Nieznośna twardość bytu

Andrzej Nierychło
opublikowano: 2006-01-04 00:00

Skarbnica języka usłużnie podsuwa użyteczne powiedzenia i bon moty. Gdy się chce uderzyć, kij zawsze się znajdzie. Nosił wilk razy kilka. Czym się różni polityk od muchy? Niczym, bo i jego, i ją można zabić gazetą. Pasuje jak ulał.

Opinia publiczna skazana jest znowu na domysły. Minister Mikosz musiał odejść, bo nie był jak żona cezara, słychać z jednej strony. Dziwne kontakty, zbyt wielkie uwikłanie w biznesie.

Zmuszono go do dymisji, bo miał i realizował jasną wizję, przez co narobił sobie wrogów. Sprawa pożyczki jest czysta, kontakty ma każdy, kto nie spadł z księżyca — czytamy na przeciwległej ścianie. Czy to nie dziwne, że ataki na ministra narastały wraz z jego determinacją, by przeszkodzić fuzji wielkich banków na polskiej ziemi? Krzyczący tytuł na czołówce pierwszej strony wielkiego dziennika to tylko odfajkowanie kolejnego punktu planu. Historia czarnego PR zna dziesiątki takich przypadków.

Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku. Czy kiedykolwiek opinia ją pozna? Przecież wygodniej, by każdy przywdział sobie taką prawdę, w jakiej najbardziej mu do twarzy. Pewne jest tylko, że Andrzej Mikosz zasilił wczoraj szereg epizodycznych ministrów resortu skarbu państwa. Nie był politykiem, ale wynajętym fachowcem, co chyba nie wszystkim się podobało. Na pewno brakło mu doświadczenia do pełnienia bardzo wysokiego stanowiska, było nie było — doświadczenia politycznego właśnie. Minister musi bowiem nie tylko wiedzieć, ile jest dwa razy dwa, ale też, czy w danym momencie powiedzieć „cztery” czy może „więcej niż trzy, a mniej niż pięć”.

Mądrość ludowa dobrze zna takie sytuacje. Gdy się jest zanadto otwartym i ma miękkie serce, to trzeba mieć twardą...

Możesz zainteresować się również: