Nie oddamy ani nicejskiego guzika

Jacek Zalewski
20-06-2003, 00:00

Od pierwszych godzin pobytu na szczycie Rady Europejskiej — trwającym od wczoraj w obwarowanym kompleksie wypoczynkowym Porto Carras koło Salonik — nasza delegacja z premierem Leszkiem Millerem stara się konsekwentnie realizować plan, który sformułowaliśmy w tytule. Skoro Polska wreszcie jest „aktywnym oberwatorem”, uczestniczącym w szczycie od początku do końca, a nie tylko zapraszanym na kurtuazyjny obiad, to wypada wykorzystywać każdą okazję do obrony własnych interesów.

Umieszczenie w projekcie Konstytucji Unii Europejskiej propozycji unieważnienia od roku 2009 postanowień Traktatu Nicejskiego z 11 grudnia 2000 r., przeniesionych do Traktatu Akcesyjnego z 16 kwietnia 2003 r., trudno ocenić inaczej niż jako polityczną intrygę „starej Unii” (czyli pierwszego składu członkowskiego EWG). Prezentowany w Salonikach projekt wyrzuca do kosza system ważenia głosów i wprowadza zasadę, iż decyzja Rady UE (czyli najważniejszego gremium decyzyjnego — rady ministrów) zostaje podjęta, gdy ZA opowie się co najmniej połowa państw członkowskich, reprezentujących co najmniej 60 proc. unijnej ludności.

Od początku istnienia Unii Europejskiej kwestią pierwszoplanową jest nie procedura PODEJMOWANIA, lecz BLOKOWANIA decyzji niekorzystnych dla danego państwa czy też grupy państw. Nowy system radykalnie zmniejszyłby możliwość wpływania na zablokowanie unijnych postanowień przez Polskę i Hiszpanię, natomiast równie zdecydowanie zwiększyłby wpływy wielkiej czwórki — Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji i Włoch. Kluczem do władzy w UE — w tym przede wszystkim nad wspólnym budżetem — stałaby się demografia. Teoretyczną podstawą myślenia w taką stronę jest potraktowanie ponad 450 milionów obywateli poszerzonej Unii jako jednolitej euromasy konsumentów. Chyba nie o takiej wspólnocie myśleliśmy 7 i 8 czerwca przy urnach — my, którzy w ogromnej większości zagłosowaliśmy TAK.

Po szczycie w Salonikach w ogólnounijnej opinii zapewne ugruntowany zostanie wizerunek Polski jako partnera krnąbrnego, odpornego na idee „prawdziwie zjednoczonej Europy”. I trudno się będzie dziwić, że wraz ze zbliżaniem się dnia 1 maja 2004 r. rosła będzie niechęć społeczeństw „starej Unii” do rozszerzania wspólnoty o dziesięć państw, których dziekanem i symbolem stała się właśnie Polska. Z powodu wplątania się w wojnę z Irakiem nasza sytuacja na forum zdominowanym przez postawy antywojenne i antyamerykańskie naprawdę nie jest łatwa. A żołnierz z poobrywanymi guzikami — choćby tylko nicejskimi — wygląda i jest traktowany jak dezerter.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Nie oddamy ani nicejskiego guzika