Nieważne, kto głosuje, ważne, kto przelicza

opublikowano: 23-05-2019, 22:00

Przypisywana Józefowi Stalinowi złota myśl ma w oryginale inną końcówkę „…kto liczy głosy”.

Modyfikacja odnosząca się do wyborów do Parlamentu Europejskiego (PE) jest nieprzypadkowa. Dotyczy bowiem nie technicznego zliczenia krzyżyków z kart do głosowania przez obwodowe komisje wyborcze, lecz późniejszego przetworzenia zbiorczych wyników na euromandaty. Ze wszystkich stron słychać apele o udział w niedzielnym głosowaniu, których celem jest oczywiście zmobilizowanie „swojaków”. Eurofrekwencja w latach 2004, 2009 i 2014 nie przekraczała w Polsce nawet 25 proc. Teraz okaże się większa, osobiście obstawiam 32-34 proc. Taki wynik i tak będzie wypadało uznać za rewelacyjny, jeśli uwzględni się odpychające wyborców pogmatwanie obowiązującej od 15 lat krajowej ordynacji do PE.

Pięć lat temu posłowie do PE wybierani byli w urnach ze sklejki, obecnie są one przezroczyste.
Wyświetl galerię [1/2]

Pięć lat temu posłowie do PE wybierani byli w urnach ze sklejki, obecnie są one przezroczyste. fot. Tomasz Adamowicz-FORUM

W niedzielę jak zawsze od obalenia 30 lat temu komuny przewodniczę na macierzystym osiedlu komisji obwodowej.

Ot, taki nałóg… Dlatego czujęsię w obowiązku nieco rozjaśnić czytelnikom tytułowe przeliczanie. Poziom jego skomplikowania można porównać tylko z procedurami stanowienia unijnego prawa… Krzyżyk postawiony na karcie przez wyborcę przetwarzany jest aż na trzech poziomach, na każdym odgrywając inną rolę.

Poziom I. Najważniejszy podział 52 mandatów (na razie 51, ostatni będzie czekał na brexit) między walczące komitety odbywa się proporcjonalnie metodą d’Hondta, z progiem 5-procentowym, w okręgu, który stanowi cała Polska. Do tej procedury nie można mieć zastrzeżeń. Na poziomie I wszyscy kandydaci z komitetu solidarnie walczą o jak najlepszy ogólnopolski wynik.

Poziom II. Rozdział puli mandatów zdobytej przez dany komitet między jego listy w 13 technicznych okręgach metodą Hare-Niemeyera, w której porównuje się bezwzględne liczby głosów zebranych przez komitet w każdym okręgu. Można tak robić pod warunkiem, że są one ludnościowo zbliżone. Niestety, rozbieżności są gigantyczne. Okręg sklejony z województw małopolskiego i świętokrzyskiego ma ponad 4,6 mln mieszkańców, śląski ponad 4,5 mln — na drugim biegunie zaś sytuują się trzy maluchy — kujawsko-pomorski, lubelski i podkarpacki — ledwie osiągające 2,1 mln. Ten bezmyślny mechanizm nie zmienia ogólnopolskich wyników partyjnych, ale w sensie personalnym powoduje wielkie wypaczenia. Jego następstwem jest wysysanie mandatów z okręgów małych przez większe. Mapka obrazuje, jak to było pięć lat temu. W każdym okręgu pierwsza liczba oznacza teoretyczny przydział zgodny z prostą proporcjonalnością, druga — realnie uzyskany 25 maja 2014 r. Cztery maluchy straciły po mandacie, pięć średnich pozostało w normie, cztery wielkie po mandacie zyskały. Co ważne, na poziomie II wynik danego komitetu w jednym okręgu obiektywnie staje się… nieprzyjacielem wyniku tegoż komitetu w jakimś innym.

Poziom III. Ostateczny przydział personalny mandatu zdobytego na poziomie II przez listę komitetu w okręgu. Sposób jest transparentny, decyduje większa liczba głosów w ramach listy. W rozliczeniu

na poziomie III kandydat z szansami staje się jednak… śmiertelnym wrogiem kolegi z tego samego komitetu! Takich walczących bratobójczo par czy nawet trójek jest na okręgowych listach wiele.

Dla polskiego społeczeństwa, a także dla Brukseli/Strasburga naprawdę istotny jest poziom I.

Do kwestii, kto fizycznie obsadzi pulę mandatów zdobytą przez dany komitet, najlepiej podejść zgodnie z dewizą „nie moje małpy, nie mój cyrk”. Z drugiej jednak strony bulwersuje okoliczność, że o zdobyciu części euromandatów zdecyduje nie liczba głosów, lecz obsadzenie przez partyjnych wodzów ich zauszników akurat w okręgach z definicji preferowanych przez ułomne prawo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu