Nie tylko koncert online, czyli kultura w czasach zarazy

opublikowano: 06-11-2020, 15:47

Na początku pandemii artyści tworzyli w internecie – pro publico bono – orkiestry z nagrań zrobionych komórką. Teraz potrzebne jest takie działanie w rzeczywistości zdalnej, które podreperuje również podupadłe budżety – mówi Katarzyna Meissner dyrektor Instytutu Muzyki i Tańca.

Zmiana. Kultura stara się adaptować do nowych warunków, choć potrzebujemy większej kreatywności w działaniu online – twierdzi Katarzyna Meissner, dyrektor Instytutu Muzyki i Tańca
Zmiana. Kultura stara się adaptować do nowych warunków, choć potrzebujemy większej kreatywności w działaniu online – twierdzi Katarzyna Meissner, dyrektor Instytutu Muzyki i Tańca
Marek Wiśniewski

W związku z pandemią ponownie zamknięto teatry, muzea, sale koncertowe. Czy instytucje kultury były na to przygotowane? Co to może dla nich oznaczać w obecnych warunkach?

Katarzyna Meissner: Trzeba wyraźnie podkreślić, że działalność instytucji kultury zostaje ograniczona, a nie zlikwidowana. Artyści mogą nadal prowadzić próby, organizować wydarzenia w formie online’owej, nagrania. Z punktu widzenia ich kondycji, ale też patrząc pod kątem finansowym, to najważniejsze. Z prowadzonych wspólnie z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozmów wynika, że środowiska artystyczne przeczuwały, że tego typu decyzja, bardzo trudna, będzie musiała zostać podjęta. W tym wszystkim, co się dzieje, musimy myśleć o dobru wspólnym. To chyba jedyna sytuacja w historii, kiedy ograniczając swoją aktywność, pomagamy najbardziej – osobom słabszym, służbie zdrowia, naszym bliskim.

Jak wyglądała sytuacja finansowa instytucji kultury od początku pandemii?

Wszystko zależało od modelu funkcjonowania. Tam, gdzie budżety nie opierały się mocno na sprzedaży biletów czy wynajmie powierzchni, sytuacja była w miarę dobra. Tam, gdzie stanowiło to większość przychodów – wyglądała znacznie gorzej. Dlatego instytucje odpowiedzialne za dialog ze środowiskami artystycznymi uruchomiły we współpracy z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego Fundusz Wsparcia Kultury, który pomoże jednostkom działającym w branży wyjść na prostą. Zależało nam, by utrzymać zatrudnienie w sferze teatru, tańca i muzyki. Trwa ostatni etap oceny wniosków i do końca listopada zaczniemy wypłacać środki.

Jak duża jest wartość tego wsparcia i kto najbardziej z niego skorzysta?

Fundusz dysponuje kwotą 400 mln zł. Program jest skierowany do artystycznych instytucji samorządowych, NGO-sów oraz przedsiębiorców pracujących w kulturze. Niestety, nie wszystkie instytucje mogły wnioskować o dofinansowanie, więc już myślimy nad kolejnymi rozwiązaniami, które będą bardziej elastyczne.

W jaki sposób pieniądze do nich trafią i na co będą mogły być przeznaczone?

Będą wypłacane na podstawie umów zawieranych z Instytutem Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego lub Instytutem Muzyki i Tańca, ponieważ obie te instytucje są operatorami Funduszu. Dofinansowanie może być przeznaczone na tzw. środki kwalifikowalne, czyli np. koszty eksploatacji siedziby, zaległe wynagrodzenia dla zespołów, spłaty przeterminowanych rat kredytowych. Należy je rozdysponować do końca roku, ale kwalifikujemy je już od 12 marca 2020, czyli od początku lockdownu.

Jak radziły sobie opery, filharmonie, teatry czy sale koncertowe ze skutkami lockdownu i potem ograniczeń epidemicznych?

W dużej mierze zależało to od umiejętności zarządzania placówkami. Widzimy wielką potrzebę poszerzania umiejętności dyrektorów takich instytucji w kierunku miękkiego zarządzania, komunikacji z zespołem. Często obserwujemy te instytucje z perspektywy widza, natomiast dramat, który się tam odbywa, jest znacznie poważniejszy. Aktorzy, tancerze czy muzycy zastanawiali się na przykład, czy nie zarażą się, wychodząc na scenę, czy bezpieczne jest wejście do kanału orkiestrowego. Już w maju opracowane zostały wspólnie z Głównym Inspektoratem Sanitarnym szczegółowe wytyczne dotyczące zasad bezpiecznego działania w instytucjach kultury w czasie epidemii. Jednocześnie niezwykle ważna jest kwestia psychicznego radzenia sobie artystów z nową dla nich sytuacją. Nie wszystko przecież da się rozwiązać dzięki samej tylko rozmowie z rodziną czy kolegami z zespołu. Potrzebne jest fachowe pokierowanie, żeby poukładać sprawy tej nowej rzeczywistości. Widzimy to choćby po powodzeniu naszego programu „wspieraMY”, czyli konsultacji psychologicznych dla tancerzy i muzyków. Właśnie dokładamy kolejne terminy sesji z naszymi terapeutami, bo zapotrzebowanie na taką pomoc ciągle rośnie.

II Kongres Tańca
II Kongres Tańca
Marta Ankiersztejn

Na początku lockdownu wszyscy zwróciliśmy uwagę na pomysły koncertów online. Czy takie działania mogą branży kulturalnej cokolwiek rekompensować, także finansowo?

Kultura stara się adaptować do nowych warunków, choć potrzebujemy większej kreatywności w działaniu online. Rzeczywiście, przy pierwszym lockdownie dostrzegaliśmy spontaniczność działań. Ponieważ artyści od razu zauważyli społeczną potrzebę kontaktu ze sztuką, dominowało podejście pro publico bono. Tak powstał choćby fenomenalny występ Adama Sztaby „Co mi Panie dasz” – swego rodzaju hymn pandemii. Setki muzyków, wspaniali wokaliści, poruszający efekt. Teraz jednak trzeba powoli zmieniać podejście i tak projektować działania artystyczne, żeby mogły wesprzeć podupadłe budżety. Tu nie chodzi o proste przenoszenie wydarzeń do internetu, lecz o stworzenie nowych działań artystycznych w rzeczywistości zdalnej.

Jakiego rodzaju działań? Jeśli nie transmisja online koncertu, to co?

Widzę dwa pola do działania. Pierwsze to ogólna kreatywność, tak przecież właściwa kulturze. Szukanie takich rozwiązań, które odpowiedziałyby na głód interakcji z publicznością, jaki dziś mają artyści, ale też korelowałyby z potrzebami np. biznesu. Choćby zamówienie lekcji tańca czy śpiewu u muzyków, choreografów czy tancerzy przez firmy, których pracownicy byliby tym zainteresowani. Widzimy przecież, że ludzie inaczej pracują zdalnie, więc może takie zajęcia byłyby jakąś odskocznią i wsparciem. Drugi obszar to komunikacja z widzem, aktywne budowanie własnej publiczności. Udało się to gastronomii, której klienci wiedzą, że trzeba składać zamówienia na wynos, by wesprzeć ulubioną restaurację. Podobnie mogłoby się stać w kulturze. Wszystko jednak zależy od świadomości osób zarządzających konkretną instytucją. Od uświadomienia sobie, że widownię trzeba budować, kształtować, a świetnym kanałem do tego mogą być media społecznościowe.

Jak to komunikowanie wygląda obecnie?

Jako Instytut Muzyki i Tańca staramy się wspierać instytucje w tej komunikacji. Po pierwsze, planujemy kampanię uświadamiania widzom, jak wiele zależy od ich zaangażowania. Po drugie, prowadzimy program szkoleniowy Menedżer 2.0 dla dyrektorów oper i teatrów muzycznych, w którym zwracamy uwagę na miękkie kompetencje menedżerskie. Być może zabrzmi to brutalnie, ale uczymy podchodzenia do widza jak do klienta, którego trzeba do siebie przywiązać i stale utrzymywać z nim kontakt. To ważna wiedza na przyszłość, ponieważ już zdajemy sobie sprawę, że pandemia szybko się nie skończy, a powrót do masowych wydarzeń artystycznych będzie stopniowy. Nie od razu przecież pójdziemy na Stinga na stadionie czy pojedziemy na Open’era.

Pytanie, czy widzowie wrócą w tej liczbie, co wcześniej…

Jestem pewna, że będą chcieli szybko wrócić do kultury. To są przeżycia, których nie zastąpi odsłuchanie płyty w serwisie streamingowym, ani obejrzenie transmisji z koncertu. Pewne emocje powstają tylko w konkretnym miejscu i czasie, potrzebujemy też wspólnoty przeżywania wydarzeń kulturalnych, interakcji. Za nią tęsknią nie tylko artyści, lecz także widzowie.

Polski Impresariat Muzyczny
Polski Impresariat Muzyczny
Izabela Kaszyca

Mam wrażenie, że ten głód interakcji widzieliśmy wiosną. W Hot16Challange2, wyzwanie zainicjowane przez raperów, włączali się naprawdę wielcy ludzie kultury. Czy można w tym widzieć przejaw owej kreatywności na trudne czasy, o której pani wspomniała?

Rzeczywiście, to była bardzo ciekawa akcja, a niektóre występy były naprawdę na światowym poziomie. Nie było to jednak działanie zaplanowane, systemowe, ale właśnie spontaniczne i oddolne. Tymczasem nam zależy też na tym, by kultura wypracowała wiele rozwiązań, jak na takiej interakcji i działaniach zarobić, podreperować budżet. Dlatego tak ważne jest budowanie publiczności, o której wspomniałam. Ludzie potrzebują kultury, także w sytuacji ograniczenia kontaktów – widać to chociażby w wynikach badań platformy Spotify, która w czasie pandemii odnotowała 23-procentowy wzrost płatnych subskrypcji.

Rzeczywiście, coraz więcej twórców robi premiery płyt od razu na serwisach streamingowych.

Tak, to jeden z plusów pandemii, jeśli o czymś takim można mówić. Przyspieszyła cyfryzację całego społeczeństwa, w tym również kultury. Płyty po prostu muszą być wydawane jednocześnie i na fizycznym nośniku, i w sieci. Fizyczny nośnik jest istotny, ale coraz częściej będzie trafiał w ręce kolekcjonerów – jak obecnie płyty winylowe. Podstawą dostępu do muzyki staje się zdecydowanie przestrzeń online’owa. Niestety część artystów w Polsce wciąż ma przed nią opory. Szczególnie dotyczy to twórców muzyki klasycznej. Szkoda, bo jest tu ogromny potencjał dotarcia do młodszej grupy docelowej, która rzadko kupuje płyty.

Z czego te opory wynikają? Strach przed byciem okradzionym, bo stawki serwisów są za niskie?

Na pewno są powody finansowe, ale chodzi też o poczucie, że premiera w takim miejscu jest mniej prestiżowa niż wydanie fizycznej płyty. „Krążek to krążek” – tak mówią.

Jak wyglądają stawki dla twórców? Nadal bardziej się opłaca wydać płytę dla kolekcjonerów niż wchodzić na Spotify?

Stawki są zróżnicowane, najlepiej płacą twórcom serwisy Amazon Music i Tidal, z platformą YouTube w tym zestawieniu wypadającą najsłabiej. To oczywiście kwestia pewnej kalkulacji, na którym serwisie warto być, a na którym mniej. Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze – sentyment, ekskluzywność będą sprawiały, że płyty ciągle będą miały swoją publiczność.

Polski Impresariat Muzyczny
Polski Impresariat Muzyczny
Izabela Kaszyca

Czy w obecnej sytuacji instytucje kultury mogą liczyć na pomoc biznesu?

Są sponsorzy, którzy zachowali się bardzo fair, aneksując wcześniejsze kontrakty z instytucjami kultury, które wspierali, dopasowując je do pandemicznej rzeczywistości. W umowach sponsorskich często zapisane są świadczenia, które przy zamknięciu sal koncertowych są po prostu niemożliwe do spełnienia. Aby zatem utrzymać wsparcie finansowe mecenasa, potrzebne było przeformułowanie tych kontraktów. Niestety część sponsorów się na to nie zgodziła, przez co – w świetle umowy – mogli po prostu wycofać finansowanie. Przy czym trzeba pamiętać, że związki kultury z biznesem powinny być partnerskie, typu win-win. Będzie to możliwe, jeżeli relacje na linii mecenas – instytucja będą głębsze, oparte na dobrym poznaniu wzajemnych potrzeb i specyfiki. Wtedy dużo trudniej wycofać się ze wsparcia. I jeszcze jedno – kultura nie powinna czekać, aż biznes się nią zainteresuje, tylko aktywnie szukać tych kontaktów. Pokazując to, co ma najcenniejszego – nieprzebraną wręcz kreatywność.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: rozmawiała Anna Druś

Polecane