Niemcy biją własne rekordy, jeśli chodzi o eksport energii — wynika z najnowszych danych BDEW (niemiecka izba energetyki i gospodarki wodnej). W zeszłym roku eksport energii elektrycznej netto sięgnął rekordowego poziomu 33 TWh, a w tym nadal rośnie. Najszybciej rośnie eksport do Polski. Dane z I kw. pokazują, że Niemcy mają 13,2 TWh nadwyżki fizycznego eksportu energii elektrycznej nad importem. To o 10 proc. więcej niż w tym samym okresie przed rokiem.

Jeśli chodzi o kierunki eksportu, to największy wzrost widać w przepływach do Polski. W I kw. z Niemiec do Polski napłynęło 2,5 TWh energii elektrycznej, a w odwrotnym kierunku — niemal nic. Wzrost widać też w eksporcie do Czech, przy jednoczesnym spadku importu z tego kraju.
Łatwo to wytłumaczyć. To efekt niekontrolowanych wypływów energii z sieci niemieckiej na zewnątrz, spowodowanych nadspodziewanie szybkim rozwojem elektrowni wiatrowych.
Sieć nie jest wystarczająco wydolna, więc nadwyżka energii wyprodukowanej przez wiatraki wypychana jest do wschodnich sąsiadów. Dla Polski to problem, bo nasza sieć tych wpływów nie wytrzymuje i są awarie. Zaradzić ma temu dopiero planowana inwestycja Polskich Sieci Energetycznych (PSE) w przesuwniki fazowe, które pozwolą kontrolować te przepływy.
Rosnący import energii z Niemiec do Polski widać nie tylko w danych o przepływach fizycznych (podanych wyżej), ale też w danych handlowych (uwzględniających kontrakty). To głównie niemiecki prąd wpływa na to, że w wymianie zagranicznej od początku roku mamy nadwyżkę importu nad eksportem prądu. Na koniec maja wynosiła około 900 GWh, podczas gdy rok wcześniej mieliśmy nadwyżkę eksportu, i to aż 2409 GWh.
— Wszystko wskazuje na to, że także w czerwcu ta tendencja się utrzyma. To efekt rynku — mówi Beata Jarosz, rzecznik PSE. Efekt rynku, czyli cen. Pomiędzy hurtowymi cenami energii w Niemczech i Polsce widać dziś wyraźny rozdźwięk, przy czym drożej jest u nas. W Niemczech jest taniej głównie dlatego, że nasi sąsiedzi mocno postawili na rozwój odnawialnych źródeł energii, zwłaszcza fotowoltaiki (przetwarzanie energii słonecznej na energię elektryczną), a w przypadku OZE koszty zmienne są bliskie zeru.
— Rozdźwięk między cenami w Niemczech i u nas jest coraz większy — ocenia Marian Kilen, odpowiedzialny za handel energią w grupie Fortum. Polska kupuje energię również w Szwecji i na Ukrainie, mniej na Słowacji i w Czechach. Import stanowi ułamek krajowego zużycia, wynoszącego 158 tys. GWh rocznie, ale rośnie. Jednocześnie spada krajowa produkcja energii — na koniec maja była o 1 proc. mniejsza niż przed rokiem.