Nawet insiderzy boją się bessy

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 07-07-2008, 07:48

Ubywa argumentów za bliskim końcem bessy. Zakupy akcji ograniczyli nawet giełdowi insiderzy.

Od stycznia osoby mające dostęp do informacji poufnych w spółkach giełdowych wydały na zakup akcji 314 mln zł. W całym ubiegłym roku tzw. insiderzy wydali na zakupy prawie 1,7 mld zł. Niestety, wciąż nie brakuje menedżerów, którzy zasilają armię sprzedających. W pierwszym półroczu łączna wartość ich transakcji sprzedaży przekroczyła 371 mln zł (w całym 2007 roku — 2,7 mld zł). Największy wysyp akcji był w lutym. Wtedy na parkiet trafiły papiery o wartości 195 mln zł.

— Kilku dużych inwestorów wykorzystało odreagowanie po „defekcie stycznia”, aby zmniejszyć zaangażowanie w swojej spółce. Tym samym potwierdziła się zasada, że insiderzy — odwrotnie niż klienci funduszy inwestycyjnych — kupują na dołkach, a sprzedają na górkach — komentuje Łukasz Mickiewicz, analityk Open Finance.

W czerwcu insiderzy sprzedali akcje za 4,5 mln zł. To jedyne światełko w tunelu.


Insiderzy się mylą
Drobni inwestorzy często zastanawiają się, czy warto śledzić transakcje giełdowych menedżerów. Z naszych obserwacji wynika, że w ostatnich miesiącach raczej nie jest to wskazane. Przynajmniej w horyzoncie krótkoterminowym. Na udaną transakcję kupna insidera aż cztery są nieudane.

— Kiedy jest dobra koniunktura, to ruchy insiderów są wyznacznikiem trendu. W czasach bessy lepiej nie sugerować się nimi. Obecnie skupowanie własnych akcji przez menedżerów czy buy-backi nie działają na kursy — powiedział Mirosław Saj, analityk DnB Nord.


Obawa o przejęcie
Według analityków obecne zakupy akcji przez insiderów mają często charakter ratowania pikujących ostatnio kursów.

— Ratują raczej kurs przed silniejszym spadkiem, niż dają sygnał do kupna innym inwestorom — uważa Łukasz Wróbel, analityk Open Finance.

Ale jest też inny powód kupowania akcji przez ludzi z kierownictwa, którzy są jednocześnie znaczącymi akcjonariuszami.

— Menedżerowie kupują akcje spółek w obawie o swoją przyszłość. Ktoś większy może skorzystać z przeceny i przejąć emitenta. A to nie zawsze jest z pożytkiem dla przejmowanej spółki. Wrogie przejęcie Kruka dało prezesom zapewne do myślenia, iż przejęcie ich spółki przez większego gracza może być realnym zagrożeniem, a nie tylko książkowym sloganem — ocenia Marcin Stebakow, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.


Będą dalsze zakupy
W tym roku giełdowa bessa mocno dała się we znaki wielu menedżerom. Tylko nieliczni zarabiają dzisiaj na kupionych w ostatnich miesiącach własnych akcjach. Mimo narastających strat wielu prezesów zapowiada w rozmowie z „PB” dalsze zakupy, zwłaszcza jeśli bessa zadomowi się na dobre. Argumentują to wiarą w możliwość rozwoju swoich spółek.

— Akcje są tanie. Mając wolny kapitał, zainwestowałbym w walory Plast-Boksu — przyznaje Waldemar Pawlak, członek zarządu tej firmy. W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele większości emitentów.

Analitycy jednak ostrzegają drobnych inwestorów.

— Na spadającym rynku insiderom może się wydawać, że akcje ich spółek są tanie. Jednak wcale nie muszą to być zakupy na dołku — powiedział Mirosław Saj.

Mimo fatalnych nastrojów panujących na rynku pojawiają się jednak głosy optymistów, że insiderzy w połączeniu z buy-backami, których wartość w tym roku może sięgnąć 2 mld zł, mogą pomóc przebudzić się naszemu rynkowi.

— Wyceny wielu spółek robią się atrakcyjne, więc skupowanie akcji przez menedżerów powinno się nasilać w kolejnych miesiącach. Właśnie taki skup w połączeniu z buy-backami może wybić ceny akcji w górę — twierdzi Grzegorz Leszczyński, prezes IDM.

Więcej w poniedziałkowym "Pulsie Biznesu".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Nawet insiderzy boją się bessy