowa na górze Żar w Beskidzie Małym. Zbudowano m.in. wyciąg linowy dla transportu szybowców od podnóża na szczyt. W czasie wojny infrastruktura została zniszczona, ale po 1945 r. szkołę reaktywowano. Zajęli się tym harcerze, potem przynależność szkoły wielokrotnie zmieniano, jednak Górska Szkoła Szybowcowa Żar do dzisiaj utrzymała status macierzy. Jubileusz Aeroklubu Polskiego nie może pominąć także dorobku baloniarzy. W 1933 r. w Chicago prestiżowy puchar w organizowanych od 1906 r. zawodach imienia Jamesa Gordona Bennetta zdobyli Franciszek Hynek i Zbigniew Burzyński, którzy balonem Tadeusz Kościuszko w 39 godzin przelecieli 1361 km. Dzięki temu sukcesowi w 1934 r. zawody odbywały się w Polsce i znowu zostały wygrane, trzecie w 1935 r. także — dzięki czemu najbardziej prestiżowe na świecie trofeum balonowe zostało u nas na własność. W 1938 r. polscy piloci wygrali wyścig o nowy puchar Gordona Bennetta, mieliśmy zatem organizować kolejne zawody w 1939 r. — ale wybuchła wojna.

Wielu pilotów wyszkolonych w aeroklubach regionalnych — taką strukturę miał ARP — zasiliło nie tylko lotnictwo komunikacyjne, lecz także wojskowe szkoły lotnicze. W czasie wojny piloci z rodowodem sportowym walczyli na wszystkich jej frontach, odnosząc wiele zwycięstw i ponosząc wiele ofiar.

Socjalistyczny rozwój, ale i ograniczenia

Od 1945 r. polskie lotnictwo sportowe zaczęło dźwigać się ze zniszczeń wojennych. Priorytet rzecz jasna miały sektor wojskowy i linie komunikacyjne, ale z roku na rok zwiększała się liczba aeroklubów regionalnych, powstały nowe szkoły i ośrodki treningowe, rozpoczął się masowy napływ młodzieży. Podobnie jak w wielu innych dziedzinach gospodarki i życia publicznego — nowym władcom nie podobała się ciągłość przedwojennych struktur. Środowisko lotnicze w 1945 r. reaktywowało Aeroklub RP, jednak komuniści forsowali nową Ligę Lotniczą. Szkolenie młodzieży przejęła w 1948 r. Służba Polsce, czyli powszechna organizacja pod przewodem Związku Młodzieży Polskiej. ARP istniał (wszak nazwa państwa brzmiała Rzeczpospolita Polska), ale był marginalizowany. Od 1954 r. dopasował się do nowej nazwy państwa i stał się Aeroklubem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Po październikowej odwilży politycznej z 1956 r. jego formuła została przekształcona w samodzielną organizację lotnictwa sportowego.

Aż do upadku PRL istniał w działalności aeroklubu pewien dualizm — z jednej strony, dynamiczny rozwój i wielkie sukcesy sportowe, z drugiej — ustrojowe więzy. W stosunku do okresu przedwojennego naturalnie rozbudowało się portfolio specjalności — doszły śmigłowce, spadochroniarstwo, równie efektowne, co ryzykowne akrobacje. W klasyfikacji światowej Polska największą potęgą stała się w szybownictwie. Od 1952 r. sercem tej dyscypliny jest Leszno położone między Poznaniem i Wrocławiem. Okazało się, że w tamtej okolicy występują dobre warunki termiczne, umożliwiające łapanie tzw. przewyższenia przez szybowiec uwalniany z holu po starcie za samolotem. Po wielu przekształceniach ośrodka w Lesznie współcześnie działa tam Centralna Szkoła Szybowcowa.

W dziejach AP okresem zapisanym szczególnie negatywnie był stan wojenny i późniejsze lata aż do upadku PRL. Drogą powietrzną było po prostu najłatwiej uciec, i to na sprzęcie własnym, bez uprowadzania maszyn Lotu. Dlatego zaraz po 13 grudnia 1981 r. cała substancja aeroklubowa została zmilitaryzowana, zaś organy bezpieczeństwa przystąpiły do politycznej weryfikacji personelu latającego i technicznego oraz pracowników i działaczy. Ograniczono działalność, z wyjątkiem szkolenia kandydatów do wojsk lotniczych i powietrzno-desantowych. W 1983 r. Aeroklub PRL otrzymał status organizacji obronno-sportowej, zaś jego władze opanowali wojskowi. Właściwie była to powtórka z historii, identycznie traktowały Aeroklub RP władze sanacyjne w ostatnich latach przed wybuchem wojny.

Przemiany ustrojowe umożliwiły powrót do korzeni. Przede wszystkim w 1990 r. zmieniona została nazwa — na Aeroklub Polski, czyli przywrócono najstarszą z 1919 r. i zarazem najprostszą. Na czele AP znowu stanęli lotniczy działacze cywilni. Istotnie jednak zmieniły się warunki finansowe — brutalne prawa rynku weszły również do sportów lotniczych. Zabawa we fruwanie nie jest tania, ale chętnych na szczęście nie brakuje.

W 2002 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski powtórzył gest prezydenta Ignacego Mościckiego z 1931 r. i przyjął patronat nad AP. Uroczystość odbyła się na kultowej górze Żar. Aeroklubowi zawodnicy nieustająco odnoszą międzynarodowe sukcesy we wszystkich lotniczych sportach — szybowcowym, samolotowym, spadochronowym, balonowym, mikrolotowym, lotniowym i paralotniowym, a także w modelarstwie lotniczym i kosmicznym. Gdyby zsumować wszystkie powietrzne zwycięstwa od 1932 r., to uzbierałoby się ponad 860 medali, w tym ponad 700 tytułów mistrzowskich i wicemistrzowskich, indywidualnych i drużynowych. Po kolejnych zmianach ustawowych i statutowych współczesny AP jest nie tylko organizacją społeczną, lecz także pełnoprawnym związkiem sportowym. Niemal od zarania swego istnienia działa na rzecz obronności kraju, uczestniczy także w świadczeniu pomocy osobom poszkodowanym w wyniku klęsk żywiołowych. W jego skład wchodzi m.in. 61 aeroklubów regionalnych oraz dwie wspomniane centralne szkoły — w Lesznie i na Żarze.

Statutowe cele działania AP zebrane są w dziewięciu ogólnych punktach. W praktyce jednak najważniejsze jest umacnianie lotniczego etosu i wpajanie adeptom latania prawd przytoczonych w lidzie na samym początku tego tekstu. W ostatnich latach następuje burzliwy rozwój lotnictwa prywatnego, latanie staje się w topowych środowiskach biznesowych wręcz modą. Niestety, rośnie również liczba wypadków, których przyczyną często okazuje się brak kwalifikacji. Rzecz jasna również wieloletnie doświadczenie nie gwarantuje stuprocentowo bezpieczeństwa, zdarzyły się w Polsce spektakularne tragedie podczas pokazów dla wielotysięcznej publiczności, zarówno pilotów wojskowych, jak też aeroklubowych. AP stara się jednak robić wszystko, aby częstotliwość powietrznych dramatów przynajmniej zmniejszyć.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy