Nic nie zastąpi technologii IT

KAJ
29-03-2006, 00:00

Krzysztof Urbanowicz, dyrektor 5W Mignon-Media na Europę Wschodnią, autor blogu Media Cafe Polska

Media w sieciowym skansenie

Tradycyjne media powinny szukać okazji, aby przyciągnąć nowych odbiorców. Taką szansę dają nowe technologie.

Rewolucja internetowa jest rzeczywistością, do której tradycyjne media muszą się szybko przystosować, jeśli chcą przetrwać w erze cyfrowej.

— Coraz więcej gazet i wydawnictw prasowych na świecie korzysta z rozwiązań, które narodziły się na fali modnego trendu zwanego web 2.0 — przekonuje Krzysztof Urbanowicz.

O co chodzi?

Web 2.0 to — w największym skrócie — nowa filozofia komunikowania między internautami. Chcą nie tylko konsumować, ale też tworzyć informację. Web 2.0 to era, w której twórcy treści, m.in. poprzez blogi, wiki, albumy fotograficzne online, odgrywają coraz większą rolę w stosunku do konsumentów treści (gości). Tu każdy jest jednocześnie twórcą i odbiorcą treści.

Darmowe zyski

— Ten nowy trend — o czym wie niewielu — to również nowa filozofia biznesu medialnego — podkreśla Krzysztof Urbanowicz.

Używając nowoczesnych rozwiązań, jak np. mms-y, blogi, vlogi, czy technologii, jak aplikacja Ajax czy Wi-Fi, tradycyjne media mogą w miarę szybko stać się częścią internetu, gdzie powoli emigrują ich odbiorcy, a za nimi — reklamodawcy.

— Według mnie, gazety, radio czy telewizja w Polsce powinny szybciej reagować na to, co się dzieje w sieci 2.0. Na razie, z wyjątkiem Agory, tradycyjne media w naszym kraju nie podejmują wyzwania — uważa autor blogu Media Cafe Polska.

Jak zarabiać w internecie, kiedy wszystko jest za darmo?

— Nie, nie wszystko — mówi Krzysztof Urbanowicz.

Bo na darmosze da się zarobić dużo, dużo pieniędzy. Jak? Tak, jak to robią Google, Yahoo i MSN oraz setki gazet, z „New York Times” czy „Le Monde” na czele.

Celina Waleśkiewicz, dyrektor departamentu e-banku w Banku BPH

Internet otwiera... sezam

Dzięki usługom interaktywnym klient nie musi być ograniczony godzinami otwarcia banku.

Kluczem do pozyskania i utrzymania klienta jest dbanie o wysoki poziom jego satysfakcji. To przekłada się na lojalność.

Wedle potrzeb

Oferta banku powinna zatem w jak najlepszy sposób odpowiadać na oczekiwania i potrzeby jego klientów.

— W sferze obsługi ważnymi elementami wpływającymi na poziom satysfakcji jest swobodny, zgodny z preferencjami i przyzwyczajeniami klienta, dostęp do informacji o produktach oraz możliwość wykonywania transakcji i zarządzania swoimi finansami — mówi Celina Waleśkiewicz.

Nowoczesne technologie sprawiają, że można te oczekiwania spełnić.

— Stworzoną na potrzeby klienta infrastrukturę technologiczną nasz bank może wykorzystać do sprzedaży kolejnych produktów — przekonuje Celina Waleśkiewicz.

Wirtualny kontakt

W efekcie wdrożenia systemu internetowego Sez@m w Banku BPH powstała nowoczesna platforma technologiczna, integrująca w pełni kanały dostępu do produktów i usług. W jednym miejscu przez 24 godziny na dobę klienci mają dostęp do rachunków bankowych, brokerskich, funduszy inwestycyjnych, planów lokacyjnych. Jest także możliwość składania zleceń i wykonywania transakcji. Bogate informacje o kliencie, gromadzone w module back office systemu Sez@m, zapewniającym sprawną i szybką obsługę klientów wyrażających chęć korzystania ze zdalnych kanałów dostępu, stały się podstawą do budowy nowoczesnego rozwiązania klasy CRM.

— Wspiera on codzienną pracę prawie 5 tys. doradców w 500 placówkach — mówi dyrektor departamentu e-banku w Banku BPH.

Jerzy Zań, dyrektor departamentu bankowości elektronicznej w Banku BPH

Innowacje niezbędne w finansach

Trendy w bankowości internetowej to przede wszystkim umiejętne odpowiedzenie na potrzeby ludzi i firm.

Właściwe zastosowanie nowych technologii umożliwia przełom jakościowy w działalności banków, szczególnie w usługach finansowych dla korporacji. Specjaliści z zakresu bankowości i technologii poszukują nowych rozwiązań, które mogą dać przewagę konkurencyjną.

— Banki muszą zatem znaleźć odpowiedź na pytanie, czy chcą być liderem w korzystaniu z dostępnych rozwiązań, czy też wystarczy im drugie bądź dalsze miejsce — mówi Jerzy Zań.

Wartość klienta

Wyzwanie korporacyjnej bankowości internetowej to jednak nie tylko kwestia złożonych rozwiązań technologicznych.

— To także zrozumienie bieżącej i przyszłej wartości klienta, umiejętność określenia najlepszego nowego produktu. Do tego dochodzi badanie poziomu lojalności i ryzyka odejścia czy preferencji kanału obsługi, które powinno pociągnąć za sobą odpowiednie działanie — przekonuje Jerzy Zań.

Duzi i mniejsi

W tej sytuacji prawdziwy sukces rynkowy jest możliwy jedynie w przypadku pełnego zrozumienia indywidualnych potrzeb klienta korporacyjnego. Oczywiście w odniesieniu do funkcji systemu i umiejętności skutecznego przełożenia go na technologię.

— Bank BPH jako pierwszy w Polsce, wyznaczając tym samym trend na rynku usług bankowych, zaoferował klientom korporacyjnym system bankowości internetowej BusinessNet — podkreśla Jerzy Zań.

Tym samym systemy bankowości internetowej przestały być jedynie domeną rynku klienta detalicznego. Stały się również faktem dla przedsiębiorstw wykonujących setki przelewów dziennie, mających złożoną strukturę organizacyjną i terytorialną. Korzystają one z wyrafinowanych produktów cash management.

Borys Stokalski, prezes Infovide

Wspinaczka po ruchomych schodach

Pierwsza dekada XXI w. to czas najbardziej ekscytujących i przełomowych zmian w historii rozwoju korporacyjnej informatyki. Autorem tej opinii jest profesor Warren F. McFarlan — wybitny autorytet w dziedzinie metod i praktyki zarządzania informatyką korporacyjną.

Bez barier

— Słowa te stanowią swoistą antytezę do argumentów kwestionujących strategiczną wartość technologii IT dla biznesu — podkreśla Borys Stokalski.

Jego zdaniem, wszechobecność technologii informacyjnej, jej standaryzacja i globalny zasięg sprawia, że jest ona postrzegana jako specyficzny składnik infrastruktury biznesu. Ma on cechy nie tylko permanentnej rewolucji — systematycznie pokonuje kolejne bariery wydajności, miniaturyzacji czy efektywności ekonomicznej, ale także ewolucji.

Pułapki innowacyjności

Potencjał technologii informacyjnych ma jednak i swoją „ciemną stronę”. Sprawia bowiem, że systemy, które jeszcze wczoraj dawały firmie unikatową wartość konkurencyjną, szybko się starzeją. W dodatku koszty eksploatacji i utrzymania systemów nie poddają się łatwej redukcji.

— Stąd, dla wielu organizacji, inwestowanie w rozwiązania informatyczne przypomina wspinaczkę po ruchomych schodach — mówi prezes Infovide.

Nie można jednak rezygnować z wykorzystania potencjału rozwojowego informatyki.

— Organizacje chcące go mądrze wykorzystać potrzebują wdrażania praktyk zarządczych: zarządzania procesem innowacyjnym, roadmappingu technologii oraz odejścia od „punktowych” inwestycji technologicznych w stronę podejścia „portfelowego” i świadomego kształtowania „architektury korporacyjnej” — podkreśla Borys Stokalski.

Dzięki temu „schody innowacji technologicznych” będą wiozły je we właściwym kierunku.

dr Krzysztof Stefanowicz, partner zarządzający w warszawskim biurze kancelarii prawniczej Salans

Prawo przewidujące zagrożenia

Nowe technologie wciąż wyprzedzają stare prawo. Mimo to są już częściowo regulowane.

Czy regulować wprowadzanie nowych technologii? Przed udzieleniem odpowiedzi na to pytanie należy przede wszystkim wziąć pod uwagę samą ideę reglamentacji prawnej.

— Bezspornie, tak jak wszystkie inne technologie, także nowe, których stosowanie może w jakimś stopniu wpłynąć na bezpieczeństwo narodowe lub ważny interes państwa, powinny być odpowiednio regulowane — mówi Krzysztof Stefanowicz.

Potrzeba kompromisu

Problem jednak polega na tym, aby dbając o bezpieczeństwo, nie hamować rozwoju technologicznego państwa. Nadmiernie restrykcyjna regulacja w dziedzinie nowych technologii może skutkować przecież technologiczną stagnacją, a nawet odizolowaniem danego kraju od dopływu nowoczesnych rozwiązań.

— Co więcej, powstaje tym samym ryzyko „czarnego rynku” dla obrotu reglamentowanymi technologiami — zaznacza partner zarządzający Salans.

Nowe technologie nie mają charakteru dóbr ograniczonych i z tego też powodu nie jest to powód do ich reglamentacji. Z drugiej jednak strony do swojego funkcjonowania potrzebują one czasem korzystać z ograniczonych zasobów.

— Takimi są np. częstotliwości. Można więc stwierdzić, że przez reglamentację zasobów pośrednio reglamentuje się nowe technologie — uważa Krzysztof Stefanowicz.

Regulacje prawne obejmujące nowe technologie mogą się też okazać konieczne ze względu na ochronę należną konsumentom. Przykładem takiego działania jest chociażby objęcie nimi umów zawieranych z konsumentami na odległość, np. za pośrednictwem internetu.

— Tu jednak reglamentacja jest jedynie pośrednia, bowiem technologia ta stanowi środek przekazywania oświadczeń woli. De facto regulowana jest więc nie sama technologia, ale sposób jej wykorzystania — tłumaczy Krzysztof Stefanowicz.

Nieprzewidziane zagrożenia

Nowe technologie mogą także stanowić zagrożenie dla konsumentów właśnie ze względu na swoją immanentną cechę, czyli nowość. Stąd, zdaniem przedstawiciela kancelarii Salans, istnieje konieczność dłuższego okresu ich certyfikacji aniżeli innych produktów. Do tego dochodzi odpowiednia edukacja i informacja zwracająca uwagę konsumenta na zagrożenia.

— Reglamentacja nowych technologii może być również wskazana w celu ochrony rynku przed dominacją jednego podmiotu czy produktu. Do takiego wniosku może prowadzić spojrzenie na obecnych monopolistów — podkreśla Krzysztof Stefanowicz.

Rynek nowych technologii jest wciąż bardzo prężny i szybki. Wydaje się, że regulacja nie nadąża za nowinkami technologicznymi. Problem w tym, że oprócz oczywistych zagrożeń, nie da się od razu przewidzieć wszystkich niebezpieczeństw, jakie one niosą.

— A tym samym określić właściwego zakresu regulacji — przekonuje Krzysztof Stefanowicz.

Ze spostrzeżeń o relacji prawa do nowych technologii nie wynika na razie żaden definitywny wniosek, poza daleko idącą ostrożnością i stosowaniem common sense uwzględniającego ich szczególną naturę.

Jerzy Badowski, dyrektor działu IT w Centralwings

Wirtualne latanie, realne korzyści

Pasażerowie chętnie korzystają z internetu. I jest wiele możliwości żeby im to ułatwić.

Centralwings to drugi największy tani przewoźnik lotniczy w Polsce. Od końca 2004 r. linia obsłużyła prawie 900 tys. pasażerów. Obecnie 80 proc. biletów Centralwings sprzedaje w sieci. Dlatego, efektywne wykorzystanie nowych technologii jest podstawą działania takiej firmy.

— A naszym celem jest to, aby nowi pasażerowie korzystali właśnie z naszych usług. Dlatego inwestujemy w nowoczesne rozwiązania IT, dotyczące kontaktów z potencjalnymi klientami — podkreśla Jerzy Badowski.

Dziś od taniej linii wymaga się nie tylko niskich cen, ale i profesjonalnej obsługi. Centralwings postawił więc na internet.

— Fundamentalnym, ciągle udoskonalanym rozwiązaniem jest system rezerwacyjny Open Skies-Navitaire — podkreśla Jerzy Badowski.

Jest to m.in. spersonalizowany portal dla klientów indywidualnych, korporacji czy agencji. Pozwala on choćby na płatności w czasie rzeczywistym czyli bezpośrednie połączenie z akceptantem kard kredytowych.

Do tego dochodzą inne systemy takie, jak np. RMS — Navitaire do tworzenia polityki cenowej czy WorldTracer do śledzenia zagubionego bagażu.

Krzysztof Król, wicedyrektor departamentu komunikacji korporacyjnej Grupy Prokom Software

Państwo ciągle w ogonie

Polacy lubią internet. I wcale nie boją się korzystać z nowoczesnych technologii. Instytucje publiczne są w tej dziedzinie prawdziwymi maruderami.

— 24 proc. obywateli ma dostęp do internetu, 92 proc. przedsiębiorstw wykorzystuje komputery, dodatkowo 2 mln osób założyło konta w bankach internetowych, a na serwerach polskich portali znajduje się 40 mln kont e-mail — wylicza Krzysztof Król.

I zaraz przytacza inne dane, świadczące o tym, że nie wystarczy coś mieć, trzeba jeszcze chcieć i potrafić to wykorzystać. Nie ma urzędu, w którym można sprawę załatwić sprzed komputera, i zapłacić kartą kredytową.

Jak na razie funkcjonuje w Polsce jeden urząd, do którego można wysłać rozliczenie drogą elektroniczną i autentykować się podpisem elektronicznym.

— Świetnym pomysłem, który się doskonale sprawdza, przede wszystkim z punktu widzenia kosztów i popularności, jest elektroniczny przekaz dokumentów do ZUS. Obecnie, koszt eksploatacji systemu ZUS, w przeliczeniu na pojedynczą miesięczną składkę wynosi jedynie 1,11 zł. To dwa razy taniej niż przed informatyzacją — przyznaje przedstawiciel Prokom Software.

Na szarym końcu są interaktywne usługi służby zdrowia, CIT czy pośrednictwa pracy.

Wojciech Szelągowski, wiceprezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych

Polska ściąga inwestycje

Indii pewnie nie dościgniemy, ale możemy zostać europejskim liderem w offshoringu IT. Polska ma szansę stać się centrum usług dla Europy. Ważną część tzw. Bussines Process Offshoring mają stanowić projekty związane z sektorem IT.

— To może dać Polsce nawet 200 tys. miejsc pracy — ocenia Wojciech Szelągowski.

Coraz większy udział w światowych przepływach biznesu mają właśnie usługi i to niezależnie od poziomu zamożności danego kraju. Obecnie ten współczynnik waha się między 55 a 62 proc.

— Z projektów IT najpopularniejsze są call centres i centra oprogramowania. W ciągu ostatnich 10 lat eksport usług z Indii wzrósł o 2400 proc. — podkreśla przedstawiciel PAIIZ.

Polska szczyci się dużymi zasobami dobrze wyedukowanych informatyków a dodatkową zachętą są zwolnienia podatkowe i środki UE dla inwestorów. Pomoc publiczna może sięgnąć nawet 50 proc., do tego dochodzą specjalne strefy ekonomiczne.

— Firmy IT mogą lokować się m.in. w strefach katowickiej, łódzkiej, pomorskiej czy warmińsko-mazurskiej — zaznacza Wojciech Szelągowski.

Dotychczas swoje centra programistyczne w Polsce mają np. ABB, Delphi, Samsung i Intel.

Sebastian Szczepański, kierownik projektu w Arcus

Ciąć papierowe koszty

Outsourcing drukowania, kopiowania czy niszczenia dokumentów pozwala okiełznać koszty.

Pomimo rozwoju elektronicznej wymiany informacji, w każdej organizacji tworzona jest coraz większa ilość dokumentów papierowych. Z roku na rok na świecie rośnie dynamika sprzedaży papieru. A życie dokumentu papierowego to swoisty cykl. Tworzony dzięki drukarce, następnie powielany dzięki kopiarce, dystrybuowany a później archiwizowany z użyciem skanera i niszczony w niszczarce.

— To generuje całkiem niemałe koszty — podkreśla Sebastian Szczepański.

Tańszy cykl

Jednak ingerencja w te segmenty może dać szybkie efekty w postaci oszczędności.

— Arcus dostarcza narzędzie, aby osiągnąć ten cel. Jest to projekt optymalizacji procesów drukowania i kopiowania Arcus TOM — wyjaśnia przedstawiciel firmy.

Projekt optymalizacji procesów drukowania i kopiowania Arcus TOM powstał we współpracy z niemiecką firmą Triumph-Adler. Działając od kilkudziesięciu lat na rynku urządzeń biurowych, wykształciła ona gotową metodologię optymalizacji procesów drukowania i kopiowania, którą nazwała w skrócie TOM, od angielskich słów Total Output Management, czyli całkowite zarządzanie dokumentami.

Metoda ta zakłada przeprowadzenie procesu w dwóch etapach. Pierwszym z nich jest audyt drukowania i kopiowania w firmie. Obejmuje on m.in. inwentaryzację sprzętu drukującego i kopiującego znajdującego się w posiadaniu klienta oraz jego wycenę. Do tego dochodzi analiza generowanych przez niego kosztów.

— Audyt zewnętrzny wiąże się z wdrożeniem systemu monitorującego wykorzystanie eksploatowanych urządzeń — mówi Sebastian Szczepański.

Raport poaudytowy zawiera szczegółowy obraz sytuacji zastanej oraz projekt rozwiązania eliminującego koszty funkcjonowania systemu o 20-50 proc.

Wymiana na lepsze

Drugim etapem jest propozycja rozwiązania, zakładająca wymianę dotychczasowego parku maszynowego na nowy, bardziej funkcjonalny, a przede wszystkim generujący niższe koszty od obecnego.

— Koncepcja ta bazuje na danych zebranych w etapie pierwszym i całkowicie uwzględnia potrzeby klienta — zaznacza Sebastian Szczepański.

Zakłada ona też całkowite wyłączenie, poza struktury firmy, parku maszynowego i utrzymywanie go przez dostawcę na zasadzie dzierżawy. W przypadku tego wariantu klient płaci jedynie ratę miesięczną za użytkowanie urządzenia. Na kwotę raty miesięcznej składają się dwa czynniki: rata za urządzenie, zawierająca koszty dzierżawy wraz z instalacją i szkoleniem oraz rata za wydruki i kopie, obejmująca serwis, materiały eksploatacyjne i części.

Outsourcing podliczony

„Jeśli jest coś, czego nie potrafimy zrobić wydajniej, taniej i lepiej niż nasi konkurenci, nie ma sensu, żebyśmy to robili. Powinniśmy zatrudnić do tej pracy kogoś, kto zrobi to lepiej” — mawiał Henry Ford. Korzyści z outsourcingu kopiowania czy drukowania to przy 200 tys. wydruków miesięcznie ponad 170 tys. zaoszczędzonych złotych.

— Te pieniądze można wydać na to, co rzeczywiście jest rdzeniem danego biznesu — uważa Sebastian Szczepański.

Na takie rozwiązania zdecydowało się m.in. Ministerstwo Edukacji i Nauki, Bank PKO BP czy PZU.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Nic nie zastąpi technologii IT