O europejskiej polityce

Prof. Krzysztof Żmijewski
opublikowano: 25-10-2011, 00:00

KOMENTARZ

Koncepcja przekształcania gospodarki europejskiej w postindustrialną, z zerową lub nawet ujemną (jak w Wielkiej Brytanii) wartością dodaną generowaną przez przemysł, faktycznie jest oficjalną ideą Komisji Europejskiej, choć nigdy nie była wyraźnie zdefiniowana przez Parlament Europejski i Radę. Proces dezindustrializacji prowadzi do zjawiska emigracji przemysłu, znanego w Brukseli jako „carbon leakage”.

Zamiast źle się kojarzącego określenia dezindustrializacja używane jest pojęcie gospodarki opartej na wiedzy, które, co prawda, oznacza coś zupełnie innego (przecież przemysł może, a nowoczesny przemysł musi być oparty na wiedzy), ale jako ładniejsza stosowana jest zamiennie, bo mniej rani uszy. Podobnie jak carbon leakage, który brzmi lepiej niż emigracja przemysłu — ot, specyfika brukselskiej poetyki.

Jednakże nazywając rzeczy po imieniu, wyraźniej widzimy problemy i możemy zapytać: Jak 500 mln Europejczyków ma świadczyć sobie wzajemnie usługi i nadążać konsumpcyjnie za coraz szybciej rosnącą podażą? Wspieramy coraz bardziej agresywną reklamę. Rozumiem, że to usługi wykreują wartość dodaną. Tylko kto wykreuje wartość podstawową, gdy nie będzie już produkcji? Czyżby powszechnie dotowane europejskie rolnictwo?

To wszystko prawda, lecz nie oznacza, że nawołuję do renegocjacji fundamentów pakietu klimatycznego. Nawołuję do jego ponownego przestudiowania, reinterpretacji (np. kuriozalnych wytycznych derogacyjnych),uruchomienia zamrożonych mechanizmów (domestic offset) i stworzeniu nowych (etykieta zbudowana na śladzie węglowym).

A przede wszystkim wykazania, że obecny kierunek pakietu nie ma nic wspólnego z pierwotnymi założeniami. Cała europejska polityka klimatyczna opiera się na zasadzie: emitujący płaci, czyli obciąża opłatami sferę produkcji, a nie konsumpcji. Jest to przykład, nie pierwszy zresztą, podejścia idealistycznego, które miałoby sens, tzn. działałoby skutecznie, gdyby zostało przyjęte przez cały świat, bez żadnych wyjątków. Niestety, przebieg kolejnych konferencji klimatycznych wskazuje wyraźnie, że większa część świata zasady tej przyjąć nie chce. Fakt jej wpisania do Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, zwanego Traktatem Lizbońskim, nie ma na resztę świata najmniejszego wpływu — świat tę zasadę totalnie ignoruje.

Zastąpienie tej zasady regułą „konsument płaci” byłoby możliwe stopniowo — region po regionie i branża po branży, nie powodując migracji emisji. Sprawność tej reguły zapewnia się przez stosowanie etykiety węglowej opartej na śladzie węglowym i przyjmując dla niezdefiniowanych komponentów, materiałów, produktów etykietę o wartości najgorszej — czyli WAT (worst available technology). W takiej sytuacji przenoszenie produkcji np. do Azji nie miałoby najmniejszego sensu — zamiast oszczędności powodowałoby straty.

Bez silnego wsparcia świadomych społeczeństw taka rewolucja nie jest możliwa, ponieważ nie uzyska poparcia większości międzynarodowych

korporacji, które — jak się ostatecznie okazało — nie mają nic przeciwko emigracji przemysłu, a w gruncie rzeczy wręcz przeciwnie — bardzo ją sobie chwalą. Sojusznikiem w przeprowadzeniu tej zmiany winny być europejskie związki zawodowe, gdy zorientują się, że likwidacja przemysłu oznacza likwidację związków — wszak bezrobotni nie płacą składek.

Prof. Krzysztof Żmijewski

sekretarz generalny Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Prof. Krzysztof Żmijewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu