Lawrence McDonald z Convert- Bond.com wyliczył, że jeśli dotychczasowy trend utrzyma się do końca roku, „bańka” może pojawić się w prasie aż 7,9 tys. razy. Dla porównania, w 2007 r., czyli na rok przed rozpoczęciem ostatniego globalnego kryzysu finansowego, słowo to prasa wydrukowała 6,85 tys. razy, a w 1999 r., na rok przed krachem dotkomów — 6,8 tys. razy. Evan Lucas, strateg z IG, uważa, że mówienie o bańce spekulacyjnej na rynkach może stać się samospełniającą się przepowiednią.

— Coraz więcej mediów koncentruje się na terminach, takich jak „bańka”, „przewartościowanie”, „na wyczerpaniu” itp. To może spowodować efekt kuli śnieżnej, kiedy komentatorzy — niedźwiedzie zajmują pozycję sprzedaży i zalecają swoim klientom, aby zrobili to samo. W końcu byki będą miały dość — twierdzi Evan Lucas.
Stratedzy uważają, że niedźwiedzie nastroje wkrótce mogą zdominować rynki, bo po długim okresie wzrostu rynki akcji zbliżyły się do punktu przełomu. Wskaźnik cena/zysk dla amerykańskiego indeksu S&P 500 osiągnął 18,84. W przypadku japońskiego Nikkei to 18,86, australijskiej giełdy — 16,11, a niemieckiego DAX — 16,11. Dla porównania, wskaźnik cena/ zysk giełdy chińskiej wynosi 9,7.
— Myślę, że słowo „bańka” jest zbyt silne, ale rynki akcji z pewnością czują się wykończone i poszły za mocno w górę — podsumowuje Evan Lucas.
