Niech by się nie wtrącał

Jacek Zalewski
opublikowano: 27-12-2006, 00:00

Pierwsza rocznica objęcia urzędu prezydenta RP przez Lecha Kaczyńskiego minęła bez fanfar nie tylko dlatego, że przypadła w świąteczną już sobotę. Nie było czego czcić — społeczne oceny prezydentury osiągnęły poziom, jakiego rok temu elekt nie spodziewałby się w najczarniejszych snach. Prezydent Kaczyński wypełnia swoje konstytucyjne obowiązki, ale jedynie jako najwyższy funkcjonariusz państwa. Miniony rok dowiódł, że nie jest liderem kraju uczestniczącego w cywilizacyjnym wyścigu, bo po prostu nie ma takich predyspozycji.

Największym cieniem na prezydenturze kładzie się demonstracyjne sytuowanie się Lecha Kaczyńskiego po jednej stronie sceny politycznej. To generalny problem każdej głowy państwa, wybranej niewielką przewagą głosów w atmosferze ostrych podziałów. Jednak klasę prezydenta — czy to w USA, czy w Polsce — poznaje się po jego relacjach z tą częścią społeczeństwa, która na niego… nie głosowała! Właśnie w tym kontekście tak jaskrawa jest różnica między Lechem Kaczyńskim a jego poprzednikiem Aleksandrem Kwaśniewskim. I nie ma to nic wspólnego z różnymi zdolnościami medialnymi obu prezydentów.

Okolicznością wręcz fatalną jest niespotykane wcześniej w Polsce tak bezpośrednie powiązanie głowy państwa z układem partyjnym. Pamiętny meldunek, złożony tuż po wyborze przez Lecha Kaczyńskiego bratu Jarosławowi, ustawił prezydenta jako instytucję usługową wobec rządu, której zadaniem jest wykorzystywanie konstytucyjnych uprawnień do zagwarantowania trwania ekipy PiS u władzy. Tylko w tak anormalnych relacjach mogło zdarzyć się wyrzucenie Leppera z rządu z pieczątką warchoła, a następnie przywrócenie go do łask. Poczucie wstydu prezydenta uniemożliwiło wówczas mediom zrelacjonowanie ponurej uroczystości. Było to samoośmieszenie się urzędu, ale tak zwyczajnie, po ludzku Lecha Kaczyńskiego rozumieliśmy.

Z punktu widzenia „PB” wypada się cieszyć, że obecny prezydent w ogóle nie zaprząta sobie głowy tematyką gospodarczą. W jego kancelaryjnym „rządzie” nie ma nikogo od tych spraw, symbolem zaś stało się zaprzestanie przyznawania prezydenckich nagród gospodarczych, które miała zastąpić jakaś inna inicjatywa — ale skończyło się na chciejstwie. Biorąc pod uwagę degenerację idei IV RP, zwłaszcza dotyczących moralnej odnowy władzy — niewtrącanie się okazuje się największą wartością, jaką głowa polskiego państwa może dać polskiej gospodarce już do końca kadencji.

podpis foto

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu