Nowy kwartał, stary trend

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-07-01 17:47

Pierwsza sesja nowego kwartału i zarazem półrocza brutalnie obeszła się nadziejami na przełamanie złej passy, która w czerwcu doprowadziła do dwucyfrowej przeceny  warszawskich indeksów. Napędzające spadkowy trend nastroje są obecnie tak silne, że chyba tylko wydarzenie dorównujące rangą marcowej interwencji Rezerwy Federalnej byłoby obecnie w stanie radykalnie zmienić układ sił na rynku.

Niestety, na taką rewolucję się zanosi, wskutek czego  niedźwiedzie mogą ze spokojem konsumować rosnące  zyski. Nie widać oznak, by nękające rynki akcji plagi miały wkrótce ustąpić. Niezdecydowanie amerykańskiego banku centralnego osłabia dolara, co zwiększa spekulacyjny popyt na surowce. Jak bumerang wraca także plotka o rzekomo szykowanym uderzeniu Izraela na irańskie instalacje nuklearne, powodując natychmiast wzrost ceny ropy. Również plotki o kiepskiej sytuacji niektórych banków zniechęcają do kupowania drastycznie przecenionych akcji spółek finansowych. Coraz bliższy początek sezonu publikacji kwartalnych raportów spędza sen z powiek.

Siła spadkowej fali jest wciąż tak duża, że ta bez trudu pociągnęła warszawski rynek na nowe roczne minimum. Na GPW wraz z końcem kwartału skończyła się także determinacja strony popytowej do trzymania indeksu blue chipów w rejonie 2600 pkt. Wskutek poluzowania hamulców Wig20 do zaledwie 100 pkt. zmniejszył dystans dzielący go od szczytu zakończonej w roku 2000 hossy.

Mimo przeceny największe spółki stanowiły najsilniejszy segment rynku. Największa w tym zasługa Telekomunikacji, która przez całą sesję utrzymywała się nad kreską, korzystając z podniesienia rekomendacji dla Deutsche Telecom i France Telecom. Był to jednak rodzynek, gdyż inne tuzy rynku zakończyły sesję w gorszej kondycji, choć KGHM i Pekao niewiele zabrakło, by zamknąć dzień zyskiem. Gdyby nie 2,5 proc. spadek kursu PKN, indeks poniósłby mniejszą stratę niż końcowe 1,26 proc.
Ten wynik nie oddaje jednak dramatyzmu sesji, podczas której Wig20 tracił niemal 2 proc., a straty indeksów mWig40 i sWig80 sięgały 3 proc. Spadki zaczęły się wkrótce po otwarciu, a sytuacja ustabilizowała się dopiero po południu. Przez cały czas inwestorzy siedzieli jak na szpilkach obserwując, czy cena ropy pobije poniedziałkowy rekord na poziomie 143,67 USD za baryłkę. Końcówka sesji przyniosła nieznaczne odreagowanie dzięki niespodziewanemu wzrostowi wskaźnika ISM dla przemysłu, ale trudno na razie na tej podstawie wnioskować o trwalszej zmianie nastrojów.

Mimo dużej nerwowości obroty nie wzrosły i wyniosły 1,1 mld zł. Niemal 75 proc. spółek spadło, a indeksy szerokiego rynku znowu zostały zdziesiątkowane. Dramatyczne były losy spółek Leszka Czarneckiego, posądzonego w artykule Rzeczypospolitej o współpracę z SB. Inwestorom puściły nerwy i pod koniec sesji Getin można było kupić o 6,5 proc. taniej, a LCC i Noble Bank straciły odpowiednio 9 i 8 proc.

Dzisiaj warszawscy inwestorzy wyraźnie nie wytrzymali zewnętrznego ciśnienia i poddali się niemal bez walki. Trzeba jedna mieć na uwadze, że indeks S&P500 nie przebił jeszcze marcowego dołka i dopóki nie przetestuje go z wynikiem negatywnym, nie warto ulegać emocjom być może w pobliżu przynajmniej lokalnego dna. Uważna obserwacja notowań ropy i amerykańskich indeksów da odpowiedź, w którą stronę podążą w najbliższym czasie warszawskie indeksy.

Dzisiejsze odbicie w górę wskaźnika ISM zapobiegło niechybnemu przełamaniu wsparcia przez indeks S&P500 już w pierwszej fazie sesji. Kontynuowanie fali spadkowej oznaczałoby powiększanie szkód, których rozmiary są już jak na warunki amerykańskie szokujące. Indeks DJI ma już za sobą trzy spadkowe kwartały, co nie zdarzyło się od niemal 30 lat. Zakończony właśnie czerwiec był najgorszy od 1930 roku. Od stycznia DJI stracił 14,4 proc., a S&P500 jest 12,8 proc. pod kreską. Historycznie lipiec jest niezłym miesiącem dla amerykańskich indeksów – czwartym pod względem zyskowności ze średnim wzrostem o 1,1 proc. licząc od 1928 r. Najgorszy lipiec wypadł także w 1933 r. i przyniósł 11,1 proc. straty. Czyżby teraz miała się powtórzyć sytuacja z dna Wielkiego Kryzysu? I to po niemal rekordowo spadkowym czerwcu? Biorąc pod uwagę całość uwarunkowań wydaje się to trudne do powtórzenia, choć z drugiej strony nie doszło jeszcze do fazy paniki, która z reguły towarzyszy przesileniu trendu spadkowego.

Brak objawów paniki martwi wielu obserwatorów rynku. Szeroki rynek radzi sobie obecnie lepiej niż blue chipy, przez co liczba nowych rocznych minimów spółek jest niższa niż w marcu i styczniu.  To sugeruje, że za gwałtowną wyprzedażą największych spółek stoją instytucje w pośpiechu zwiększające swoją płynność. Tzw. przeciętny inwestor ma nadzieję, że powstanie jednak formacja potrójnego dna i woli czekać na rozstrzygnięcie. Dlatego ani indeks VIX, ani wskaźnik obrazujący stosunek kupionych liczby opcji sprzedaży do opcji kupna nie wzrosły do poziomów z poprzednich przełomowych momentów. Dzisiejszy podskok indeksu ISM wysyła promyk nadziei, ale dopóki cena ropy uparcie stoi nad linią 140 USD, najbliższa przyszłość rynku rysuje się w barwie tego surowca.