Netline: padliśmy ofiarą nagonki

  • Piotr Nisztor
22-06-2012, 00:00

Prezes firmy informatycznej, podejrzany o udział w korupcyjnym skandalu, zapewnia, że nie dawał łapówek. Po pierwszych zatrzymaniach chciał szkolić swoich pracowników w... CBA

Wrocławska firma Netline Group to, według Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie i Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA), jedno z ogniw korupcyjnego procederu w branży informatycznej. Zatrzymany w październiku 2011 r. Janusz J., wiceprezes spółki (który zrezygnował po wybuchu skandalu), miał bezpośrednio wręczać łapówki Andrzejowi M., ówczesnemu dyrektorowi Centrum Projektów Informatycznych (CPI) MSWiA, w zamian za korzystne rozstrzygnięcia przetargów. Według śledczych, pieniądze na ten cel miały pochodzić od współwłaścicieli i szefów Netline Group Jacka i Grzegorza Wilczyńskich. Obaj w maju usłyszeli zarzuty działania na szkodę własnej firmy i wyprowadzenia ponad 700 tys. zł. Jacek Wilczyński, prezes Netline Group, przekonuje w rozmowie z „PB”, że zarzuty są absurdalne.

— W naszej firmie nie było żadnego funduszu na łapówki — podkreśla prezes. Przyznaje, że zatrzymanie Janusza J., który odpowiadał w Netline Group m.in. za kontrakty z CPI MSWiA, było dla niego wielkim szokiem.

— Nie wierzę, że Janusz korumpował kogokolwiek. Zawsze chciał robić duże, spektakularne projekty. Na pewno nie motywowały go pieniądze — mówi Jacek Wilczyński.

Dziwny warunek

— Po jego zatrzymaniu zrobiliśmy w spółce audyt. Okazało się, że pod projekty dla CPI towar był zamawiany wcześniej, niż podpisaliśmy umowę, co było warunkiem stawianym przez naszego dostawcę. To nie było normalne i rodziło potencjalną możliwość nacisków — przyznaje prezes Netline Group. Janusz J. od ośmiu miesięcy przebywa w areszcie. Nie jest już pracownikiem wrocławskiej spółki. Sama firma po wybuchu afery blisko współpracuje z CBA i prokuraturą w celu wyjaśnienia sprawy.

— Nie mamy nic do ukrycia. We własnym zakresie powołaliśmy audytora, który sprawdza projekty realizowane dla CPI MSWiA — podkreśla Jacek Wilczyński.

W 2011 r. po zatrzymaniu Janusza J. kierownictwo wrocławskiej spółki wdrożyło procedury antykorupcyjne w firmie oraz wystąpiło do CBA z prośbą o przeprowadzenie dla pracowników firmy szkoleń antykorupcyjnych. — Otrzymaliśmy odpowiedź, że biuro nie prowadzi takich szkoleń — przyznaje prezes.

— Przecież nie mogliśmy przeszkolić ludzi, przeciwko którym mieliśmy dowody na korupcję — komentuje funkcjonariusz CBA, pragnący zachować anonimowość.

Netline Group w latach 2009-11 podpisała z CPI MSWiA kontrakty opiewające łącznie na 67 mln zł netto (cały budżet centrum wynosi blisko 2 mld zł). Według danych spółki, w 2009 r. stanowiły one 18 proc. jej przychodów, rok później ich udział wzrósł do 34 proc., a w ubiegłym roku spadł do 11 proc. Większość projektów dotyczyła dostaw sprzętu i oprogramowania firm trzecich.

— Są to projekty zapewniające duży obrót, lecz stosunkowo niewielką marżę — tłumaczy szef Netline Group. Umowy podpisane w latach 2009-11 przez wrocławską spółkę z Komendą Główną Policji (również na dostawę sprzętu) opiewały na 6,4 mln zł netto. To 1,3 proc. całego budżetu komendy na informatykę, wynoszącego około 200 mln zł rocznie.

— Kontrakt na e-posterunek najczęściej wymieniany przez media opiewał na kwotę 245 tys. zł netto. Musieliśmy do niego dopłacić, żeby zrealizować umowę. Zrobiliśmy to, bo zawsze wywiązujemy się z podpisanych umów — zapewnia Jacek Wilczyński. Jak twierdzi prezes, w tym roku kontrakty z instytucjami państwowymi to 10 proc. przychodów firmy. Jacek Wilczyński podkreśla również, że rozwój firmy nie nastąpił na podstawie projektów realizowanych dla CPI MSWiA.

— Największy wzrost obrotów Netline Group zanotowała w latach 2007-08, kiedy nie współpracowała jeszcze z CPI — zapewnia prezes.

Lojalni klienci

Afera korupcyjna zaszkodziła wizerunkowi wrocławskiej firmy. — Wyraźnie odbiła się na zdolności pozyskiwania nowych kontraktów [firma szacuje wartość straconych zleceń na 18,5 mln zł netto — red.], choć większość dotychczasowych kontrahentów nie zrezygnowała ze współpracy ze spółką — twierdzi Jacek Wilczyński. Zdaniem prezesa, problemy firmy to wynik nietrafionych skojarzeń i medialnej nagonki.

— Jesteśmy z Wrocławia, więc skojarzono nas z politykami z Wrocławia, którzy mieli nam rzekomo pomagać w zdobywaniu kontraktów. Tymczasem ja żadnego nawet nie znam. Padliśmy ofiarą nagonki medialnej. Od października zeszłego roku publikowane są nieprawdziwe informacje na temat spółki i jej zarządu. Mimo naszych sprostowań nikt z autorów publikacji nie zwrócił się do nas o komentarz — podkreśla Jacek Wilczyński.

Największa łapówka w historii

Badana przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie i Centralne Biuro Antykorupcyjne afera korupcyjna w branży IT to jedno z najpoważniejszych śledztw prowadzonych w ostatnim czasie przez organy ścigania. Dotychczas zarzuty w tej sprawie usłyszało dziesięć osób — wśród nich szefowie wrocławskiej spółki Netline Group oraz byli dyrektorzy IBM i HP. Mieli oni korumpować pracowników Komendy Głównej Policji (obecnie trwa tam kontrola CBA) i dawnego MSWiA odpowiadających za przetargi informatyczne. Łapówki miały przede wszystkim trafiać do Andrzeja M., byłego dyrektora Centrum Projektów Informatycznych MSWiA, który — według śledczych — łącznie miał przyjąć aż 5 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Nisztor

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Netline: padliśmy ofiarą nagonki