Narcyzy, które wydobyły z ludzi najlepsze cechy

opublikowano: 02-06-2021, 14:45

Kiedy wybuchła pandemia, hodowcy kwiatów ciętych stracili klientów z dnia na dzień – hurtownie nie odbierały zamówień, odwoływano wesela, komunie, chrzciny, spotkania rodzinne. Dzięki odzewowi internautów w gospodarstwie przy ulicy Beskidzkiej w Łodzi udało się wtedy uratować miliony kwitnących raz do roku narcyzów.

K.Jarczewski

Agnieszka Toczek pracuje jako kierownik salonu firmy Kazar, jej mąż Paweł jeździ jako kierowca MPK. Rodzice – Zdzisława i Józef Podkańscy – są na emeryturze. Organizację życia rodziny determinują jednak kwiaty. Wcześniej ich łódzkie gospodarstwo radziło sobie bardzo dobrze. Pieniądze ze sprzedaży ciętych narcyzów wystarczały na całoroczne utrzymanie rodziców Agnieszki Toczek. Kiedy się okazało, że przez epidemię zabrakło klientów, właściciele prawie hektarowego pola obawiali się, że kwiaty zwiędną i zginą.

Odzew internautów

Kwitnący biznes:
Kwitnący biznes:
Agnieszka Toczek (stoi pierwsza z prawej) pracuje jako kierownik salonu firmy Kazar, jej mąż Paweł jeździ jako kierowca MPK. Rodzice – Zdzisława i Józef Podkańscy – są na emeryturze. Organizację życia rodziny determinują jednak kwiaty: narcyzy z prawie hektarowego pola w Łodzi.
K.Jarczewski

Zaapelowali na Facebooku o pomoc, o przyjeżdżanie i samodzielne rwanie kwiatów – za 5 zł można było zerwać 100 narcyzów. Hodowcy nie spodziewali się takiej reakcji: morze kwiatów zostało zebrane w kilka dni, przyjeżdżało po kilkaset osób dziennie, na apel odpowiedzieli nie tylko łodzianie. Przyjeżdżający deklarowali przede wszystkim solidarność w pandemii.

– Wtedy nie mieliśmy gdzie sprzedać kwiatów. Serce bolało, gdy myśleliśmy, że padną na naszych oczach. Już pierwszego dnia goście zerwali ćwierć miliona kwiatów. I było radośnie, zbierający nawet wspólnie śpiewali, a sąsiedzi, widząc tak dużo zaparkowanych aut, myśleli, że mamy w domu wesele. Wszystkie osoby, które do nas przychodziły, mówiły o urzekającym zapachu pola i o tym, że to kwiaty, które przypominają im dzieciństwo – wspomina Agnieszka Toczek.

Odezwała się też mieszkanka Norwegii, która przelała pieniądze na konto hodowców i poprosiła o przekazanie kwiatów komuś, komu sprawią radość. Zdzisława Podkańska wpadła na pomysł, by wesprzeć medyków – kwiaty zostały zawiezione do szpitala położniczego im. Ludwika Rydygiera. Jak mówią właściciele, nigdy wcześniej kwiaty nie były tak dokładnie wyzbierane. Pole z białego zmieniło się w zielone, a i tak ludzie wracali z niego z naręczami skrupulatnie zebranych narcyzów. Świeżo zebrane kwiaty mają również dużo dłuższą żywotność w wazonie – wystarczy bardzo zimna woda i odrobina cukru, zdradzają sekret hodowcy.

Od świtu do zmroku

Pachnące zbiory:
Pachnące zbiory:
Czas zrywania kwiatów jest krótki, to raptem dwa, trzy tygodnie, ale wymaga pracy przez cały dzień – Agnieszka Toczek, jej rodzice Józef i Zdzisława Podkańscy i córka Nadia pracują wtedy od 5 rano do zmroku.
K.Jarczewski

Hodowla narcyzów przy Beskidzkiej ma długą historię. Dziadkowie Agnieszki Toczek zostali po wojnie przesiedleni zza Buga. Jako rekompensatę za ziemię zostawioną na Kresach dostali gospodarstwo w ówczesnej podłódzkiej wsi Sikawa.

– Pierwsze cebule narcyzów pewnie po prostu od kogoś dostali. Potem zrodził się rodzinny zwyczaj – gdy na świat przychodził nowy członek rodziny, obsadzaliśmy kolejny kawałek ziemi – mówi Agnieszka Toczek.

Dziś obsadzony jest prawie hektar, a najstarsze rośliny pod stareńkimi jabłoniami mają już sześćdziesiąt lat. Kiedyś odbiorcą była Pollena Ewa, która dodawała kwiaty do perfum. Wtedy zbierało się je zupełnie inaczej – wyłącznie w pełni rozwinięte kwiatostany, bez łodyg. Teraz głównym odbiorcą jest jedna z dużych sieci kwiaciarni, są też grupy mniejszych odbiorców sprzedających kwiaty na rynkach. Uprawa roślin wymaga pokory – wszechmocna jest natura, nie człowiek. Czas zrywania kwiatów jest krótki, to raptem dwa, trzy tygodnie, ale wymaga pracy przez cały dzień – Agnieszka Toczek z mamą Zdzisławą i córką Nadią (która też ma swój kawałek pola) są w stanie zerwać 200 tys. kwiatów dziennie.

– Gdy robi się widno, czyli około 5 rano, zdzwaniamy się, wypijamy szybką kawę i zaczynamy zbierać. A zrywamy, dopóki je widać, dopóki wystarcza światła dziennego – opowiada właścicielka gospodarstwa.

Zdzisława Podkańska z naręczem narcyzów
Zdzisława Podkańska z naręczem narcyzów
K.Jarczewski

W pracę włącza się cała rodzina, senior rodu Józef Podkański odpowiada za kwiatową logistykę.

O ile w ubiegłym roku szokiem była pandemia, o tyle w tym roku nie pomogła pogoda – zimna i mokra wiosna nie sprzyjała roślinom, jednak część zbierających sprzed roku wróciła. Na pole trzeba było wchodzić ostrożnie, bo jeśli jest mokro, kwiaty bywają przygniecione kruchymi liśćmi. Idąc nieuważnie, można je bardzo szybko zniszczyć. Pogoda nie dała właścicielom taryfy ulgowej.

– Bywa i tak – śmieje się Agnieszka Toczek i wylewa wodę z kalosza, w którym była w deszczową pogodę na polu kwiatów.

Solidarność:
Solidarność:
Nasze narcyzy wydobyły z ludzi wspaniałe cechy, zdecydowanie dalekie od narcyzmu. Przychodzili na zbiory nie tylko dla kwiatów, ale również by wesprzeć nas, przedsiębiorców – mówi Agnieszka Toczek.
K.Jarczewski

Gdy narcyzy kończą kwitnienie, listki zasychają, w sierpniu nie będzie po nich śladu – wtedy pole jest koszone, nawożone. Tam gdzie nie są przesadzane, cebulki narastają warstwowo. System cebul potrafi rozrosnąć się na głębokość 20-30 cm. Jeżeli w niektórych miejscach zaczynają zanikać, to sygnał, że należy je rozsadzić. Kiedyś, gdy teren był nieogrodzony, na pole przychodziły dziki traktujące cebulki jak kulinarny rarytas. Dwa lata temu dużo szkody wywołała rdza liści – łodyżka brązowiała, robiła się krucha i łamliwa.

– Utrapieniem ogrodników są ślimaki, które wyjadają z apetytem czerwoną obwódkę w sercu kwiatu, widocznie jest dla nich bardzo smaczna – uzupełnia Agnieszka Toczek.

Kwiat z mitu

Podział obowiązków:
Podział obowiązków:
W pracę przy narcyzach włącza się cała rodzina, senior rodu Józef Podkański odpowiada za logistykę.
K.Jarczewski

Według greckiej mitologii żył kiedyś piękny młodzieniec imieniem Narcyz. Kochał polowania, góry, lasy. Po jego narodzinach wieszcz Tejrezjasz przepowiedział, że chłopiec będzie żył, dopóki nie ujrzy swego odbicia. Kiedyś brutalnie odrzucił nieśmiałe zaloty nimfy Echo. Tak ściągnął na siebie gniew bogini Afrodyty. Zmęczony polowaniem w upale, pochylił się nad strumieniem, by ugasić pragnienie. Gdy zobaczył odbicie swojej twarzy, zakochał się w nim. Nie jadł, nie pił, zmarł odurzony tą miłością. Na jego grobie wyrósł kwiat o białych płatkach nazwany imieniem Narcyza.

Pliniusz Starszy pisał, że roślinę nazwano nie od imienia młodzieńca, lecz nawiązując do jej specyficznego, silnego zapachu (narkao – drętwieję, staję się nieczułym).

– Nasze narcyzy wydobyły z ludzi wspaniałe cechy, zdecydowanie dalekie od narcyzmu. Przychodzili na zbiory nie tylko dla kwiatów, ale również by wesprzeć nas, przedsiębiorców, aby okazać solidarność – uważa Agnieszka Toczek.

Druga fala zainteresowanych przetoczyła się przez gospodarstwo w sierpniu, gdy można było kupić cebulki roślin. Tak kwiaty z ulicy Beskidzkiej tej wiosny zapachniały w wielu innych ogrodach. W tym roku chętnych na zbieranie było dużo mniej, choć nie brakuje osób, które deklarują, że będą przyjeżdżać co roku, bo zbieranie sprawiło im ogromną frajdę.

– Szczerze mówiąc, my to doskonale rozumiemy, bo kochamy ten czas zrywania. Choć kosztują nas mnóstwo pracy, to nadal nasze najukochańsze kwiaty – wyznaje Agnieszka Toczek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane