Najtańszy rekord od trzydziestu lat

Dow Jones powrócił do historycznych szczytów. Jednak wyceny na Wall Street nie były niższe przy osiąganiu jakiegokolwiek rekordu od lat 80-tych.

Mimo zawirowań związanych z planowanym „strzyżeniem” depozytariuszy na Cyprze indeks amerykańskich blue chipów Dow Jones powrócił na dystans zaledwie 0,2 proc. do historycznego rekordu sprzed tygodnia. Skąd taka siła byków na Wall Street? Być może przyczyną jest po prostu to, że akcje zza oceanu – mimo trwających zwyżek – wciąż są relatywnie tanie.

Jak oblicza agencja Bloomberg, wskaźnik cena/zysk dla spółek z indeksu S&P500 wzrósł do 15,4 z 11,7, zanotowanych na dołku z września 2011 r. Tymczasem w czasie rynku byka zakończonego w 2007 r. przeciętny wskaźnik cena/zysk sięgał 18,1, a w czasie hossy lat 90 – tych, zakończonej gorączką internetową – wręcz 20,9. Choć w 1990 r. hossa rozpoczęła się przy wskaźniku wynoszącym 14, to jednak już po roku jej trwania przekroczył on 20.

„Jedynym momentem, kiedy pobiciu historycznych maksimów towarzyszyły niższe wyceny niż obecnie, były zwyżki w latach 80-tych. Wskaźnik cena/zysk wynosił wtedy zaledwie 9,1” – wynika z analizy Bloomberga.

Na znaczny potencjał wzrostu wycen wskazuje także metoda wyceny ulubiona przez Alana Greenspana. Jak z niej wynika, relacja wycen akcji do wycen obligacji jest bliska najniższej w historii. Były szef Fedu porównuje relację zysków spółek do kapitalizacji z rentownością obligacji. Przedsiębiorstwa z S&P500 zarabiają na czysto równowartość 6,5 proc. swojej kapitalizacji. Tymczasem rentowność obligacji jest aż o 4,5 punktu proc. niższa. To oznacza, że akcje są wciąż wyjątkowo atrakcyjne na tle papierów skarbowych. W ciągu ostatnich 10 lat różnica ta sięgała przeciętnie 2,5 punktu proc.

Pojawiają się jednak i negatywne sygnały. Jak wynika z danych zgromadzonych przez Bank of America, zaangażowanie na rynku zaczęli zmniejszać amerykańscy duzi inwestorzy instytucjonalni. Od początku roku towarzystwa emerytalne zza oceanu sprzedały akcje warte 2,9 bln USD, a fundusze hedgingowe pozbyły się papierów za 461 mln USD.

- Mamy do czynienia z przysłowiową ścianą strachu [to nawiązanie do powiedzenia, że hossa jest wspinaczką po ścianie strachu, a bessa – staczaniem się po stoku nadziei – red.]. Inwestorzy muszą się po niej wspinać, dzięki temu indeksy wyjdą na nowe szczyty, a wyceny wreszcie powrócą do poziomów bliższych historycznym średnim – komentował dla Bloomberga Ashish Misra z Lloyds TSB Private Banking.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane