„Nie korzystaj z rad biedaków”

MWIE
07-03-2011, 14:18

Prawdy objawione, zwykłe truizmy, a może ciekawy materiał do badań psychologii inwestowania? Co tydzień przyglądamy najbardziej popularnym maksymom, jakie powstały przez ponad dwieście lat historii Wall Street. Dziś zastanowimy się, czy dobrymi doradcami mogą być… biedni.

Rada, by przy wyborze inwestycji nie słuchać ludzi, którzy sami nie dorobili się majątku wydaje się zgoła sensowna. Wszak jeśli rzeczywiście nasz doradca mógłby się pochwalić ponadprzeciętną skutecznością w doborze spółek, czemu nie uczyniłaby ona bogaczem jego samego? Intuicja podpowiada więc, by większą wagę przywiązywać to tego, co mówią inwestorzy z grubymi portfelami.

Czy jednak tak jest w rzeczywistości? Okazuje się, że niekoniecznie. Sam Warren Buffett nazwał Wall Street jednym z niewielu miejsc na świecie, gdzie ludzie jeżdżący limuzynami przychodzą po radę do tych, którzy do pracy dojeżdżają metrem. Skąd ten paradoks? Analitycy, bo właśnie o nich między innymi mowa, bez wątpienia są jednymi z ludzi, którzy wiedzą o rynku coś więcej niż przeciętny zjadacz chleba. Nie mają jednak sami dostatecznego kapitału, by móc utrzymywać się z inwestycji. Zatem, choć zarabiają przyzwoicie, to jednak z perspektywy klienta ich banku to biedacy.

Jakie należy wyciągnąć z tego wnioski? Nie trzeba wcale ograniczać się do uwzględniania rad bogaczy. U potencjalnego doradcy równie ważne, jeśli nie ważniejsze, są takie cechy, jak przenikliwość, uczciwość oraz historia trafnych rekomendacji lub decyzji inwestycyjnych. Osobiste bogactwo może mieć znaczenie, jednak często to sprawa zupełnie drugorzędna.

Na podstawie: Michael Maiello, “Buy the Rumor, Sell the Fact”, New York 2004

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MWIE

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / „Nie korzystaj z rad biedaków”